Od kultury nauczania do kultury uczenia się – szkoły w drodze

Przejście od kultury nauczania do kultury uczenia się jest głównym postulatem Bss, bo najlepiej oddaje ideę szkoły w drodze. Nasza filozofia edukacyjna zakłada, że szkoła to żywy i ciągle zmieniający się organizm, dlatego nie można raz na zawsze (ani nawet raz na kilka lat) stworzyć systemu idealnie odpowiadającego potrzebom uczniów. Wszystkie rozwiązania z natury rzeczy są tymczasowe. Każda wprowadzona innowacja musi być na bieżąco monitorowana i jeśli nie funkcjonuje optymalne powinna być korygowana. Takie podejście możliwe jest w przypadku oddolnego kierunku wprowadzania zmian. Nauczyciele na bieżąco widzą, jakie efekty przynoszą konkretne innowacje i mogą ocenić ich skuteczność. Czasami wystarczą drobne korekty, innym razem trzeba się z jakiegoś rozwiązania wycofać. Takie podejście do zmian nie wymaga dużych nakładów finansowych i nie niesie z sobą ryzyka, że kosztowne reformy skończą się porażką, a szkoły i co gorsza uczniowie stracą czas, którego nie da się już nadrobić.

relacje-fotka
Sercem szkoły są lekcje. Jeśli naprawdę zależy nam na zmianie systemu edukacji, to musimy zmienić to, co dzieje się na obowiązkowych zajęciach. Dlaczego uczniowie mają robić to, co ich interesuje dopiero po lekcjach? Dlaczego każdego dnia przez kilka godzin mają wykonywać polecenia nauczyciela, dlaczego mają być biernymi odbiorcami wiedzy, a nie aktywnymi aktorami? Dlaczego mają iść „po śladzie” zamiast samodzielnie myśleć, eksperymentować i szukać własnych rozwiązań? Dlaczego traktujemy uczniów tak, jakby byli pozbawionymi autonomii, zewnątrz sterownymi istotami? Niedostrzeganie potrzeby autonomii i kreatywności wydaje się być przyczyną wielu problemów, z jakimi borykają się dziś nauczyciele. Dlatego namawiamy nauczycieli, by odeszli od tradycyjnej metodyki i dydaktyki i szukali nowych, bardziej efektywnych i sprzyjających rozwojowi rozwiązań.
Chcesz zrobić dla uczniów więcej, zrób mniej.
4 października 2016 roku Budząca się szkoła zorganizowała na UŁ konferencję „Od kultury nauczania do kultury uczenia się”, w której udział wzięło ponad 350 nauczycieli z całej Polski. Po części plenarnej odbyła się część warsztatowa poświęcona metodzie edukatorium. Gdy szkolna klasa zmienia się w edukatorium, nauczyciele przestają nauczać. Odchodzą od nauczania po to, by uczniowie mogli się tym intensywniej uczyć. Jednak odejście od tradycyjnej dydaktyki wymaga nowych narzędzi, w tym również nowych materiałów (tekstów, zadań, ćwiczeń). Bardzo zależało nam na tym, żeby udział w warsztatach był wejściem na drogę zmian. Nasze główne przesłane najlepiej oddaje hasło „Szkoła w drodze ..”. Dlatego bardzo cieszymy się, że łódzka konferencja i warsztaty będące jej częścią, mają dalszy ciąg, że niektórzy nauczyciele zrobili już nie tylko pierwszy, ale i drugi, trzeci i …. Kolejne kroki.
Oto dwie relacje. Autorem pierwszej jest Marcin Lendzion, nauczyciel angielskiego z Kurzętnika, autorką drugiej jest polonistka z Łodzi Aneta Jamiałkowska-Pabian.
Relacja 1.
Moja przygoda z „Budzącą się szkołą”

