Poezja w szkole

W ogrodzie

 

W ogrodzie mojej babki, zanurzonym w cieniu,

W duchocie popołudnia, tuż przy ogrodzeniu,

W pobliżu krzywej furtki strzeżonej przez tuje

Skory pobiec przed siebie chłopiec przedeptuje

Niecierpliwie, bo nie wie, co to znaczy czekać.

Jest za mały. Wie tylko, że idziesz z daleka,

Że już wyszłaś, że idziesz, że przyjdziesz po niego,

Że to jest najważniejsze, choć nie wie, dlaczego.

To ja w krótkich spodenkach, ja sprzed lat czterdziestu,

Wpatrzony w Łączną Drogę zza krzaków agrestu,

Pod śliwą i orzechem niby w wielkim lesie,

Ciekawy, kiedy przyjdziesz i co mi przyniesiesz,

Wytężam wzrok bym dojrzał, bym na czas zobaczył,

Czekam, by pośród cieni Twój cień zamajaczył,

By się zbliżył i urósł, by się ucieleśnił

Ciężkim zapachem lipca i smakiem czereśni,

Bym się rzucił weń, zapadł, bym w nim istnieć przestał

Ja przed światem ukryty w tujach i w agrestach.

Ja, który pełen winy siebie jak garb noszę,

Czekam, byś mnie zabrała. Zabierz mnie już, proszę …

 

Krzysztof Ćwikliński

Wiersz ze zbioru „Książę poetów żegna ukochane miasto”

Jaki jest cel nauczania przedmiotu zwanego językiem polskim? Dlaczego dzieci i młodzież powinny znać takie a nie inne lektury? Czy ma to być historia literatury oparta na znajomości głównych epok literackich i najważniejszych dzieł typowych dla omawianego okresu, fundament naszej tożsamości narodowej, czy może raczej powinniśmy zmierzać do tego, by uczniowie rozsmakowali się w literaturze? Czy wprowadzając młodych ludzi w świat poezji powinniśmy zaczynać od wierszy patriotycznych, filozoficznych, czy raczej szukać takich, w których nasi uczniowie mają szansę dostrzec własne uczucia i emocje?

Z badań nad mózgiem wynika, że proces uczenia się jest procesem kognitywno-emocjonalnym. Wydawać by się mogło, że akurat w utworach literackich emocji jest dość, że to one stanowią najważniejszy element tego gatunku. Jednak w szkolnych interpretacjach, to nie emocje odgrywają najistotniejszą rolę. Zarówno do prozy, jak również do poezji szkoła przykłada „mędrca szkiełko i oko”. Emocje schodzą na plan dalszy, bo są bardzo indywidualne, bo trudno wtłoczyć je w plany nauczania i egzaminacyjny klucz. Dobry wiersz każdy może odebrać inaczej! Wystarczy spojrzeć na ostatnie dwa wersy przytoczonego tu wiersza. Czy dotyczą one jeszcze małego Krzysia, który czeka w ogrodzie babci na mamę, czy może dorosłego Krzysztofa, który czeka, ale na kogo? Czy to wiersz o dzieciństwie, czy raczej o goryczy płynącej z bycia dorosłym i o utraconym raju? To typowe dla poezji, że czytając myślimy, że już wiemy o czym mowa, a potem jeden wers wszystko zmienia, wywraca do góry nogami. Bo jeśli dzisiejszy Krzysztof, przepraszam, podmiot liryczny, siebie jak garb nosi, to ta fraza zmienia rozumienie całego wiersza. Ale czy na pewno zmienia? Na pewno? Przecież to jest wiersz!

 

Najsilniej poruszają nas emocje, one również nadają smak szkolnym treściom. Dlatego warto z tego punktu widzenia przyjrzeć się doborowi lektur. Czy powinniśmy dalej trwać przy narzuconym uczniom kanonie, czy może opracować długą listę i pozwolić im wybierać to, co do nich najsilniej przemawia. A może i uczniowie mogliby tę listę uzupełniać? Czy młodzi ludzie powinni w szkole jedynie czytać i omawiać utwory, które grono ekspertów uznało za ważne, czy może sami mogliby je pisać?

