Dlaczego potrzebujemy nowej metodyki

Zagadnienia metodyczne wydają się nudne i mało atrakcyjne, ale odejście od tradycyjnego modelu szkoły zależy w dużej mierze od tego, czy uda nam się stworzyć i wdrożyć do szkolnej praktyki zupełnie nową metodykę. Kultura uczenia się wymaga bowiem innej metodyki niż tradycyjna kultura nauczania. Wymaga też zupełnie innych materiałów dydaktycznych. Inne zadania stosowane są wtedy, gdy celem jest zorientowanie na wiedzę, inne, gdy chodzi o umiejętności, a jeszcze inne, gdy rozwijane mają być kompetencje.
Hokus Pokus Kompetenz

Tradycyjny, transmisyjny model edukacji ogranicza się do wiedzy i prostych, schematycznych (często algorytmicznych) umiejętności, które można drugiej osobie przekazać. Jednak nikomu nie można przekazać kompetencji. Te nabywa się jedynie poprzez własną aktywność. Jeśli chcemy włączyć do procesu uczenia się kompetencje, to musimy odejść od szkoły transmisyjnej i nauczyć się tworzyć złożone, nieschematyczne, wymagające kreatywności i bliskie życiu zadania. O nowej metodyce i zadaniach, które umożliwiają rozwijanie kompetencji pisze w swojej książce „Hokus – pokus kompetencja?” Daniel Hunziker.
Zadania (autor mówi o szwajcarskich podręcznikach i zeszytach ćwiczeń), które dziś można znaleźć w materiałach dla uczniów pozostają na poziomie wiedzy i prostych umiejętności, twierdzi Hunziker i zachęca nauczycieli do tworzenia własnych, które pozwolą na rozwijanie złożonych kompetencji. Ponieważ sama zajmuję się tym od wielu lat, książka Daniela Hunzikera jest dla mnie szczególnie cenna. Bo kto chce się zajmować nudną metodyką? Ale jeśli chcemy zmienić szkoły, to musimy zrozumieć,
że tkwiąc w modelu szkoły transmisyjnej nigdy nie rozwiniemy u naszych uczniów złożonych kompetencji. Dlatego jestem za tę książkę Danielowi Hunzikerowi szczególnie wdzięczna, bo utwierdza mnie w przekonaniu, jak bardzo potrzebne są szkolenia metodyczne, które pozwolą nauczycielom odróżniać zadania, które niczego nie rozwijają i nie pozostawiają śladu w strukturach pamięci (zadania będące narzędziami pomiaru często mylone są z ćwiczeniami, od tych wartościowych, które wymagają głębokiego przetwarzania i powodują, że uczniowie trwale zapamiętują owe treści.

Comments ( 19 )
  1. Joanna

    Pani Marzeno,
    jakiś czas temu dosłownie „uciekłam” z moim synem z państwowej szkoły do prywatnej, specyficznej, dającej inne możliwości nauki, ceniącą wolność dziecka, bez ocen (ocena opisowa),podręczników. I co z tego jeśli, kuratorium przy okazji ewaluacji, narzuciło tzw. program naprawczy czyli większość norm obowiązujących w „normalnych” szkołach. Jeśli, jako rodzic zdecydowałam się na taką specyfikę nauki to dlaczego Państwo po raz kolejny zmusza i nagina mnie do swoich przepisów? Czy, nigdy nie będę mieć wpływu jak ma się uczyć moje dziecko? Wybór właśnie tej szkoły nie był przypadkowy, miało być bez stresu i wkuwania a popadliśmy w kolejny schemat. Chociaż jeśli chodzi o podejście nauczycieli do strefy emocjonalnej dziecka jest bez porównania lepiej, przynajmniej na to Pani z kuratorium nie miała wpływu.

    • Marzena Żylińska Post author

      Pani Joanno,

      to przykład na to, że Pani jako rodzic nie ma nic do powiedzenia. Pani syn jest własnością państwa, które lepiej od Pani wie, czego mu potrzeba. Szkoła widać była zbyt innowacyjna, więc trzeba ją „naprawić”. Moja znajoma ma podobny problem. Niedługo pewnie poruszę ten temat. Ja jestem zdania, że jako społeczeństwo musimy się przed takimi zakusami państwa bronić. jako rodzice musimy mieć prawo wyboru modelu edukacji.