Myślałem, że w edukacji powiedziano już A, B, C oraz K, a nawet Z. Zmieniłem zdanie, gdy poznałem idee Budzącej się szkoły i dr Marzenę Żylińską. Dekonstrukacja w mojej głowie dokonała się całkowicie po spotkaniu Margret Rasfeld, dyrektorki berlińskiego gimnazjum, w którym nauczyciele nie nauczają, a uczniowie się uczą i Karoliny, uczennicy tej szkoły. Nagle otworzyły mi się oczy i zacząłem rozumieć, dlaczego mimo ogromnego nakładu pracy wciąż nie mogłem z moimi uczniami osiągnąć tego, do czego zmierzałem. Konferencja, która odbyła się w Łodzi 4.10.2016 roku była dla mnie punktem zwrotnym. W czasie podróży powrotnej z Łodzi do Torunia w mojej głowie panował prawdziwy chaos, z którego stopniowo zaczęły rozwijać się konkretne pomysły. Im byłem bliżej domu, tym konkretniejszą formę przybierały rodzące się plany. Gdy wysiadałem z samochodu byłem już spokojny i wiedziałem, od czego zacznę zmiany. I wiedziałem też, że nie mogę czekać, że muszę zacząć już następnego dnia.

Moja szkoła to Zespół Szkół im. Władysława Jagiełły w Kurzętniku, która łączy uczniów przedszkola, szkoły podstawowej i gimnazjum. Następnego dnia po konferencji postanowiłem przedstawić uczniom z sześciu grup mój pomysł na nasze lekcje języka angielskiego. Uczniowie patrzyli na mnie z niedowierzaniem, ktoś szeroko otworzył oczy, ktoś inny usta, ktoś westchnął, ktoś powiedział „Wow!”, ktoś mnie zapytał dwa razy, czy na pewno mówię serio, a ktoś z końca sali rzucił od razu tak z rękawa kilka własnych propozycji. Co wywołało taki entuzjazm i poruszenie? Oczywiście „Budząca się szkoła”.

Powiedziałem uczniom tak: „Nasze następne zajęcia nie będą już takie, jak do tej pory. Dam wam swobodę, będziecie mogli wybierać tematy i formę pracy. Lekcje będziemy teraz planować wspólnie. Chciałbym, żebyście wykorzystali cały wasz potencjał i wszystkie wasze silne strony. Chciałbym, żeby teksty i materiały, które będziemy wykorzystywać na lekcjach budziły waszą ciekawość. Będę koncentrował się na waszym wkładzie, na tym, co wam się udaje i co robicie dobrze, a nie na popełnionych błędach. Liczyć się będą zdobyte kompetencje i umiejętności, a nie tylko informacje, które zdołaliście zapamiętać i które szybko możecie zapomnieć. Będziecie mogli pracować swoim tempem, a ci, którzy chcą, będą mogli rozwijać kreatywność i tworzyć innowacje. Ja z mojej strony będę się starał, żeby na naszych lekcjach panowały jak najlepsze relacje i żebyśmy się dobrze rozumieli. Chciałbym, żebyście słuchali tego, co ja do was mówię, ale ja również obiecuję słuchać tego, co wy macie mi do powiedzenia. Chciałbym, żebyśmy skupiali się na tym, co dobre i żebyśmy w razie potrzeby nawzajem sobie pomagali. Na lekcjach to wy powinniście być aktywni, a ja będę wam towarzyszył w pracy i będę was wspierał. Ale chciałbym, żebyście to wy byli odpowiedzialni za realizację wytyczonych celów. Chciałbym też, żebyśmy pokazywali owoce naszej pracy i żebyśmy świętowali sukcesy. Chciałbym w to włączyć również waszych rodziców. Chciałbym, żeby oni również wiedzieli, jak wygląda praca w szkole, a jak w domu.”

Powiedziałem to wszystko i popatrzyłem na moich uczniów. To było niesamowite uczucie, móc podzielić się z nimi moimi planami. Po ich oczach widziałem, że pomysły im się podobają. Od razu przystąpiliśmy do pracy, aby zaplanować nową lekcję. Postawiłem przed uczniami 4 klasy zadanie. Mieli zaplanować lekcję, na której nauczą się nazywać wszystkie szkolne pomieszczenia. Zapytałem: „Jakie zadania powinniśmy zaplanować, żeby się tego nauczyć?”

