Lekcja historii

Miałam napisać o lapbookach, ale o tym jeszcze zdążę a czuję się wywołana do tablicy, poranną dyskusją zainicjowaną przez Marzenę Żylińską. Nie tylko tą dyskusją, ale także tym, co działo się z okazji Święta Niepodległości. Czy rzeczywiście my – historycy odpowiadamy za to, jak nasi uczniowie, młodzi ludzie świętują rocznicę odzyskania niepodległości? Czy to na nas – nauczycielach spoczywa odpowiedzialność za to, z jakimi hasłami idą w marszach? Uważam, że w dużej części tak. Nie chcę oceniać sposobu nauczania patriotyzmu przez polskie szkoły, nie chcę wypowiadać się na temat samych treści, które ujęte są w podstawie programowej. Chcę natomiast napisać, jak to wygląda na moich lekcjach. Dla mnie historia jest fascynującą dziedziną, pełną dyskusyjnych problemów, o których należy rozmawiać, które należy próbować zrozumieć. Części wydarzeń historycznych nie da się oceniać zero-jedynkowo, jednoznacznie określić, czy coś było dobrego, czy złego. Zawsze staram się zwracać na to uwagę moim uczniom, prowokuję ich nawet czasem, pytając czy rzeczywiście słusznie nazywamy kogoś bohaterem, czy nasze zwycięstwa, możemy oceniać tylko w kategoriach sukcesów, czy zachowaliby się podobnie? Nie uciekam na lekcjach od tematów trudnych, z którymi oficjalna polityka historyczna ma pewne problemy (np. historia z Jedwabnego). Zależy mi na tym, żeby moi uczniowie potrafili dostrzec, jakimi mechanizmami kierowali się kiedyś ludzie, dlaczego dokonywali takich a nie innych wyborów i że pewne przyjęte od dawna oceny należy poddać pewnej krytycznej weryfikacji. Z drugiej strony nie możemy dzisiejszego postrzegania rzeczywistości przekładać na ówczesną mentalność. Mam nadzieję, że w ten sposób historia przestanie być dla nich zbiorem sloganów o wielkich czynach – chcę żeby była opowieścią o życiu, pełnym zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych przykładów. Naszym zadaniem jest jednak dostrzeganie skutków, konsekwencji i wyciąganie odpowiednich wniosków. Dlatego też bardzo boli mnie, gdy widzę młodych ludzi wykrzykujących rasistowskie, czy wręcz faszystowskie hasła, jak przy okazji 1 sierpnia, czy 11 listopada organizowane są marsze, tak agresywne w swojej wymowie. Z przerażeniem obejrzałam kilka lat temu relację z zachowania polskich kibiców w Madrycie, którzy z koszulkach Polski Walczącej demolowali ulice. Dlatego przy każdej okazji (na lekcjach historii, WOSu, na godzinach wychowawczych, jako opiekun SU), podejmuję działania, mające na celu wykształcenie postaw akceptacji, szacunku, wolności. Dziękuję tu Fundacji Banina za „Kolorową biało-czerwoną”. Wspaniały spektakl – projekt, który pokazuje mechanizmy manipulacji, ulegania propagandzie – polecam! Moi uczniowie rok temu wzięli w nim udział i ich postawa zaskoczyła nas całkowicie in plus.
A jak obchodzimy uroczystości? Od kilku lat organizujemy z okazji 11 listopada wspólne śpiewanie – nie ograniczamy się jednak do pieśni z okresu odzyskania niepodległości, ale poszerzamy repertuar o wszystkie utwory z XX wieku, kiedy to Polacy uwikłani byli w trudne okoliczności historyczne. Oczywiście oprócz samego śpiewania, ważny jest komentarz, jakim poszczególne piosenki są opatrzone. Za każdym razem staram się podkreślać, że wolność jest najważniejszą wartością, że pamiętając o tragicznych wydarzeniach sprzed lat, róbmy wszystko, żeby tym wolnym powietrzem oddychać już zawsze. Młodzież wspaniale ten klimat wyłapuje. Jednocześnie jest to też doświadczenie wychowawcze, integrujące – wspólne próby, ustalania aranżacji.
Podobnie było w ostatni piątek, prawie 2 godziny upłynęły nam nie wiadomo kiedy a klasy z ogromnym zaangażowaniem wykonywały kolejny piosenki – były gitary, klawisze, flet a nawet skrzypce – i to wszystko w szkole technicznej, gdzie uczniowie przychodzą zdobyć zawód a nie uczyć się historii (jak niektórzy sądzą). Pokazuje to jednak, że młodzi ludzie mają silnie rozbudowaną potrzebę przynależności, ale też, że formuła bez zbędnego patosu, traktująca historię, jako większą całość, za którą my też jesteśmy dzisiaj odpowiedzialni, jest im bliska. Tej odpowiedzialności powinniśmy właśnie wszyscy się uczyć. Nauczyciele historii, pamiętając o tym, że to co przekazują na lekcjach będzie miało wpływ na zachowania i postawy uczniów a uczniowie, że okrzyki, jakie wznoszą nie pozostaną bez echa, że zaczyna się od słów, ktoś rzuca hasło, ktoś inny je podchwyci i zrealizuje…
Rozmawiałam dzisiaj z 2 klasami na temat sobotnich wydarzeń. Z ogromną ulgą przyjęłam fakt, że nie znalazły zrozumienia u żadnego z moich uczniów. Raczej stali na stanowisku, że odcinają się od takiego „świętowania”, że podobało im się, to co było u nas w szkole. Usłyszałam wręcz, że: skrajności prowadzą do wojny (uff!), że nie chcieli jechać do Warszawy, bo myślą inaczej, nie tak chcą świętować niepodległość. Co prawda poróżniła nas ocena zakładania mundurów przez nie-żołnierzy w ten dzień i podkreślanie militarnych symboli, ale liczę że wezmą pod uwagę moje argumenty i nawet jeśli nie od razu spojrzą na to inaczej, to zasiałam w nich pewne wątpliwości. Przekonam się o tym przy kolejnej okazji…

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.