Matematyka bez presji i jedynek

Matematyka uznawana jest przez wielu uczniów za najtrudniejszy przedmiot. Wiele osób ma z z tym przedmiotem ogromne problemy, nie rozumie, nie lubi, a u niektórych pojawia się nawet coś na kształt fobii. Czy tak być musi?
Chciałabym przedstawić tu nową koncepcję lekcji matematyki, którą opracowała Anna Szulc, nauczycielka ucząca matematyki w LO nr I w Zduńskiej Woli.

Czy umiecie sobie wyobrazić klasę, w której nikt nie boi się matematyki? Czy to możliwe, że nauczyciel zaznacza w sprawdzanie tylko to, co zrobione zostało dobrze? Czy uczniowie mogą sami sprawdzać swoje prace?

Jeśli chcecie znać odpowiedzi na te pytania, przeczytajcie, co o swojej metodzie napisała Anna Szulc. To ciekawa i zaskakująca lektura, szczególnie dla tych osób, które są przekonane, że uczniowie uczą się tylko dlatego, że grożą im jedynki.

Anna nie wywiera presji, ale stara się, by to uczniowie wzięli na siebie odpowiedzialność za swoje wyniki w nauce. O tym, czy ocena zostanie wpisana do dziennika decydują sami. Od nich zależy również, czy poprawią zadania, które na sprawdzianie rozwiązali źle. A co powiecie na to, że uczniowie mogą w czasie lekcji przejść się po korytarzu i przewietrzyć głowę, albo mogą wyjść do toalety, mogą jeść i pić? Jak Wam się to podoba? Może myślicie, że takie zasady powodują, że nikt nie siedzi w klasie i nie zajmuje się rozwiązywaniem zadań? Otóż jesteście w błędzie! Gdy Anna wchodzi po przerwie do klasy, wielu uczniów nie czekając na początek lekcji, zajmuje się już swoimi zadaniami. Czy to nie piękne?

Żeby zachęcić Was do lektury napiszę jeszcze, że spotkania z rodzicami Anna Szulc traktuje jako okazję do tego, by uczniów pochwalić. W klasie, w której jest wychowawczynią, chwali uczniów tak samo za osiągnięcia matematyczne, jak również sportowe czy artystyczne. Każdy ma przecież jakiś talent i nie każdy będzie matematykiem.

Doświadczenia Anny Szulc, nauczycielki matematyki, pokazują, ile można osiągnąć, gdy nie wywiera się presji, nie straszy jedynkami, nie robi niezapowiedzianych sprawdzianów, ale rozumie się uczniów, ich problemy i trudności, daje się im prawo do błędów i nie zmusza do nauki. Nie ma takiej potrzeby, bo uczniowie chcą się uczyć. Doświadczenia Anny Szulc potwierdzają zasadę, że „Musisz, zabija chcę!”Anna mówi swoim uczniom, że do niczego nie chce ich zmuszać, ale zrobi wszystko, by im pomóc. I ta metoda działa!
Oto relacja Anny Szulc:

Jestem nauczycielką matematyki w I Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego w Zduńskiej Woli. Nigdy nie miałam problemu z wyborem zawodu, odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałam być nauczycielką i mimo różnych doświadczeń, wybrałbym ten sam zawód, gdybym dziś miała jeszcze raz wybierać. Sens i cel swojej pracy odczytuję z niewielkiej modyfikacji słowa „nauczyciel”. Nauczyciel to ten, który „nauczy cię”. Z czasem zwrot „nauczy cię” zaczęłam odnosić i odnoszę do siebie. Otóż doświadczenie zawodowe, rozwój osobisty i potrzeba ulepszania warsztatu pracy „nauczyły mnie”: pokory wobec zawodu, że uczeń to człowiek, który ma swoje potrzeby, uczucia, lepsze i gorsze dni oraz problemy, z którymi trudno czasem sobie poradzić, że praca z ludźmi wymaga bycia z ludźmi, a świat się zmienia i warto brać to pod uwagę, ulepszając swój warsztat pracy. Potwierdzają to także najnowsze wyniki badań i osiągnięcia neurobiologii, które uzasadniają potrzebę zmiany „nauczania uczniów” na rzecz „uczenia się uczniów”. Z własnego doświadczenia wiem, że „pruski dryl” i powielanie metod „ex cathedra”, którymi nas uczono i których nas uczono, są powodem istnienia jakiejś „niewidzialnej szyby” pomiędzy uczniami nauczycielem, a to nie ułatwi a relacji. Intuicyjnie zawsze poszukiwałam tego, co pozwoli mi na zmiany, które się we mnie dokonywały.