Słowa „uczyć się” powtarzałem jak mantrę i zastępowałem nimi wielokrotnie słowa „ja was nauczę”. Uczniowie szybko zaczęli zgłaszać różne pomysły. Ktoś zadeklarował, że zrobi model szkoły ze sklejki lub kartonu, ktoś rysunek i mini słownik obrazkowy, ktoś inny zaproponował grafikę komputerową, ktoś kalambury, krzyżówkę, „głuchy telefon”, album, wycieczkę po naszej szkole z uczniem-przewodnikiem i wirtualną po innych szkołach, zabawę w skojarzenia z danym miejscem, zrobienie piktogramów-naklejek dla każdego miejsca na drzwi i dwujęzyczne fiszki. Liczba pomysłów przerosła moje najśmielsze oczekiwania. W tym momencie zrozumiałem, że moi uczniowie to mistrzowie tworzenia materiałów edukacyjnych. A ja dotychczas proponowałem im nudne i schematyczne zadania z zeszytów ćwiczeń! O ile ciekawsze i bardziej wymagające były zaproponowane przez nich zadania. Kiedyś napisałem program edukacyjny dla uczniów, którzy uczą się wykorzystując wcześniej wykonane przez siebie pomoce dydaktyczne, w tym nawet ściągi. Teraz wiem, że miało to ogromny sens i wymaga rewitalizacji.

Czy to początek budzącej się nowej edukacji również i w mojej szkole? Nie ja będę najważniejszy, lecz moi uczniowie i ich potrzeby. Mam nadzieję, że nie będzie już problemów z dyscypliną, bo trudno buntować się przeciwko czemuś, co człowiek sam wymyślił. Tak mi się przynajmniej wydaje, a co przyniesie przyszłość, zobaczymy. Jestem pełen wiary, że przejście od kultury nauczania do kultury uczenia się nie będzie dla moich uczniów problemem. Już na pierwszej lekcji pokazali przecież swoją inwencję, kreatywność i ogromną motywację do działania. Za jakiś czas napiszę o tym, jak przebiega nasz eksperyment. Wiem, że nie będzie łatwo, że pewne pojawią się jakieś problemy, ale wiem, że chcę spróbować i że moi uczniowie są do tego gotowi. Już mogłem się przekonać, jaki mają potencjał.

Marcin Lendzion

Rozmawiałam ostatnio z Marcinem. Opowiadał mi, co już udało mu się zrealizować, nad czym teraz pracuje. Mówił o reakcjach uczniów i obiecał, że za jakiś czas napisze, jak daleko udało się zajść na drodze zmian. Czytając relację Marcina i rozmawiając z nim, myślę sobie czasami, czy nie za dużo chce zmienić , czy tempo nie jest za szybkie, czy … Ale czy ostrzeganie go i studzenie jego zapału miałoby sens? Marcin to mądry człowiek, wiem, że ma ze swoimi uczniami doskonały kontakt i że od nich najszybciej dowie się, czy wprowadzane zmiany im służą, czy dzięki nim lekcje są dla nich ciekawsze, a nauka bardziej efektywna. Sama bardzo czekam na kolejne relacje Marcina i jestem mu bardzo wdzięczna, bo obiecał, że podzieli się nie tylko refleksjami, ale i wypracowanym materiałami do lekcji języka angielskiego.
Relacja 2.
Inną drogą poszła nauczycielka języka polskiego Aneta Jamiałkowska – Pabian. Oto jej relacja.

