Moi kompetentni uczniowie, czyli: „dużo wiedzy zostaje w głowie”.

Minął semestr mojego praktycznego zaangażowania w idee BsS, czyli przechodzenia do kultury uczenia się. We wszystkich klasach, które uczę pracowałam już metodą edukatorium. Postanowiłam przeprowadzić ewaluację podjętych działań, przeprowadzając ankietę wśród moich uczniów. Pytania dotyczyły oceny lekcji z wykorzystaniem edukatoriów, poprosiłam o wskazanie najmocniejszych stron prowadzonych przeze mnie zajęć, najsłabszych elementów oraz o wskazanie cech nauczyciela, które uczniowie cenią najbardziej i są ich zdaniem niezbędne w relacjach nauczyciel – uczeń. W ankiecie wzięło udział 6 klas (zarówno z I, II, III i IV technikum).
Wyniki wyraźnie pokazują, że uczniowie „kupili” tę formę pracy na lekcji. 69,5 % wypowiedziało się pozytywnie o edukatoriach. Wśród argumentów „za” pojawiły się m.in.:
– „podoba mi się ponieważ przez samodzielną pracę uczymy się więcej niż jakby nauczyciel tylko i wyłącznie gadał i dyktował do zeszytu”
– „jest to zupełnie inna forma niż na innych lekcjach, pozwala myśleć samodzielnie i samemu dochodzić do wielu wniosków”
– „w ten sposób więcej zapamiętuję z lekcji”
– „wiem dokładnie, czego szukać”
– „szukając informacji samemu możemy wiele zapamiętywać”
– „wolę się uczyć razem, wspólnie gdyż więcej się z takiej nauki nauczę a także inni więcej z takiej nauki wywnioskują”
– „więcej wyciągamy wiedzy z zajęć”
– „sami szukamy odpowiedzi na pytania przez co więcej zapamiętujemy”
– „podoba mi się ponieważ jeśli sami będziemy robić ćwiczenia i coś pisać, to wtedy wiedza łatwiej wpływa do głowy”
– „pozwala to nam się wykazać, zdobyć dobrą ocenę i zmusza do myślenia a nie tylko do biernego słuchania”
– „odpowiada mi ze względu na samodzielne dojście do odpowiedzi, przy tym więcej się zapamiętuje”
– „odpowiada mi ponieważ wtedy możemy wykazać się samodzielnie i bardziej poznać swoje możliwości”
To oczywiście tylko niektóre argumenty. Pozostałe w większości pokrywały się z zacytowanymi wyżej. Cieszę się ogromnie, że moi uczniowie widzą, że poprzez pracę samodzielną, różną formę zadań, możliwość współdziałania w grupie, wykorzystywanie wielu źródeł informacji i aktywny udział w zajęciach są w stanie nauczyć się o wiele więcej. Do wniosków tych doszli po kilku/kilkunastu zajęciach z wykorzystaniem edukatorium. My, nauczyciele, możemy uderzyć się w pierś, że w dużej części nie przyjmujemy tych argumentów i często latami trwa proces zmian.
Oczywiście była także grupa, której ta forma pracy nie odpowiada. Negatywnie pracę z edukatoriami oceniło 20,2 % ankietowanych. Tym razem wśród argumentów na „nie”, pojawiły się:
– „nie potrafię się uczyć w ten sposób i nie cała grupa pracuje”
– „nie lubię uczyć się sam, wolę kiedy nauczyciel przekazuje wiedzę”
– „wolę formę, kiedy pani wszystko tłumaczy a następnie dyktuje najważniejsze zagadnienia, forma edukatorium nie za bardzo przypadła mi do gustu”
– „uważam, że taka forma nie jest zła, jednak dużo więcej zapamiętuje z wykładu”
– „nie potrafię się z tego uczyć”
Domyślam się, że odpowiedzi negatywnych udzielali przede wszystkim słuchowcy. Jak najbardziej rozumiem jednak, że nie wszystkim odpowiada taki sposób pracy, dla części jest mniej wygodny. Nawet jeśli zadania w grupie nie są rozłożone równomiernie, i są osoby, które na lekcji wykonują mniejszą pracę, to edukatorium wymaga od nich chociaż minimalnego zaangażowania, nie da się „przesiedzieć” bezczynnie lekcji.
10,3 % uczniów nie określiło jasno swojego stanowiska w ocenie edukatoriów. Niektórzy z tej grupy w ogóle nie udzielili odpowiedzi, inni jasno nie określili swojego stanowiska, mieli wątpliwości, pisząc:
-„odpowiada, ale nie za często”
– „tak i nie. Zależy od tematu”