  2. Aleksandra

    Tworząc dziś wizję edukacji, należy pamiętać o jej fundamencie. Troską powinny zostać objęte nie tylko technologie i cyfrowe narzędzia, ale również obszar związany z funkcją życiową. Dlatego równie ważne w szkole powinny być procesy towarzyszenia uczniowi w różnorodnych doświadczeniach oraz organizowanie takich doświadczeń, które nadają prawdziwe znaczenie działaniom życiowym. Szkoła powinna być miejscem odczuwania przez uczniów autentycznej satysfakcji w przybliżaniu do uniwersalnych wartości. Jej charakter we współczesnym świecie staje się coraz pilniejszym wyzwaniem. W naszych szkołach brakuje czasu na mówienie o skutecznych zachowaniach i nawykach. Odkrywanie sensu życia, szukanie tego, co dla uczniów jest najważniejsze, poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jakimi ludźmi chcą być, odkrywanie wartości – to wszystko jest równie potrzebne, jak codzienne przygotowywanie się do kolejnego egzaminu, testu, sprawdzianu. Wiedza o samym sobie sprawia, że można łatwiej i szybciej zaangażować się w naukę i zostać osobą odpowiedzialną za własne sukcesy i marzenia. Szkoła staje się wówczas w naturalny sposób miejscem rozwijania cech, które pozwolą uczniom odnieść w życiu sukces, rozumiany jako wykorzystanie własnego potencjału i realizowanie marzeń. Ma ona dziś poważnego konkurenta w postaci nowych mediów. Uczniowie coraz szybciej docierają do informacji i coraz rzadziej kierują pytania do nauczycieli. Nie sprawi to jednak, że szkoła stanie się wkrótce niepotrzebna. Pełni ona ważną funkcję, której nie zastąpi wirtualny świat. Należy jednak odpowiedzieć sobie na dwa ważne pytania: dlaczego i po co szkoła powinna się zmienić? Po pierwsze szkoła nie może być dziś definiowana jedynie jako miejsce przekazywania wiedzy. Dlatego uzasadnione jest poszukiwanie nowego modelu edukacji. Po drugie powód budowania od wielu dziesięcioleci systemu edukacji w obecnej formie jest już nieaktualny. Silne tendencje do koncentracji na testach sprawiły, że w wielu szkołach zapomniano o aksjologicznym podejściu do zarządzania. Dziś możemy mówić o powrocie do refleksji nad rzeczami naprawdę najważniejszymi.
    Dlatego uważam, że potrzebujemy nowej metodyki. Wydaje się, że może w tym pomóc postawa dyrektorów i nauczycieli, których powinny charakteryzować nie tylko spójność wewnętrzna i samoświadomość, ale przede wszystkim odwaga i wiedza.

  3. Agnieszka

    Obecny system edukacji jest przestarzały, pełen szkodliwych zasad i ograniczających schematów. Powstał na potrzeby gospodarki ubiegłych wieków. Współczesny świat natomiast stawia przed nami wiele wyzwań. W duży szczególny sposób wpływa na młodych ludzi i przede wszystkim wymaga zmian w funkcjonowaniu szkoły jako instytucji.
    Dlatego właśnie potrzebujemy nowej metodyki nauczania. Aby uczniowie samodzielnie zdobywali wiedzę, gromadzili, analizowali informacje, stawiali pytania, rozwiązywali problemy, badali otaczający nas świat, kierowali własnym rozwojem. Ważne jest, żeby nowoczesne technologie stały się środkiem dydaktycznym, a nie tylko narzędziem zabawy. Nauczyciele powinni umieć wykorzystywać te narzędzia w uczeniu. A przede wszystkim uczniowie powinni w szkole uczyć się, a nie być nauczani.