Podjęłam w Łodzi próbę ożywienia środowiska polonistycznego przez popularyzację idei „Budzącej się szkoły”, tworząc grupę na Fb BUDZĄCYCH SIĘ POLONISTÓW. Celem nowo powstałej grupy jest wymiana doświadczeń przede wszystkim polonistów stosujących czy też poszukujących aktywizujących metod pracy z uczniem, otwierających młodych ludzi, inspirujących do samodzielnego myślenia i działań kreacyjnych.

Nikomu nie trzeba wyjaśniać, jak ważne są lekcje języka polskiego i jak wiele od nich zależy. Ze szkoły można wyjść z głęboką awersją do czytania, albo z przekonaniem, że książki są ogromnym wzbogaceniem naszego życia. A wiadomo, że osoby, które dużo czytają mają dużo większą szansę na odniesienie w życiu sukcesu.

Marcinie, Aneto, czekamy na Wasze kolejne relacje! Mam nadzieję, że i inni uczestnicy konferencji będą chcieli podzielić się swoimi doświadczeniami i opowiedzą, jak daleko zaszli na drodze zmian.

Comments ( 10 )
  1. Zofia Wrześniewska

    Miałam ogromną przyjemność prowadzić warsztaty po cz. konferencyjnej w Łodzi. Warsztaty z grupą wspaniałych, zaangażowanych osób. A dzisiaj podobne warsztaty zrobiłam dla nauczycieli w swojej szkole. Do naszej grupy 3 nauczycielek, zarażonych wizją dr Marzeny Żylińskiej, dołączyło kolejnych 10. Nie wiem, czy uda się przekonać wszystkich, ale od czegoś trzeba zacząć i to dla mnie niezwykle budujące! A najważniejsze, że korzyści będą mieli uczniowie.
    Jestem już po pierwszych poedukatoryjnych sprawdzianach. I z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić – to działa!!! Wyniki znacznie lepsze niż te ze sprawdzianu bez edukatorium.

    • Marzena Żylińska Post author

      Właśnie to działa! Gdy uczniowie stają się na lekcjach stroną aktywną, uczą się nie tylko efektywniej – to połowa sukcesu, równie ważne jest to, że lekcje stają się dla obu stron przyjemniejsze. A to jest równie ważne, bo buduje relacje. A gdy na lekcjach panują dobre relacje, to … wzrasta efektywność pracy. Nauczyciele mogą skupić się na tym by wtłoczyć uczniom do głowy odpowiednią porcję celów z podstawy programowej, ale na tej drodze nigdy nie osiągną tego, co można osiągnąć, gdy obudzi się potencjał uczniów.

      Zosiu, mam nadzieję, że niedługo podzielisz się z nami swoimi doświadczeniami, że napiszesz, jak pracujecie. Czekam z niecierpliwością. Marcin obiecał mi, że będzie opisywał kolejne etapy zmian i że będę mogła wstawiać je na naszą stronę. Może i Wy się na to zdecydujecie? Taka historia wędrówki od kultury nauczania do kultury uczenia się. To może być bardzo ciekawa droga 🙂

  2. Maria

    Ja tak pracuję od lat i od lat jestem notorycznie przesłuchiwana ( kuratorium), pomawiana, obnizono mi ocenę, od środy mam hospitacje na wszystkich lekcjach , które prowadzę. Uczniowie mnie kochają , w każdy projekt idą jak w ogień. Dlaczego mam problemy? Bo: nie zgadzają się tematy z rozkładem materiału, nie zgadzają się ułamki procentów na sprawdzianach, nie zgadza się kolejność tematów książki….powiecie „bzdury” -tak, żenujące, świadczące o kompletnym braku wyobraźni, o skostenieniu umysłowym nadzoru. Mam 11 olimpijczyków centralnych, pierwsze miejsca w Polsce z realizowanych projektów, ale nie zgadza się kolejność tematów w dzinniku. Jestem u kresu wytrzymałości.