Cieszę się, że odpowiedzi są zróżnicowane i uczniowie podali tyle argumentów. Dzięki temu mogę dopasowywać przygotowywane materiały do ich potrzeb, będę starała się zadowolić także tych nieprzekonanych, łącząc zarówno lekcje w duchu kultury uczenia się z elementami dyskusji i wykładu. Szczególnie, że aż 62% moich uczniów wskazało wykład, jako jedną z mocniejszych stron naszych lekcji. Wśród kilku argumentów, jakie podali (część osób nie umotywowała swojej odpowiedzi) pojawiły się argumenty, dotyczące ciekawego sposobu przekazywania wiedzy przez mnie. Z jednej strony łechcze to moje nauczycielskie – ego, z drugiej potwierdza, że czasami lekcja może wyglądać, jak spektakl jednego aktora a nie o to o to przecież chodzi. Nie chcę jednak przekreślać całkowicie metody wykładu, zwłaszcza na lekcjach historii. Szczególnie, że nigdy nie ograniczam się jedynie do przedstawienia tego, co mam do opowiedzenia, zawsze jest to dyskusja, mini wykład przerywany pytaniami, powodującymi interakcję z uczniami. Wychodząc na przeciw oczekiwaniom wszystkich uczniów, chcę łączyć zarówno elementy tradycyjne (wykład) z zadaniami, które następnie będą aktywizowały uczniów.
Zapytałam też o to, które elementy lekcji należy poprawić lub wyeliminować. 10,2% wskazało, że są takie obszary i uważają, że nie powinno być ustnych odpowiedzi i sprawdzianów. O pisemnej formie sprawdzania wiedzy pisałam już wcześniej. Nie chcę jej bronić, mogłabym tak zorganizować zajęcia, żeby zrezygnować ze sprawdzianów – obliguje mnie niestety do nich WSO. Sami uczniowie, szczególnie ci przygotowujący się do matury też oczekują ćwiczenia tej formy. Będę jednak intensywnie myślała nad rozwiązaniem kompromisowym. Długo broniłam odpowiedzi ustnych, jednak coraz częściej otrzymuję negatywny feedback, w ostatnim roku zdecydowanie mniej pytam, przyjęłam, że potrzebna jest zmiana w tym obszarze. Pozostali, czyli 89,8% pytanych uznało, że nie chcą zmieniać niczego w naszych lekcjach.
Zgodnie z wizją szkoły wg. Joachima Bauera, który zatytułował jeden z podrozdziałów swojej książki „Tajemnica sukcesu nauczania: dobry kontakt nauczyciela z uczniami” (J. Bauer, Co z tą szkołą, Słupsk 2015, s.55), zapytałam także o relacje. Uważam, że jest to niezwykle istotna składowa pracy pedagogicznej, bez której nie jest możliwe efektywne nauczanie.
94,7% oceniło nasze relacje pozytywnie (jako dobre i bardzo dobre). Wśród argumentów najczęściej pojawiało się określenie: „dobry kontakt z uczniem” lub „dobre podejście do ucznia”. Docenili takie cechy, jak: wyrozumiałość, szczerość, otwartość, „pasja do przedmiotu”, kreatywność. 2 osoby oceniły także stanowczość, jako moją mocną stronę.
5,7% nie udzieliło odpowiedzi na to pytanie, nie oceniło relacji i nie wskazało cech, które cenią u mnie najbardziej. Mogę przypuszczać, że nie znajdują ich u mnie. Szkoda, że nie napisali, co się im nie podoba – byłaby to dla mnie informacja zwrotna, nad czym powinnam popracować.
Jakiś czas temu wzięłam udział w spotkaniu z p. dr Markiem Kaczmarzykiem, zorganizowanym przez Łódzkie Towarzystwo Pedagogiczne. Jedna z części, poświęcona neuronom lustrzanym zatytułowana była „Dlaczego uczniowie wolą uśmiechniętych nauczycieli”. Przeprowadzone przeze mnie ankiety potwierdziły w praktyce tę tezę. 42% uczniów wskazało cechy takie jak: poczucie humoru, uśmiech, pogodę ducha, optymizm, bycie sympatycznym, jako najważniejsze dla nich i te, które zachęcają do nauki.
Ankieta uświadomiła mi, że jest to najlepszy sposób na potwierdzenie i może przekonanie niedowiarków, że neurodydaktyka sprawdza się i my-nauczyciele powinniśmy korzystać z jej zasobów. Pokazanie uczniom pasji do swojego przedmiotu, uśmiech na twarzy, otwartość i szczerość w relacjach a następnie pokierowanie ich w kierunku samodzielnej pracy zakończy się sukcesem.
Tak, jak pisałam ostatnio, nie będzie to jednak możliwe gdy będzie miało miejsce incydentalnie. Uważam, że niezwykle ważne jest przyzwyczajanie ucznia do takiej edukacji na wszystkich szczeblach i na wszystkich przedmiotach. Ważne też, by szeroko pojęta „szkoła” opierała się na wzajemnym szacunku i chęci współpracy wszystkich, którzy ją tworzą: uczniów, nauczycieli, dyrekcji, rodziców.