  4. Alicja M-W

    Nowa metodyka jest nam potrzebna jak woda i powietrze. Nieefektywne nauczanie wypala zawodowo, nauczyciele czują się okropnie sfrustrowani , niedoceniani i zagubieni w biurokracji i wciąż szukają sensu. Neurodydaktyka jest odpowiedzią na bolączki współczesnych belfrów, należy zacząć wdrażać wiedzę w życie i dzielić się spostrzeżeniami.
    Ja osobiście sobie to wyobrażam w ten sposób, że metodyka poszczególych przedmiotów powinna być omawiana przez zespoły nauczycieli już wcześniej przeszkolonych „neurodydaktycznie” i przekonanych co do konieczności zmian.
    Ja obecnie sama tworzę bazę materiałów, które wykorzystuję już w pracy jako nową jakość. Lekcję,którą chcę przeprowadzić analizuję pod kątem możliwości przyswojenia, a przede wszystkim, zastanawiam się czy proponuję głębokie przetworzenie materiału. Przy wymyślaniu nowych zadań obawiam się czy moje propozycje nie wydadzą się nudne i czy dobrze dostosowuję poziom do klasy. Dzięki temu co robię nie mam poczucia braku sensu, nie czuję się sfrustrowana i co najważniejsze młodzież docenia moje starania, obserwują zmianę. A więc, nowa metodyka służy nie tylko naszym uczniom ale również nam samym.
    Niestety napotykam również przeszkody , przy nauczaniu gramatyki korzystam często z gotowych rozwiązań, nie mam jeszcze pomysłów na inne możliwości. To jest moje wyzwanie. Książka, o której tutaj mowa wydaje się być bardzo interesująca

    • Marzena Żylińska Post author

      To prawda, tradycyjna metodyka jest sformalizowana, zbiurokratyzowana i przeracjonalizowana. Ważne są kryteria formalne, a zupełnie pomija się to, czy taka lekcja będzie budzić ciekawość. Zgadzam się z Panią, że stosowanie nieefektywnych metod nudzi uczniów i wypala nauczycieli. Jako BSS pracujemy nad materiałami dydaktycznymi nowej generacji, które tworzą uczniowie. Na jesień planujemy otwarte spotkanie warsztatowe dla wszystkich nauczycieli, na którym pokażemy, co dzieje się pod tym względem w naszych szkołach. Napiszę o tym na fb, jak tylko ustalimy termin.

  5. D

    Obecny system edukacji zakłada, że młody człowiek rozpoczynający szkołę to swego rodzaju tabula rasa. Dlatego system ma przygotowany niezbędny zestaw wiedzy, w jaki chce każdego młodego człowieka wyposażyć. Celem jest raczej ujednolicenie niż praca nad rozwijaniem umiejętności i kompetencji poszczególnych uczniów.
    Niestety ten zestaw wiedzy jest dawno nieaktualny, a młodzi ludzie trafiają do szkoły z wiedzą, która przekracza założenia programowe. Dlatego coraz częściej uczniowie mówią, że szkoła jest nudna i że więcej sami są w stanie nauczyć się w domu. W obecnej dydaktyce nie ma miejsca i czasu na rozbudzenie ciekawości uczniów. Przez zbyt duże sformalizowanie nauczyciele tracą z oczu swoich uczniów, zajęci dokumentami i realizacją podstawy programowej.

  6. Beata

    Sądzę, że problem z potencjalnym wdrożeniem jakichkolwiek podwalin pod nową metodykę wynika po prostu z braku wiary w dzieci. Sądzimy, że są zbyt infantylne by świadomie pokierować swoją edukacją. Przecież nie chcemy oddać sterów uczniom, pragniemy tylko aby posiadali kompetencje kapitana statku, aby mogli w przyszłości pokierować własnym statkiem zwanym życiem. Byłam ostatnio na POLISHOPA Design Thinking Conference Bydgoszcz, konferencji poświęconej design thinking w biznesie, i wszyscy uczestnicy projektów realizowanych w ramach takich firm jak np. Play podkreślali, że mieli błędne wyobrażenie o potrzebach i możliwościach technicznych dzieci. Dopiero badania na konkretnych grupach potencjalnych użytkowników wykazały ogromne braki w tej wiedzy. To również sygnał dla projektantów nowej dydaktyki, aby sprawdzić konkretne wdrożenia na żywym organizmie.

  7. Dziękujemy Pani Beato za to, że nas Pani odwiedziła :). Mamy nadzieję, że wyniosła Pani z konferencji dla siebie jak najwięcej :)!