Modyfikacje, które wprowadziłam do swojego warsztatu pracy są bardzo znaczące i jest to wynik ponad pięcioletnich zmian, dotyczących przede wszystkim mnie samej. Ich podstawą było poznanie języka Porozumienia Bez Przemocy Marshalla Rosenberga. Ta wiedza i budowanie w oparciu o nią relacji z ludźmi pozwoliły mi na stosowanie podstawowej zasady nieprzyjmowania na siebie odpowiedzialności za innych, w tym również za uczniów. Kiedyś stawiałam przed uczniami wymagania, zakładające konieczność ich wykonania. Nie było problemu, jeśli dostosowali się do moich poleceń, jeśli zaś tego nie zrobili miałam już dwa problemy: niewykonane przez uczniów zadanie i wynikająca z tego chęć pokazania im na przyszłość, że się to nie opłaca, pociągająca za sobą konsekwencję w postaci kary, dodatkowej pracy, oceny niedostatecznej, słownej nagany itp. Oczywiście jest to droga przekonywania siebie i innych do własnych racji, „stawiania na swoim”, a już na pewno do braku relacji. Problemy się nawarstwiają, nierzadko włączają się rodzice i czasem trudno przewidzieć, jaki będzie finał trudnej sytuacji. W języku PBP (Porozumienia Bez Przemocy) zasadnicze jest stosowanie czterech kroków, z których ostatni to prośba, ale z uznaniem możliwości odmowy jej wykonania. Sytuacji spóźnienia ucznia na lekcję nie komentuję dokonując oceny ucznia i etykietowania go jako osoby nieodpowiedzialnej, na którą nie można liczyć, ale posługuję się faktami. Zgodnie z rzeczywistością określam czas spóźnienia na lekcję, mówię, że jest mi przykro, bo punktualność jest dla mnie bardzo ważna i pytam, czy mogę znać powód, dla którego nie przyszedł na czas. Zwracając się w ten sposób nie biorę odpowiedzialności za spóźnienie ucznia, nie mam problemu co z tym zrobić, to uczeń chce i może mi powiedzieć, bo wcale nie tak rzadko, istnieje uzasadniony powód tego faktu. A jeśli nie, to uczeń wie, że jest dla mnie ważne, by się nie spóźniał, przy okazji, wiedzą to inni uczniowie. Teraz to uczeń decyduje, czy chce ze mną współpracować, czy nie zależy mu na naszej dobrej relacji.

Żeby ułatwić nawiązanie relacji z moją klasą wychowawczą (już czwartą z kolei choć dziesiątą w ogóle) zorganizowałam w tym roku we wrześniu niskobudżetowy obóz integracyjny. Na rowerach pojechaliśmy 20km do ośrodka domków kempingowych. Uczniowie sami przygotowywali posiłki, proponowali i organizowali zajęcia, gry oraz zabawy. W drugi dzień obozu odwiedzili nas rodzice uczniów. Była to dobra okazja, by się lepiej poznać przy poczęstunku i wspólnym ognisku.