Comments ( 17 )
  1. Joanna

    Czy może Pani pokazać jakieś zadanie/a z edukatorium?

  2. Małgosia

    Dołączam się do powyższej prośby. Mało jest przykładów edukatoriów i konkretnych wskazówek metodycznych co do ich przeprowadzenia.
    Pozdrawiam

  3. Agnieszka

    Metoda edukatorium jest dobrym sposobem uczenia się. Uczniowie pracując samodzielnie nad jakimś materiałem, zadaniem, szukający sami odpowiedzi na pytania, więcej przyswajają wiedzy. Chociaż myślę, że jednak nie każdy młody człowiek jest w stanie się w tym odnaleźć. Wiadomo jest, że wykład jest jedną z tych nudniejszych form nauczania. Po kilku minutach wykładu większość słuchaczy nie potrafi się skupić, zaczyna myśleć o zupełnie czymś innym. Oczywiście zależy to od tego kto wykłada. Wykład osoby u której widać pasję do przedmiotu będzie wysłuchany z zainteresowaniem.
    Wiem, że mi byłoby trudno wprowadzić inna metodę pracy w klasach. Jak chcę wprowadzić coś nowego to napotykam na opór ze strony uczniów. Ale to chyba wynika z bycia wygodnym przez ucznia. Wygoda – kiedy nauczyciel przekaże wiedzę, wyłoży to co ważne i podyktuje notatkę.
    Jestem nauczycielem przedmiotów zawodowych i obawiam się, że mogłabym mieć problem ze zdążeniem z przerobieniem materiału do egzaminu zawodowego.
    Niemniej jednak uważam, że metody uczenia się, wynikające z założeń neurodydaktyki są zdecydowanie lepsze, niż te które do tej pory stosowaliśmy. Przede wszystkim uczą samodzielności, rozwijają kreatywność u młodych ludzi, eliminują myślenie według narzuconych schematów, czy też kluczy.
    Dołączam się również do prośby o pokazanie jakiegoś materiału z edukatorium, przykładów i wskazówek metodycznych.