  8. Marlena Wasilewska

    Mój trzynastoletni syn stale powtarza, że szkoła jest odrealniona i zadaje mnóstwo pytań na temat sensu uczenia się wielu rzeczy. Młodszy( niespełna dziesięcioletni) przejawia ambiwalentny stosunek do szkoły i stale dziwi się dlaczego zadania , które robi są tak łatwe, nieciekawe, niepotrzebne… Myślę, że wiele dzieciaków myśli podobnie lecz dorośli nie chcą, nie mogą lub nie potrafią tego dostrzec. We współczesnej szkole dominuje odtwórczość, powielanie schematów, uczenie pamięciowe – co wciąż ma wielu zwolenników! Nawet odbywające u mnie praktykę studentki często opierają się na przestarzałych metodach pracy i wciąż przyklaskują epoce nauczania a nie uczenia się. Szkoła powinna aktywizować uczniów do działania, łączyć naukę z zabawą ( w każdym wieku ! ), dawać szansę do stosowania umiejętności w praktyce i rozwijać pasję w zrozumieniu i poszanowaniu różnorodności uczniów. Nowa metodyka powinna więc opierać się na starych powiedzeniach- nie ma dzieci są ludzie. Pracujmy więc w szkołach z ludźmi, szanujmy ich autonomię i rozwijajmy kreatywność. Zaprzestańmy nauczania sterownych i infantylnych dzieci.

    • Marzena Żylińska Post author

      Pani Marleno,

      myślimy o szkole w taki sam sposób!
      Przytoczyła Pani w swoim komentarzu słowa Pani niespełna dziesięcioletniego syna, który „dziwi się dlaczego zadania , które robi są tak łatwe, nieciekawe, niepotrzebne… .”

      Dlaczego my dorośli tego nie widzimy? Dlaczego nie widzimy, jak trudno dzieciom pracować poniżej poziomu ich możliwości? Dlaczego nie rozumiemy, że dla wielu uczniów szkoła jest tak trudna, ponieważ zadania, które muszą robić, są zbyt łatwe, schematyczne i odbierane jako coś zupełnie niepotrzebnego i oderwanego od życia?

  9. Martyna

    Świat rozwija się w sposób szalenie dynamiczny i wprost domaga się zdobywania nowych kompetencji, czemu sprzyja kultura uczenia się. W miarę postępu globalizacji i jednocześnie swojego rodzaju indywidualizacji, warto się zastanowić, jakiego rodzaju kompetencje będą kompetencjami jutra, spoglądając na potrzeby rynku pracy, ale też nie zapominając o holistycznym spojrzeniu na człowieka jako osobę i wszystkie przestrzenie życia. Podstawowe kompetencje, których warto uczyć (się) to kompetencje społeczne, takie jak nawiązywanie osobistych relacji (podczas gdy jesteśmy już mocno osadzenie w wirtualnym świecie komunikatorów, portali społecznościowych itp, umiejętność nawiązywania relacji w realu przestaje być taka oczywista). Kolejną kompetencją, na którą warto postawić jest praca w różnorodnym zespole (mieszczącym w sobie wszystkich „innych” od nas samych i może tutaj chodzić o kolor skóry czy kulturę, ale ile trudności może przysparzać osoba w grupie, która ma inny pomysł od naszego, inny styl pracy lub jej zwyczajnie nie darzymy sympatią – dzieci wypowiedzą to bez ogródek). Ważna jest kompetencja szybkiego uczenia się w praktyce (tu potrzeba odwagi odejścia od schematów, odwagi podejmowania nowych wyzwań, odwagi popełniania błędów i uczenia się na nich oraz i zaangażowania i zgody na poniesienie wysiłku). Ważne jest również selekcjonowanie informacji pod względem wiarygodności i przydatności. Pośród tego wszystkiego nie można zapomnieć o umiejętności organizacji własnej pracy i odpowiedzialności za podjęte działania. To wymaga uruchomienia motywacji wewnętrznej i przestrzeni do podejmowania samodzielnych decyzji. I jak to pogodzić z realiami, jakie daje zuniformizowana szkoła, ucząca wszystkich tego samego, w tym samym czasie i w ten sam sposób? To przestrzeń do „oddolnej pracy”, do rozmów z rodzicami, nauczycielami i samymi zainteresowanymi młodymi, którzy nie są przecież przedmiotem nauczania, ale wartościowym podmiotem. Z czym chcemy wyjść ze szkoły, jakimi ludźmi chcemy się stawać?