Od czasu poznania języka PBP wszystkie moje działania organizuję w oparciu o dbałość komunikacji i relacji z uczniem, również z jego rodzicem, dlatego wszelkie zmiany oraz zasady współpracy opracowuję z uczniami, uznając, że mogę się mylić i nie mam problemu, by się do tego przyznać. Liczę się ze zdaniem uczniów, jestem otwarta na ich wątpliwości, propozycje, mówię szczerze również wtedy, gdy sama mam wątpliwości. Zasada dobrej komunikacji jest podstawą naszych relacji, dlatego została umieszczona nad tablicami w mojej pracowni, a na jednej ze ścian „zamieszkały” symbole empatycznej komunikacji, żyrafa i szakal. Wystrój pracowni jest dziełem moich uczniów.

Pozostałe zmiany następowały stopniowo. Z perspektywy czasu wiem, że podstawą każdej z nich było przenoszenie odpowiedzialności za proces uczenia się na uczniów z zachowaniem gotowości do współpracy z nimi i bycia otwartą na ich potrzeby. Zawsze miałam obawy, czy zmiany wprowadzane przeze mnie, choć w ewolucyjny, nie rewolucyjny sposób nie wpłyną niekorzystnie na jakość pracy mojej i uczniów. Czy zmiany nie przełożą się na pogorszenie się wyników. Jedna ze zmian była konsekwencją narzuconego odgórnie zakazu stawiania oceny niedostatecznej za brak pracy domowej. Uświadomiłam sobie, że moje metody już przestały być użyteczne. Wymyśliłam wtedy, że dobrym rozwiązaniem będzie przeniesienie odpowiedzialności na ucznia i jeśli uczeń pracy domowej nie wykonał, należało zgłosić ten fakt na początku lekcji, niezgłoszenie oznaczało, że pracę domową wykonano, a ja stopniowo wycofywałam się z kontrolowania uczniów i poszukiwałam optymalnego rozwiązania w tej nowej, dla mnie sytuacji. Początkowo miałam świadomość nie do końca rozwiązanego problemu. Obawiałam się co mam zrobić w sytuacji, gdy uczeń nie zgłosił braku pracy domowej i faktycznie jej nie miał. Z pomocą przeszedł jeden z moich uczniów, który podszedł do mnie na początku roku szkolnego i powiedział, bym w jego przypadku już do końca roku zaznaczyła, że nie będzie odrabiał prac domowych. Oczywistym jest, że początkowo odebrałam to jako nadużycie przez ucznia mojej dobrej woli i gotowości do współpracy, ale z czasem przekonałam się, że uczeń rzeczywiście wziął odpowiedzialność za swoją naukę i nie zawiódł mnie, ale przede wszystkim siebie.

W ubiegłym roku szkolnym na koniec klasy trzeciej otrzymał ocenę celującą z matematyki, a maturę zdał na 94% w zakresie podstawowym i 84% w rozszerzonym. Zyskałam pewność, że podobne metody działają także w przypadku pozostałych uczniów i to z obopólną korzyścią w postaci dobrych relacji z i zadowalających wyników pracy.

Następne zmiany, które wprowadzałam już coraz odważniej dotyczą:

1) Prowadzenie notatek – uczniowie robią notatki na kartkach, które wpinają do segregatora. Do szkoły noszą tylko zapisy ostatniego działu. Notatki są dwojakiego rodzaju, zawierają treści ze wszystkich lat nauki. Uczniowie zawsze mogą liczyć na współpracę z kolegami i ze mną. W dalszej części uzasadnię, dlaczego nie zeszyty. (Trudniej wprowadzać zmiany w klasach starszych, w których uczniowie prowadzili już zeszyty. Daję im więcej czasu, wskazuję osoby, które robią to, moim zdaniem właściwie, nikogo nie karzę za niezastosowanie się do zaleceń, uczniowie sukcesywnie, dobrowolnie zmieniają sposób prowadzenia notatek, robią to wtedy, kiedy sami przekonują się, że to lepsza forma).
Pierwsze, to zapisy teorii, przykładowych zadań. Uczniowie tworzą pliki dotyczące działów matematyki, uzupełniają ewentualnie zagadnienia, które chcą zgłębiać i poszerzać. Mogą tu wpinać kserowane treści. Drugie, to praca własna. W tym pliku gromadzą chronologicznie, z zapisem dat to, co jest drogą ich rozwoju. Dobierają zadania własne, wymieniają się w pracy zespołowej, dostają również zestawy zadań, które sugeruję im, by wykonali, ale nie muszą tego zrobić. Bywa, że uczeń pracuje regularnie, bywa, że skokowo. To jego decyzja, która również zależy od możliwości czasowych. Zdarza się, że uczniowie są przeciążeni ilością prac klasowych, sprawdzianów bądź też swój wybór uzależniają od oceny, która ich zadowala. Poza tym uczniowie są różnie predysponowani do uczenia się przedmiotu, mają różne stany zaawansowania wiedzy, niezbędnej do realizacji bieżących treści.