  4. Zofia Wrześniewska Post author

    Swoje edukatoria prezentowałam na październikowej konferencji BsS. Oczywiście chętnie podzielę się przykładowymi zadaniami. W idei przejścia do kultury uczenia się chodzi jednak o to, by metody podające zastąpić aktywnym udziałem uczniów. Treści, które przekazuje nauczyciel, poznają sami uczniowie, poprzez opracowanie kolejnych zadań. Nie ma jednego schematu, wzoru – każdy wypracowuje swój model. Taki, który najbardziej odpowiada jego uczniom. Moje edukatoria też mocno ewaluowały w trakcie lekcji. Okazywało się, że pytanie, które dla mnie wydawało się jasne, dla uczniów było niezrozumiałe. W każdej klasie też sama praca z edukatoriami wygląda inaczej – mam klasę, która od początku do końca pracuje samodzielnie, inne potrzebują omówienia, podsumowania po kilku zadaniach i tak, co lekcję. Przygotuję kilka pojedynczych zadań i umieszczę w kolejnym wpisie. Dziękuję za zainteresowanie!

  5. Beata

    Myślę, że każda kolejna zmiana w szkole buduje drogę do zmian systemowych. Może dyrekcja po roku dostrzeże dobroczynny wpływ Pani metod i nastąpi zmiana myślenia u kolejnych nauczycieli. Sądzę, że dobry przykład zawsze ma pozytywny oddźwięk. To dotyczy również uczniów. Ci, którzy z natury nie lubią zmian nie będą chętni do reform. Zachowują się w szkole jak typowi odbiorcy przekazu telewizyjnego, są nastawieni na odbiór a nie na nadawanie.

  6. Beata

    Przesyłam Pani link do artykułu dotyczącego nadania szkole w naszym Toruniu tytułu „Szkoły uczącej się”. Ciekawa inicjatywa, konkretne postulaty zbieżne z Pani filozofią. To odwołuje się do standardów „Budzącej się szkoły”
    http://www.torun.pl/pl/pierwsza-szkola-uczaca-sie-w-toruniu?source=newsletter&nnid=920

  7. Zofia Wrześniewska Post author

    Dziękuję bardzo i gratuluję! Wspaniale, że pojawiają się takie szkoły. Oby było ich coraz więcej, oby kiedyś to była norma!
    Wiem, że wprowadzanie zmian nie jest łatwe ani bezproblemowe. Czasami zaczyna się od porażki, czasami wydaje się, że pewne działania się nie udają. W większości przypadków ma to jednak głęboki sens i zaczyna działać – po prostu raz szybciej, raz wolniej. Wychodzę jednak z założenia, że próbować trzeba, jeśli może to być z pożytkiem dla naszych uczniów. A tym samym dla nas – nauczycieli. Jesteśmy przecież naczyniami połączonymi i jak lekcje są ciekawe i inspirujące dla ucznia, to dają satysfakcje nauczycielowi.
    Zgodnie z obietnicą zamieściłam też kilka konkretnych przykładów z edukatoriów.

  8. Marlena Wasilewska

    Zawsze byłam nazywana słuchowcem i myślę, że nim faktycznie jestem. Przyznaję, że dopasowywałam się do lekcji ” wykładanych przez nauczycieli” i ta forma odpowiadała mi jeżeli prowadzący był pasjonatem, poruszał ciekawe wątki, oczekiwał informacji zwrotnych, pozwalał dyskutować… Nie bardzo lubiłam pracować w chaosie. Sama jednak jako nauczyciel preferuję aktywne lekcję i nie siedzę za katedrą niedostępną dla dzieci. Maluchy, które uczę uwielbiają praktyczne działania. Cieszy ich odkrywanie, praca w parach, zadania zespołowe, burze mózgów. Myślę,że wolą uczyć się niż być nauczane, bo jaką frajdę sprawia im nauka przez zabawę widzę w ich oczach. Oczywiście czasami trzeba czegoś wysłuchać lub coś zanotować. Dlatego sądzę, że różnorodność ćwiczeń, dopasowanie form i metod do dzieci jest najważniejsze a współcześnie często oczekuje się aby to dzieci dopasowały się do systemu i panujących w szkołach standardów.