  10. Beata M.

    Niewątpliwie potrzebna jest nowa metodyka. Metodyka na miarę czasów i wiedzy jaką posiadamy na temat ludzkiego mózgu. Wiedzę popartą badaniami, doświadczeniami, szkołami, które już pracują „inaczej”. Można by dzięki wykorzystaniu tej wiedzy uniknąć stresu, frustracji, poczucia porażki u wszystkich zainteresowanych stron. Zniknęłoby pojęcie dziecka mało zdolnego, nikt na siłę nie próbowałby „wtłoczyć” uczniom wiedzy przygotowując setki „kserówek”. Zadziwiający jest fakt dlaczego wiedza ta nie trafiła jeszcze do podręczników szkolnych i na studia pedagogiczne. Na pewno boimy się „nowego”, ale jeżeli istnieją dowody, że to działa, warto spróbować. Cały czas dzielimy ludzi na zdolnych i mało zdolnych- nawet w naszych komentarzach zdarzało mi się czytać stwierdzenia, iż młodzież z pewnego rodzaju szkół ma mniejsze możliwości intelektualne- wynika z tego, iż pewne poglądy mamy ugruntowane i niełatwo będzie je zmienić. Pamiętam, gdy przed wielu laty myślałam o zmianie pracy, chciałam się poddać,gdyż przygotowywałam lekcje zgodnie z metodyką, robiłam wiele tzw. pomocy dydaktycznych, a nie byłam w stanie „nauczyć” wszystkich uczniów tego co zamierzyłam. Jedna z doświadczonych koleżanek dała mi wtedy radę: „odpuść nie dasz rady nauczyć wszystkich, są dzieci mało zdolne i nic na to nie poradzisz”. Na jakiś czas, przyznam chwyciłam się tego, ale czułam, że coś jest nie tak, że to nie jest uczciwe. Szukałam dalej, zrozumiałam, że każde dziecko ma swój czas i swoje tempo, zmieniłam sposób swojej pracy i okazało się, że kolejne moje klasy były „bardzo zdolne” (tak mawiały moje koleżanki). Teraz potrafię to nazwać: to nie ja mam nauczyć, to dzieci mają nauczyć się poprzez działanie, doświadczanie, rozwiązywanie problemów.

    • Marzena Żylińska Post author

      Gerald Hüther często powtarza, że w obecnym modelu edukacji sukces odnoszą nie uczniowie z największym potencjałem, ale ci, którzy potrafią się podporządkować i pracować na czas w warunkach stresu. Jak tylko zaczniemy to dostrzegać, będziemy mogli coś zmienić. jednak trzeba wziąć pod uwagę, że wielu dorosłym model oparty na posłuszeństwie i uległości zwyczajnie odpowiada. Te osoby, które znają tylko autorytarny model relacji dziecko – dorosły, nie potrafią sobie wyobrazić, że człowiek może być dobry nie dlatego, że boi się kary, ale dlatego, że wie, iż tak powinno się postępować.

    • Aleksandra

      Potrzebą chwili jest stworzenie nowej metodyki, która uwzględniając zmiany, jakie dokonały się zarówno w otaczającym nas świecie, jak i w mózgach uczniów, pozwoli na pełne wykorzystanie twórczego potencjału nowych technologii, nie rezygnując przy tym z innych form zdobywania wiedzy. Uczniowie wychowani w świecie nowych technologii pewne zadania wykonują lepiej i sprawniej niż wcześniejsze generacje. Na przykład bardzo szybko potrafią wyszukiwać w sieci potrzebne informacje. Badania pokazują, że ocena przydatności danej strony internetowej zabiera im nie więcej niż dwie sekundy i w zdecydowanej większości przypadków jest prawidłowa. Tak wysoka efektywność jest możliwa dlatego, że mózgi osób surfujących po Internecie rozwinęły dużą zdolność skupiania uwagi niezbędnej do analizowania i wyszukiwania wiadomości, szczególnie jeśli w grę wchodzą również elementy graficzne. Szybkość przetwarzania informacji to sprawa szybszej pracy ich mózgów, przy czym należy pamiętać, że kodują informacje inaczej niż mózgi cyfrowych imigrantów. Zdolność równoległego przetwarzania informacji umożliwia im wykonywanie kilku czynności naraz. Cyfrowi tubylcy w swoich działaniach kierują się zasadą maksymalnej skuteczności i pragmatyczności, pytają, dlaczego mają się zajmować określonym zadaniem. Chętnie pracują z materiałami zawierającymi wiele elementów graficznych, takich jak obrazki, zdjęcia, wykresy, grafiki itp., lubią zadania wymagające kreatywności i samodzielności oraz różnorodnych form aktywności i umożliwiające odejście od uporządkowanego i linearnego przetwarzania informacji, z zainteresowaniem pracują nad zadaniami wymagającymi samodzielnego wyszukiwania informacji.