2) Prace klasowe – zawsze je zapowiadam. Każdy zestaw zadań zawiera punktację oraz przypisany zakres punktów na poszczególne oceny. Ja zielonym kolorem wskazuję rozwiązania poprawne, przydzielam ilość punktów i najczęściej na następnej lekcji (uczniowie jeszcze dobrze pamiętają, co pisali) oddaję uczniom pracę bez porządkowania i wskazywania rankingu wyników. Staram się wskazać na walory pracy, nawet niedostatecznej, na przykład chwalę estetykę zapisów, jakąś niekonwencjonalną metodę, sposób podejścia do problemu. Uczniowie dyskutują ze sobą, omawiają poszczególne rozwiązania, zawsze mogą zwrócić się do mnie w przypadku wątpliwości. Następnie na pracy opisują, jakie błędy nie pozwoliły na uzyskanie maksymalnej liczby punków, natomiast poprawę zadań, (nie muszą poprawiać wszystkich) wykonują w pliku pracy własnej. Spotykam się z sytuacją, kiedy uczeń otwarcie pisze na pracy, że nie wykonał jej poprawnie, bo się nie przygotował. Po omówieniu i opisaniu błędów uczniowie sami decydują, czy wpisać im ocenę, która otrzymali, czy wpisuję jn, czyli „jeszcze nie”

3)Poprawa pracy klasowej – uczniowie sami ustalają dogodny termin poprawy ( mogą przyjść poza swoją lekcją). W sytuacji wyjątkowej ustalam indywidualnie sposób poprawy, na przykład poprzez „zaliczanie” poszczególnych zadań, szczególnie w sytuacji, kiedy uczeń ma duże zaległości lub inne powody braku sukcesów w nauce przedmiotu.

4)Sprawdziany – czyli „przyłapanie ucznia na tym, co umie”. Jest to forma sprawdzenia, (ale też daje możliwość otrzymania dobrej oceny cząstkowej), a przede wszystkim uzyskania wiedzy, czy zakres, na którym pracujemy jest przez uczniów opanowany, co pozwala mi na podjęcie decyzji, czy jeszcze należy popracować, albo z którym uczniem należy popracować i w jakim zakresie. Wygląda to tak, że przygotowuję (jedną grupę i uczniowie siedzą w jednej ławce, wiedzą, że nic im nie grozi, że chcemy, i oni i ja wiedzieć, czego należy się jeszcze nauczyć, co uzupełnić) sprawdzian cząstkowy. Bywa i tak, że z zadań, które przygotowuję uczniom, jako wzorcowe do wykonania, choć oni tego wcześniej nie wiedzą uczniowie piszą sprawdzian, a następnie sprawdzają i omawiają we współpracy z grupą, albo sprawdzam ja (oczywiście wskażę tylko dobre zapisy). Każdy opisuje powody braku pełnych rozwiązań, przypisuje punkty i prezentuje indywidualnie swoją prace. Odpowiada na moje pytania, uzasadnia to, co uznaje jako prawidłowe, ustalamy ocenę i jeśli nie jest to ocena, która zadowala ucznia, nie zostaje wpisana do dziennika Jeśli proponowana ocena jest dla ucznia zgodna z jego oczekiwaniem, wpisuję ja do dziennika, natomiast uczeń wpina w segregator pracę (dlatego nie zeszyt), opisuje to, co ustaliliśmy i w notatkach poprawnie wykonuje w zakresie oczekiwanej oceny (nie musi poprawiać wszystkiego). Uczniowie, którym „nie poszło” docierają do powodów niepowodzenia, okazuje się, że najczęściej wynikają one z braków wiedzy z lat poprzednich, nawet z poprzednich szkół. Uczeń wie, czego należy się douczyć, na co zwrócić uwagę i już na tym etapie przerabiania działu może uzupełniać brakującą wiedzę, nie robi tego na ostatnią chwilę przed pracą klasową.