  9. milena

    Bardzo podoba mi się Pani zaangażowanie, a pod zdaniem: „Pokazanie uczniom pasji do swojego przedmiotu, uśmiech na twarzy, otwartość i szczerość w relacjach a następnie pokierowanie ich w kierunku samodzielnej pracy zakończy się sukcesem.” podpisuję się obiema rękami. Mam wrażenie że czasami za bardzo skupiamy się na tym „Jak nauczyć”, zamiast skoncentrować się nad budowaniem relacji i otwartości oraz pozwolic uczniowi na odrobinę samodzielności. Niedawno sama odważyłam się pozwolić uczniom na samodzielne organizowanie pracy, co prawda na zajęciach dodatkowych-tylko takie prowadzę, ale chodzi mi o sens tego co odkryłam. Dzieci potrzebują samodzielności, chcą decydować o sobie i swoich aktywnościach, gdy potrzebuja pomocy, to po nia przychodzą, a co najważniejsze są dumni z tego, co osiągają samodzielnie. Szkoda, że jeszcze nie wszyscy nauczyciele to widzą, ale jest nas chyba coraz więcej.

  10. ela

    Jestem nauczycielem historii, zdecydowanie zgadzam się, że wykład nie może być jedyna forma pracy. Osobiscie „zmuszam” uczniów do zaangażowania się w działanie, tak by weszli w temat i zaczeli nim zyć. Tylko realne zainteresowanie ucznia tematem, skłonienie go do samodzielnego poszukiwania wiedzy i jej opracowywania może zakończyć się realnym przyrostem wiedzy. Ponadto moja praca w szkole podstawowej wiąze się nierozerwalnie z „zaciekawieniem” dzieciaków, stąd projekty, szleństwa i taplanie się w masie solnej i przyprawach… Ale jak już Pani napisała radość jest njważniejsza.

  11. Świetnie, że powstają takie inicjatywy również w Polsce – będzie dodatkowy argument dla niedowiarków, że szkoła NAPRAWDĘ może wyglądać inaczej.
    Mam jedak pytanie natury praktycznej – organizacja edukatorium: czu dotyczyło to jednej lekcji/tematu/przedmiotu? Ile godzin Pani poświęciła na tworzenie materiałów – czy uczniowie pomagali w tym procesie? Jak długo się Pani przygotowywała do tego?
    Zastanawiam się, bo wygląda to jak duże przedsięwzięcie.

  12. Martyna

    Żyjemy w kulturze „natychmiastowości”, gdzie szybko chcielibyśmy zobaczyć efekt swojej pracy i to najlepiej, ponosząc przy tym jak najmniejszy wysiłek. Edukatorium to wyzwanie dla nauczyciela, który musi dobrze przemyśleć, w jaki sposób przeprowadzić uczniów przez materiał i skonstruować w tym celu odpowiednie materiały i zadania oraz poczekać, aż uczniowie wejdą w ten model pracy. To wyzwanie dla uczniów, którzy muszą zrezygnować z roli biernego odbiorcy i włożyć wysiłek w działanie. Wreszcie, wyzwanie dla rodzica, który szczególnie w młodszych grupach wiekowych, może nie rozumieć, że dziecko na prawdę potrafi coś samodzielnie odkryć. Warto podejmować takie wyzwania! Mam jeszcze pytanie: jak zmieniało się nastawienie pani uczniów oraz ich rodziców w czasie pracy metodą edukatorium, od momentu rozpoczęcia po chwilę obecną?

  13. Beata

    Uważam, iż z neurodydaktyki należy czerpać „pełnymi garściami”, nie wolno jednak pomijać owych dwudziestu procent niezadowolonych. Jestem niezmiernie ciekawa jakie rozwiązanie dla nich Pani znajdzie.

  14. Barbara

    Podziwiam zaangażowanie i wytrwałość. Jednak mam wrażenie, że najtrudniej było zacząć. A może to tylko moja bariera?
    Uczę matematyki w gimnazjum. To dość trudny przedmiot, bo wymaga powiązania dotychczasowej wiedzy, zdobytej w poprzednich latach. Poza tym czytanie tekstu matematycznego to jakby nauka dodatkowego języka. Ciekawi mnie bardzo co stanowiło największą trudność na starcie u Pani?