  11. Zagadnienie poruszone tu przez Panią jest bardziej skomplikowane niż mi się wydawało jeszcze kilka lat temu. O ile rodzice czy nauczyciele zdają sobie sprawę, że przedmiotów jest za dużo a plecaki za ciężkie, o tyle ćwiczenie jest zawsze ćwiczeniem.

    Można zachodzić w głowę, dlaczego wykonując ćwiczenia z np. języka obcego, czasem uczymy się wiele a czasem nic. Wielokrotnie spotkałam się z postawą, że jeśli trzeba „przećwiczyć” wiedzę z danego działu, to daje się jakiekolwiek ćwiczenia. I jeśli nie zadziałają, to wina dziecka, bo albo nie odrobiło zadania, albo spisało, albo robiło „na szybko”.

    Sama też stwierdzam, że wiem zdecydowanie za mało na temat konstuowania zadań niż bym chciała. Dlatego będę bardzo zobowiązana, jeśli poleci Pani kolejne lektury dotyczące tego zagadnienia.

    • Marzena Żylińska Post author

      Tak, mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że zadania / ćwiczenia można porównać do pożywienia i określić ich wartość. Dużą paczką czipsów można zapchać żołądek i uciszyć głód, ale z takiego pożywienia organizm nie skorzysta i niczego dobrego nie zbuduje. Co innego, gdy zjemy zupę warzywną i sałatkę z indykiem. Podobnie jest z zadaniami / ćwiczeniami. Są takie, którymi można wypełnić czas lekcji (lub popołudnie), jak brzuch czipsami, ale uczeń niczego się dzięki nim nie nauczy, nic nie zostanie zapisane w strukturach pamięci. To, czy zadanie wywoła proces efektywnej nauki czy też nie zależy od kilku czynników:

      1. Głębokości przetwarzania informacji
      2. Od tego, czy ucząca się osoba uważa treści z zadania za ważne, potrzebne, interesujące …
      3. Od tego, czy zadanie jest neutralne, czy wywołuje w nas jakieś emocje

      Jest jeszcze kilka innych, mniej ważnych aspektów. Myślę, że i nauczyciele i rodzice powinni wiedzieć, które zadania wywołują efektywny proces uczenia się, a które jedynie zabierają czas dając złudzenie, ze dziecko się uczy.

  12. Aleksandra

    Każde dziecko posiada mniejsze, większe lub nadzwyczajne możliwości, a poprzez ich różnorodność indywidualne potrzeby edukacyjne. Celem nadrzędnym zatem staje się traktowanie każdego ucznia jako odrębnej jednostki, uznając jej indywidualność za godną poszanowania. Przede wszystkim w odniesieniu do uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi stosowanie tej zasady jest ważne, ponieważ uczniowie ci ze względu na szczególne uzdolnienia
    i rozwijanie zainteresowań lub pokonywanie różnorodnych trudności najczęściej wymagają: modyfikacji treści programowych, specjalnej organizacji metod i form pracy oraz dodatkowego wsparcia nauczycieli, specjalistów, jak i rówieśników. Samodzielne postawy uczniów zapewniają wyższe wyniki dydaktyczne w zakresie przyrostu operatywności i trwałości wiedzy oraz rozwijanie zainteresowań przedmiotowych i nie mniejsze, pozytywne efekty wychowawcze.

  13. Urszula

    Opowiem taka historię. Kilka lat temu zaproszono mnie do klasy mojego dziecka abym na godzinie wychowawczej opowiedziała o swoim zawodzie. Uznałam, ze dzieci pewnie o nim co nieco wiedzą i poprosiłam aby w grupkach zastanowiły się , co im się kojarzy z taka pracą. Klasa 6 szkoły podstawowej. Byłam zadziwiona, jak wiele wiedzieli! Moja rola ograniczyła się jedynie do nazwania niektórych rzeczy fachowo i małego uporządkowania ich wiedzy. Potem pytali. Nie chcieli wychodzić na przerwę. Wychowawczyni była głęboko zdziwiona, że tak się zaangażowali. Nie zrobiłam niczego wielkiego, po prostu bazowałam na ich potocznej wiedzy. Czyli można i daje to efekt. Mimo, ze początkowo miałam opór przed prowadzeniem tej lekcji( nie jestem pedagogiem) wyszłam ze szkoły z poczuciem radości. Pozdrawiam

Reply to Joanna CANCEL?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.