5)Dostosowanie zakresu wymagań do potrzeb i możliwości indywidualnych uczniów. Uczniowie wybierają, w zależności od możliwości i oczekiwań zarówno zakres wykonywanych zadań. Bywa, że uczeń w klasie o zakresie podstawowym wykonuje zadania w zakresie rozszerzonym, albo uczeń w klasie o zakresie rozszerzonym decyduje się na wykonywanie zadań w zakresie oceny np. dostatecznej i to jest jego wybór. Uczeń decyduje, czy ocenę, która wynika z wykonania jego pracy wpisuję do dziennika, czy chce dopracować to, co mu nie pozwoliło uzyskać oceny, jaką by chciał otrzymać i będzie pracował, by wynik poprawić.

6)Dobrowolność w czasie i zakresie wykonywania zadań w domu. Bywa, że uczeń wykonuje bardzo dużo zadań domowych, bywa, że ogranicza się do koniecznego minimum, jest to jego suwerenna decyzja, bo na przykład jego priorytetem jest uczenie się np. biologii, chemii, czy innych przedmiotów. Ja mam możliwość śledzenia postępów ucznia, jego staranności, systematyczności poprzez jego pracę własną. Mam możliwość zwrócenia uwagi na przykład na brak powodzenia w nauce z powodu braku systematyczności, czy rzetelności w nauce przedmiotu.

7) Korekta bieżąca, praca z błędem – błąd popełniony przez ucznia nie jest powodem do krytyki, jest powodem do uświadomienia uczniowi przyczyn niepoprawnego wykonania zadania. Uczeń skreślając błędne zapisy, opatruje je, najczęściej kolorowym lub umieszczonym w tzw. „chmurce” przypisem, wyjaśniającym co jest powodem popełnienia tego błędu. Nie używamy korektorów, a błąd opracowany, omówiony, zauważony jest jeszcze jedną okazją do ulepszenia procesu uczenia się ucznia, ale też jego koleżanek i kolegów, którzy bywa, że są pomocni w tym, by znaleźć powód popełnia błędu. Zawsze jest możliwość konsultacji ze mną, gdy uczniowie maja trudność, by rozwiązać problem samodzielnie.

8) Inne zmiany, które ja wprowadziłam, ale też wprowadzają uczniowie:

 Nowe treści na lekcji wprowadzam stopniowo, staram się przeznaczyć na nowe zagadnienia najwyżej 20 minut lekcji.
 Wywiadówki organizują uczniowie. Każdy z uczniów jest zaangażowany w organizację, prezentację, poczęstunek. Uczniowie sami wybierają, w jakiej roli chcą realizować spotkanie z rodzicami
 Na spotkaniach z rodzicami nie omawiam średnich wyników
 Spotkanie z rodzicami jest możliwością zaprezentowania sukcesów każdego ucznia. Ja „wywołuję” przedmiot (każdy), a uczniowie którzy osiągnęli sukces wstają. Sukcesem też jest wypracowanie oceny pozytywnej z danego przedmiotu, jeśli wcześniej uczeń nie osiągał zadawalającego wyniku. Na równi traktujemy sukces z matematyki z sukcesem sportowym, czy tanecznym. Każdy rodzic na spotkaniu klasowym ma kilka okazji, by zobaczyć sukcesy swojego dziecka, a sprawy indywidualnych problemów omawiam z rodzicem, najczęściej w obecności ucznia na osobności.
 Nie każdy musi być matematykiem – kiedy zauważam, że uczeń boi się matematyki, opuszcza zajęcia, ma duże zaległości, staram się z nim nawiązać kontakt, pytam o jego zainteresowana, sukcesy i zachęcam do współpracy. Okazuje się, że nasi uczniowie mają swoją wersję oczekiwań i pomysłów na siebie i bywa, że matematyka nie jest dla nich przedmiotem, z którym wiążą swoją przyszłość, ale moje zainteresowanie budzi możliwość nawiązania dobrej relacji i najczęściej uczniowie tacy, co prawda na minimum, ale zdają matematykę na maturze.
 Dowolność w doborze sposobu siedzenia na lekcji, pracy w zespole lub samodzielnie
 Oferowanie przez uczniów pomocy koleżeńskiej i korzystanie z niej
 Możliwość wyjścia w czasie lekcji do toalety, możliwość zjedzenia kanapki, picia (z zachowaniem ostrożności)
 Możliwość korzystania z biblioteki podręczników i zbiorów w klasie (wszystkie moje książki do matematyki są w szkole), możliwość pożyczenia do domu
 Możliwość wprowadzania elementów ułatwiających koncentrację, efektywność uczenia się, na przykład „przebieżka” korytarzem
 Uczniowie bardziej zainteresowani przedmiotem sięgają po zagadnienia wykraczające poza zakres pp.
Korzyści zmian, które wprowadziłam:
 Mam możliwość poznania i uwzględniania indywidualnych oczekiwań uczniów, ale też powodów ich niepowodzeń i sukcesów
 Uczniowie są świadomi swoich braków i ich przyczyn, a ja pomagam w ich rozpoznawaniu
 Mam bardzo dobre relacje z uczniami, jesteśmy wobec siebie szczerzy, bierzemy pod uwagę nasze oczekiwania, rozmawiamy i słuchamy się wzajemnie
 Na lekcji jest miła, sprzyjająca uczeniu się atmosfera, bywa, że uczniowie pracują na przerwie albo są zaskoczeni, że lekcja się już kończy
 Jestem cierpliwa, „nie poganiam” uczniów, wskazuję jako przykłady tylko dobre rozwiązania i sposoby pracy, a błędy traktujemy jako szansę
 Uczniowie nie obawiają się krytyki, zawsze mogą liczyć na moją pomoc
 Uczniowie są świadomi i czują się odpowiedzialni za swoje wybory
 Inni nauczyciele coraz częściej chcą wprowadzać zmiany do swojego warsztatu prac
To, co opisałam jest oczywiście ogromnym skrótem tego, w jaki sposób pracuję i jakie doświadczenia i wątpliwości, a także błędy po drodze dane mi było przeżyć, dlatego rozumiem każdego nauczyciela, który chciałby, ale boi się niepewności, ryzyka, by zmieniać swój warsztat pracy, ale też współczuję młodzieży i dzieciom, którzy nie mają „związków zawodowych” broniących ich praw, szczególnie podstawowego prawa do dzieciństwa. My, jako pracownicy chcemy pracować w miłej atmosferze, bez presji czasu, nie chcemy przenosić pracy do domu, chyba, że jest to nasza dobrowolna decyzja. Dzieci i młodzież nie mają takiego wyboru. To dorośli decydują, co jest dla nich dobre, a gdy pytamy zainteresowanych, to mają odmienne zdanie. Ponieważ, jak pisałam wcześniej, jestem nauczycielką, chyba już nie jest to powszechne stwierdzenie, nauczycielką z powołania, jestem świadoma błędów, również swoich i mam potrzebę ulepszania swojego warsztatu pracy. Kształcę się, wprowadzam zmiany, ale też chętnie dzielę się z innymi tym, co wypracuję. Ale nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem, a moi uczniowie w stresie i uczuciu presji pracowaliby, jak wcześniej, gdyby nie moja Szkoła, której również jestem absolwentką. Otóż I LO w Zduńskiej Woli – w ubiegłym roku obchodziło jubileusz stulecia istnienia – jest szkołą otwartą na ulepszanie warsztatu pracy nauczycieli, na stwarzanie przyjaznej atmosfery, na wprowadzanie zmian, które służą zarówno uczniom, jak i nauczycielom. W tej szkole są nauczyciele pasjonaci, którzy podobnie jak ja, ulepszają swój warsztat pracy, wymieniamy się doświadczeniami i pomysłami, każdy czerpie tyle, ile uważa, że jest to właśnie to, co chce powielać, modyfikować, wprowadzać. Nie bez znaczenia jest postawa Dyrekcji, która nie narzuca zmian, wspiera i kibicuje temu, co robimy, a też, co jest dla mnie bardzo ważne, obdarza nas zaufaniem, że to, co robimy, dobrze służy uczniom i ogólnie szkole. Na zakończenie chciałabym wyrazić słowa uznania i podziękowania za możliwość kształcenia i wymiany doświadczeń dla Marzeny Żylińskiej i każdego, kogo spotkałam na mojej drodze poznając ideę Budzącej się Szkoły. Jest to dla mnie przygoda, która pomaga mi jeszcze bardziej świadomie wprowadzać zmiany w swoim warsztacie pracy, a co jest nie bez znaczenia, pozwala mi na współtworzenie działań mających na celu poprawę warunków uczenia się uczniów w Polsce.