    • Marcin

      Droga Mario,
      Twoje osiągnięcia i szacunek Twoich uczniów mówią same za siebie. Niestety smutne przykłady, które podajesz są już mobbingiem i tu rozwiązaniem jest droga sądowa, niestety wszyscy nie mają na to siły. Zignoruj te przeciwności, znajdź sobie przyjazną grupę rodziców, innych nauczycieli i uczniów i pracuj z uśmiechem, nie daj biurokratom satysfakcji, dyrektorem tylko się bywa. Pomocą zawsze służy radca prawny ZNP. Absolutnie kolejność tematów nie ma znaczenia, Ty jesteś odpowiedzialna za podstawę programową, za nic więcej. Reszta to głupota. Trzymam kciuki.

    • Aleksandra

      To brzmi jak ponury żart. Współczuję.

  3. Ewa Morzyszek Banaszczyk

    Ją zaczęłam od ubogacenia źródeł wiedzy i zmiany formy aktywności uczniów na lekcjach przyrody. Zaproponowałam uczniom tworzenie lapbook, każdy uczeń szuka informacji i opracowuje maleńkie książeczki , które zamieszczamy w lapbook. Proponuję obejrzenie filmu, zorganizowała wycieczkę do Bełchatowa, przygotowałam w sali komputery dla uczniów oraz na półkach znalazły się zafolowane materiały z różnych podręczników i książki, albumy. Wykorzystujemy atlasy i uczę czytać mapy jako jedno ze źródeł informacji. Przygotowuję zadania o różnym stopniu trudności, które uczniowie wybierają i we własnym tempie oraz kolejności wykonują. Prace popieram na działalności indywidualnej lub w parach eksperckich, w których można się narażać i nieść wzajemną pomoc. Na początku dostarczyłam uczniom materiały plastyczne i uczyliśmy się składać różne formy książeczek, notatniki, kopertki itp. W czasie lekcji odwołuję się do informacji zaprezentowanej przez uczniów i formujemy problemy lub rozwiązujemy zadania. Lapbook jest sposobem na robienie notatek. Układamy gry, które wykorzystujemy dla powtarzania wiedzy. W trakcie lekcji uczniowie koncentrują się na nowym zagadnieniu. Pod koniec lekcji rozdajemy zadania do wykonania np. 2 z pośród 4. Skupiam się bardziej na tym by wesprzeć ucznia, który zgłasza potrzebę dodatkowych wyjaśnień. Stwierdzam , że przy tworzeniu lapbookow wszyscy są zaangażowani . W trakcie zajęć można korzystać z komputerów i wszelkich dostępnych źródeł. Początkowo uczniom było trudno się zorganizować aby w określonym czasie wykonywać zadania lecz gdy zauważyli, że na kolejnej jednostce lekcyjnej mogą kontynuować to z czym nie zdążyli poprzednio zapanował jakby wewnętrzny spokój. Nasze lapbooki na razie nie kończą się. Będą rozbudowywane o zagadnienia związane z Polską. Uczniowie są podekscytowani i chętni. Co będzie dalej zobaczymy? Planuję wystawę dla rodziców i prezentację przygotowana przez uczniów. Ewa Morzyszek-Banaszczyk SP137 w Łodzi

    • Marzena Żylińska Post author

      @ Ewa

      Wspaniałe pomysły! Ciekawa jestem, czy uczniowie z innych klas korzystają z materiałów stworzonych przez kolegów i koleżanki? Co dzieje się z lapbookami po ich stworzeniu?