 

Polacy czytają coraz mniej, wierszy nie czytają prawie wcale. Warto zastanowić się, dlaczego tak się dzieje i jaki jest związek między niechęcią do poezji, a sposobem, w jaki w szkole traktuje się utwory literackie. Czy to możliwe, że dziś nie potrzebujemy już wierszy? Odbior poezji to bardzo indywidualna sprawa. Dla mnie wiersz „W ogrodzie” Krzysztofa Ćwiklińskiego jest małym arcydziełem (ale genialnych wierszy Krzysztof napisał więcej). Czytając go wchodzę w świat mojego dzieciństwa. Ale przecież wiem, że każdego porusza coś innego, że nie ma sztywnego kanonu tego co ważne, piękne, dobre.

 

Poezja kryje w sobie nie tylko mądrość, ale i piękno. Ani o jednym, ani o drugim w szkole się nie mówi. W szkole omawia się utwory według z góry przyjętego klucza. Punkt pierwszy: geneza utworu, punkt drugi tło historyczne, punkt trzeci …

 

Dla mózgu najważniejsze są nie odpowiedzi, ale pytania. Fascynacje budzi nie to, co już wyjaśnione, ale to, co wyjaśnienia wymaga. Cechą wysokiej literatury są niedopowiedzenia i tzw. miejsca otwarte interpretacyjnie. Dobrzy autorzy pokazują, że świat nie jest czarno – biały, że nawet na proste pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi, że każdy może widzieć problem inaczej. Dobra literatura stawia pytania i prowokuje do przemyśleń. W szkole jest inaczej! Tu panuje system testocentryczny, a w testach z zero-jedynkowym kluczem na każde pytanie jest jedna prawidłowa odpowiedź. Badacze mózgu mówią o neuroplastyczności. Wszystko co robimy ma wpływ na strukturę naszego mózgu. Warto zastanowić się, jak wpływają na nią wiersze a jak testy? Po jednej stronie są wątpliwości, pytania, na które często nie ma odpowiedzi, wchodzenie pod powierzchnię codziennych oczywistości, wieloznaczności, różne punkty widzenia i indywidualizm, a po drugiej schematy, powierzchowne podejście do świata, czarno-biała optyka, jedynie słuszne odpowiedzi i prymitywna, bezwstydna pewność, której myślący człowiek mieć nie powinien. Czy da się połączyć świat poezji ze światem testów? Kto na takim mariażu traci, a kto zyskuje?

 

Neuroprzekaźniki uwalniają się w mózgu wtedy, gdy można samodzielnie szukać odpowiedzi na ważne pytania. Gdy odpowiedzi zostały już udzielone, sprawa jest dla mózgu zamknięta. Drwił z tego już Gombrowicz pytając „Dlaczego Słowacki wielkim poetą był?” Zadaniem uczniów było odklepanie przeczytanych w podręcznikach, pustych, jedynie słusznych frazesów. Dziś eksperci od języka polskiego zrobili to samo z Gombrowiczem! W podręcznikach, brykach i testach uczniowie znajdą wszystko, co o Gombrowiczu wiedzieć powinni. Nie muszą myśleć, nie muszą zastanawiać się nad oceną tej czy innej postaci, ich zadaniem jest wyrecytowanie tego, co przeczytali i usłyszeli. Jedynie słuszna gęba została przyprawiona każdemu autorowi, którego utwory znalazły się na liście lektur. Jeśli w teście napiszą własną interpretację, to nie mają szans na dobry wynik, bo tu nagradzane są frazesy i to, co najbardziej typowe. Mówiąc inaczej, na testach trzeba pisać, „Dlaczego Słowacki wielkim poetą był.” W ten sposób można „zarżnąć” każdy, nawet najlepszy utwór. Wiedząc, jak funkcjonuje mózg i co prowadzi do uwalniania neuroprzekaźników powinniśmy rozumieć związek między tym, jak traktowana jest w szkole literatura, a niechęcią Polaków do czytania czegokolwiek. Uczymy dziś tak, żeby nasi uczniowie wiedzieli, co to inwersja i umieli nazwać środki stylistyczne, ale nie robimy nic, żeby umieli rozsmakować się w książkach i by rozumieli, że w wierszach mogą odnaleźć własne uczucia i że każdy ma prawo rozumieć je inaczej. Wbrew poetom uczymy młodych ludzi, że świat jest czarno-biały a na każde pytanie istnieje jedna prawidłowa odpowiedź.