Matematyka 1

Matematyka 2

Notatki uczniów uzupełnione opisem popełnionego błędu. Ciekawe jest dla mnie to, że uczniowie najczęściej sami używają czerwonego koloru do opisów swoich błędów.

Metody stosowane przez Annę Szulc pokazują, jak bardzo mylimy się, uważając, że musimy wywierać presję, powodować u uczniów stres, grozić jedynkami i robić masę sprawdzianów. Ludzie naprawdę chcą się uczyć i nie ma powodu, by naukę wymuszać. Stosując tradycyjne metody oparte na karach i nagrodach skutecznie niszczymy u uczniów motywację do nauki i … wyciągamy z tego zupełnie błędne wnioski. Im bardziej nie sprawdzają się nasze metody, tym bardziej przerzucamy winę na uczniów. Dzięki takim nauczycielom jak Anna Szulc wiemy już, że problem tkwi w złych metodach.

Takich nauczycieli jak Anna Szulc znam więcej. Postaram się namówić ich, by opisali swoje metody. Metody pokazujące, że dzieci i młodzież można traktować po ludzku.

Comments ( 7 )
  1. Zofia Wrześniewska

    Dziękuję i gratuluję! Cieszę się, że opisane metody dotyczą ostatniego etapu nauki – to utwierdza mnie w przekonaniu, że w ponadgimnazjalnej też można! Czasami czułam się ostamotniona – miło poczytać, że tak wiele nas łączy, przede wszystkim podejście do uczniów i to „nie napinanie się”. Życzę dalszych sukcesów!

    • Marzena Żylińska Post author

      Ja też bardzo się cieszę, że to matematyka i to na poziomie licealnym, bo nauczyciele często mówią, że „eksperymentować” to można na niższych poziomach, gdzie nie ma zagrożenia egzaminami. Anna Szulc pokazała, że zupełnie niepotrzebnie wywieramy presję, że dużo efektywniej jest bez stresu i przymusu. To własnie ta presja, stres i przymus powodują, że uczniowie zrażają się do nauki i tracą motywację. W klasach Anny (uczy klasy matematyczne i klasy o innych profilach) wszyscy uczniowie chcą się uczyć i na lekcjach pracują, każdy na miarę swoich możliwości. W maju tego roku zdawali maturę i okazało się, że takie podejście się sprawdza. Teraz muszę poprosić innych nauczycieli, którzy stawiają w swojej pracy na motywację wewnętrzną, a nie na zewnętrzną (strach przed złymi stopniami), by opisali swoje doświadczenia i metody. Marzy mi się książka „Szkoła w drodze” lub „Szkoła bez presji”. Może też opiszesz, jak Ty pracujesz z Twoimi uczniami?