  15. agata

    69,5% uczniów oceniających pozytywnie edukatorium to przecież bardzo dużo! Tym bardziej, że jest to praca wymagająca ogromnego zaangażowania. Pomijając fakt, że nie ma jednej, genialnej metody uczenia i uczenia się, to zawsze przy takich zadaniach należy pamiętać, że: ktoś ma zły dzień, ktoś nie czuje się pewnie w swoich umiejętnościach z danego przedmiotu… A czasami zdarzają się uczniowie (mam obecnie dwóch takich), którzy gdy tylko pojawia się praca w grupie –często pytają, czy mogą działać sami. Tak mają i już. Są bardzo zdolni… i cóż, chyba nic się nie stanie, jak nie będą mieli kompetencji pracy zespołowej. A może dorosną?
    Edukatorium to metoda nie dla leniuszków. Znakomicie to rozumiem: sama wolę posłuchać kogoś mądrego w danej dziedzinie niż szukać samemu. A jeśli nauczyciel ma talent do prowadzenia ciekawej narracji, to znakomicie. Ona też będzie potrzebna albo do wstępu albo do podsumowania wyników edukatorium. Ponadto: nie musimy się przywiązywać do jednej metody; lekcje będą atrakcyjniejsze, a uczniowie przed zajęciami będą się zastanawiać: co nasz nauczyciel dzisiaj wymyśli?
    Gdy ja przeprowadzałam ankiety wśród uczniów, jeszcze większy procent (zwłaszcza w szkole podstawowej) wskazuje, że poczucie humoru i radość nauczyciela to najważniejsza cecha 🙂

  16. Zofia Wrześniewska Post author

    Po kilku dniach ferii i bycia „off line” odpowiadam:) edukatoria przygotowuję sama, choć gdy widzę, że uczniowie mają problem, nie rozumieją jakiegoś zadania, poprawiam na bieżąco. Trochę więcej praktycznych wskazówek opisałam w kolejnym moim wpisie.
    Oczywiście to nie jedyna metoda, którą stosuję. Są i mapy mentalne, i elementy wykładu, i wzajemne uczenie się uczniów…co akurat pasuje do danego tematu i na co my (uczniowie i ja) mamy ochotę.
    Ważne, by lekcje były różnorodne, dynamiczne – rutyna zabija niestety naturalną ciekawość i zainteresowanie.
    Dziękuję bardzo za zainteresowanie!

  17. Hania

    Bardzo podoba mi się pomysł edukatorium, zajęć aktywizujących uczniów. Szkoda, że niewielu nauczycieli podejmuje taki trud. Mój syn – maturzysta bardzo cieszyłby się z takich zajęć, często narzeka na szkolną nudę i „przysypia” na wykładach. Pani od matematyki raz zrobiła taką ciekawszą lekcję, w kręgu, bez tablicy i była zdziwiona, że Michał (mój syn) i inne dzieciaki były aktywne i…. więcej nie powtórzyła. Zastanawiam się dlaczego? Skąd czerpać motywację do takich zajęć?
    Osobiście pracuję z małymi dziećmi (kl.1-3). Od dłuższego czasu stosuję metody bardziej aktywizujące uczniów, często pracują w parach daltońskich i jest nam fajnie. Ostatnio jednak słyszę od innych nauczycieli pracujących z grupą, że są rozgadani, nie niegrzeczni, tylko ciągle mają sobie coś do powiedzenia, coś zrobią i chwalą się kolegom, „łażą” po sali, zaglądają do siebie, pytają się…, ale równocześnie słyszę, że nieśmiali uczniowie stali się pewniejsi siebie i aktywniejsi. Jestem na etapie szukania „złotego środka”, żeby mogli pogadać, pomagać sobie, ale potrafili też pracować w samodzielnie w ciszy i skupieniu, bo taka forma też jest im potrzebna. „Szukajcie a znajdziecie!” mam nadzieję, że się uda.

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.