  4. Ewa Morzyszek Banaszczyk

    Ja zaczęłam od ubogacenia źródeł wiedzy i zmiany formy aktywności uczniów na lekcjach przyrody. Zaproponowałam uczniom tworzenie lapbookow, każdy uczeń szuka informacji i opracowuje maleńkie książeczki , które zamieszczamy w lapbooku. Uczniom proponuję obejrzenie filmu, zorganizowałam wycieczkę do Bełchatowa, przygotowałam w sali komputery dla uczniów oraz na półkach znalazły się zafoliowane materiały z różnych podręczników i książki, albumy. Wykorzystujemy atlasy i uczę czytać mapy jako jedno ze źródeł informacji. Przygotowuję zadania o różnym stopniu trudności, które uczniowie wybierają i we własnym tempie oraz kolejności wykonują. Prace popieram na działalności indywidualnej lub w parach eksperckich, w których można się narażać i nieść wzajemną pomoc. Na początku dostarczyłam uczniom materiały plastyczne i uczyliśmy się składać różne formy książeczek, notatniki, kopertki itp. W czasie lekcji odwołuję się do informacji zaprezentowanej przez uczniów i formujemy problemy lub rozwiązujemy zadania. Lapbook jest sposobem na robienie notatek. Układamy gry, które wykorzystujemy dla powtarzania wiedzy. W trakcie lekcji uczniowie koncentrują się na nowym zagadnieniu. Pod koniec lekcji rozdajemy zadania do wykonania np. 2 z pośród 4. Skupiam się bardziej na tym by wesprzeć ucznia, który zgłasza potrzebę dodatkowych wyjaśnień. Stwierdzam , że przy tworzeniu lapbookow wszyscy są zaangażowani . W trakcie zajęć można korzystać z komputerów i wszelkich dostępnych źródeł. Początkowo uczniom było trudno się zorganizować aby w określonym czasie wykonywać zadania lecz gdy zauważyli, że na kolejnej jednostce lekcyjnej mogą kontynuować to z czym nie zdążyli poprzednio zapanował jakby wewnętrzny spokój. Nasze lapbooki na razie nie kończą się. Będą rozbudowywane o zagadnienia związane z Polską. Uczniowie są podekscytowani i chętni. Co będzie dalej zobaczymy? Planuję wystawę dla rodziców i prezentację przygotowana przez uczniów. Ewa Morzyszek-Banaszczyk SP137 w Łodzi

  5. Piotrusia

    Rety! Nie mogę wyjść z szoku! Ja do tego doszłam sama – po prostu widziałam u dzieci potrzebę „udzielenia im głosu”. Uczę w 1-3, więc dzieci są jeszcze niezbyt samodzielne, ale wybieramy wspólnie pulę tematów, które chcą zgłębiać. Są również zaangażowane w planowanie działań, przygotowanie zadań, szukanie informacji, prowadzenie zajęć. Entuzjazm dzieci jest ogromny. Cieszę się, że są ludzie, którzy propagują takie działania – jest to też sygnał dla mnie, że mój pomysł nie jest zły. W szkole widzę zainteresowanie, ale na wszelki wypadek kazano mi napisać program i przygotować do zgłoszenia innowację pedagogiczną – żeby wszystko było zgodnie z prawem, bo to może rewolucja jest, dziecku dać głos? 😉 Pani Marzeno, szukając artykułów z zakresu neurodydaktyki, trafiłam na Pani artykuł i utwierdził mnie w moich działaniach. Teraz trafiłam tutaj i chętnie będę przyglądać się Waszym działaniom. Serdecznie pozdrawiam.

    • Marzena Żylińska Post author

      @ Piotrusia

      Jak się ma intuicję pedagogiczną, to samemu wymyśla się takie rzeczy, że ho ho 🙂

      Może opisze Pani nieco dokładniej, jak Pani pracuje? A może nagra Pani film ze swoich lekcji? Bardzo chętnie byśmy go wstawili na naszą stronę. Trzeba upowszechniać i promować dobre pomysły. Oczywiście oprócz Pani zgody, potrzebne byłyby również zgody rodziców, ale myślę, że warto.
      Wiele osób myślę, że w klasach 1-3 o uczniowskiej autonomii nie może być mowy, bo dzieci są jeszcze za małe, żeby podejmować samodzielnie decyzje. Trudno o większy błąd. Ale część osób nie uwierzy, zanim nie zobaczy. Są też oczywiście tacy, którzy nie uwierzą, nawet jeśli zobaczą, ale to już inna bajka 🙂

      Pozdrawiam ciepło,

Reply to Marzena Żylińska CANCEL?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.