    • Anna Szulc

      Znam to uczucie od kilku lat, również miałam obawy czy idę w dobrym kierunku. Warto było tym bardziej, że docierają do mnie właśnie takie informacje! Bardzo dziękuję, również życzę sukcesów i konsekwencji w działaniu:)

  2. Wioletta

    Zgadzam się z niektórymi Pani rozwiązaniami. Jednak uważam, że zdjęcie mające być ilustracją do artykułu zostało niefortunnie dobrane. Zapis na czerwono może mylnie sugerować uczniowi, że można skracać przy odejmowaniu.(Przekreślone pojedynczo pierwiastki i dwójki). Należało jedną kreską przekreślić całe wyrażenie w nawiasie w liczniku . Drugą całe wyrażenie w mianowniku. Może się czepiam ale dla mnie ma to znaczenie.

    • Marzena Żylińska Post author

      Poproszę Annę Szulc, żeby odniosła się do Pani uwagi. Ja tylko napiszę, że to, co na czerwono, to poprawki uczniów. To oni poprawiają błędy w swoich pracach. Anna jako nauczycielka zaznacza na zielono tylko to, co zostało zrobione dobrze.

    • Anna

      No właśnie czepia się Pani jak tradycyjny nauczyciel, a nie o to tu chodzi. Należałoby zapytać ucznia który to poprawiał co miał na myśli. Często osoby bardzo inteligentne szybciej myślą niż piszą, zwłaszcza te z ZA. Pozdrawiam
      Matematyk z zamiłowania i wyboru.

  3. Anna Szulc

    Oczywiście chętnie odpowiem.
    Tak, jak pisałam w artykule i napisała to również P. Marzena Żylińska, ja nie poprawiam błędów uczniom. Uczeń sam robi (ciekawe, że wielu uczniów czerwonym kolorem) przypis, który ma za zadanie wskazanie błędu i jego przyczyny, a także jest jego sposobem (ucznia) na zapamiętanie, by błędu nie robić w przyszłości. Najpierw uczeń ten umieścił liczbę wymierną w zbiorze liczb niewymiernych (była to pierwsza lekcja po wakacjach) pomijając pozbycie się niewymierności w mianowniku. Kiedy uczniowie wspólnie umieszczali na tablicy liczby w zbiorach i uczeń zorientował się, że jest to liczba wymierna i zaczął samodzielnie wykonywać obliczenia. Wtedy zrobił drugi błąd, otrzymał liczbę 3 w przekształceniu skreślonym nad czerwonym zapisem. Najpierw na liczbie 6 napisał 2, a następnie zapisał swoją korektę kolorem czerwonym. Ja przechodząc obok zauważyłam, że zapisał skreślenie tak, jakby skreślał składniki. Zapytałam ucznia, jak wykonał przekształcenie i czy uważa, że dobrze? Odpowiedział mi, że dobrze, bo skreślił obie różnice, ale chciał również zaznaczyć, że warunkiem tego było wystąpienie tych samych wartości w różnicy, którą uprościł. W rozmowie uczeń przekonał mnie, że rozumie co robił, choć wygląda to na skreślenie parami składników. Na zdjęciu widać fragmenty później wykonywanych przykładów, w których uczeń już poprawnie wykonuje obliczenia, co świadczy o tym, że jego sposób korekty był dla niego właściwym sposobem, by tego typu przekształcenia robić poprawnie, choć rzeczywiście, gdyby poprawiał błąd nauczyciel, nie powinno to tak wyglądać.

Reply to Anna Szulc CANCEL?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.