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją ostatnią książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z granatowym profilem twarzy. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

 

Książkę można kupić w księgarniach lub przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_228283_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

Comments ( 0 )
  1. „Zarówno do prozy, jak również do poezji szkoła przykłada „mędrca szkiełko i oko”.”

    Eeeee tam. Szkoła do wszystkiego (nie tylko do literatury) przykłada „przygłupa szkiełko i oko”. Mędrców nikt w szkole nigdy nie widział.
    I to w tej głupocie, bezmyślności, bezrefleksyjności, prymitywizmie i bezalternatywności wobec odgórnie ustalonej, zawężonej do jednego równoważnika niezbyt madrego zdania, jednoznacznej i zatwierdzonej przez MEN interpretacji jest problem, a nie w braku emocji.

    Nie wiem, czy tak jest nadal, ale dawniej nad Pawlikowską-Jasnorzewską trzeba było się wzruszać, uczennicom wypadało nawet zapłakać, a piątkowe wypracowania o poezji musiały być pełne łzawej egzaltacji, a nie żadnych szkiełek i oczu…

    • No nie, dzisiaj nikt żadnych emocji nie wymaga (choć czasem WYPADA wiedzieć, jakie emocje dany wiersz POWINIEN budzić), wystarczy dokonać dokładnej analizy (czyli rozkładu, czy nawet – sekcji zwłok).

    • Edyta ZM

      Obowiązująca nowa podstawa daje wolność uczniom podczas wyboru lektur. Mądry nauczyciel nie będzie tłukł nudnych wyzwalających mordercze lub jak sugeruje prof. S. Żurek samobójczych myśli, lecz zaprosi uczniów do wspólnego skonstruowania i modyfikowania takiej listy. Zyska dzięki temu lektury, które uczniowie chcą przeczytać i współodpowiedzialność za edukację polonistyczną poprzez tworzenie przez uczniów jej elementów. Przekonuję do takiej formy funkcjonowania nauczycieli.

      • Robert Raczyński

        Poza tym pozostaje jeszcze pytanie, czym miałby kierować się uczeń korzystając z tej „wolności”? Rzutem monetą? Jeżeli nauczyciel przeprowadzi konsultacje wśród ludzi, którzy z reguły nie czytają niczego poza lajkami i hejtami, to siłą rzeczy sam podejmie decyzję sugerując cokolwiek. Wybór jest wolnością, z której korzystać mogą nieliczni świadomi. Upodmiotowienie ucznia ponosi klęskę nie dlatego, że jest solą w oku nauczycieli traktujących dzieci przedmiotowo, ale dlatego, że szafuje wolnością ludzi niezdolnych do jej wykorzystania. Wolność nie jest antytezą autorytaryzmu, twórcy podstaw wszelakich nie są w stanie tego pojąć, a proponowane przez nich rozwiązania sprawdzają się głównie na papierze…

      • Nie całkiem się zgodzę. Młodzi ludzie, nawet w wieku przedgimnazjalnym, doskonale są zdolni do korzystania z takiej wolności.
        W warunkach edukacji indywidualnej ta wolność jednak jest dość szeroka. I dzieciaki korzystają z niej z sensem. Podobnie, jak Twoje dziecko (tak podejrzewam) korzysta z niej, przekopując Twoją biblioteczkę i słuchając Twoich rekomendacji czytelniczych tak, jak słucha się recenzji, a nie tak, jak poleceń przeczytania czegoś.
        Może nie jest to wolność absolutna, ale jednak. W systemie klasowo-lekcyjnym nie ma jej ani trochę.

        Ja mogę dzieciakowi zaproponować jakąś lekturę, ale jeśli po dwudziestu stronach powie mi, że to przynudzanie i głupoty, a on tego czytać nie ma zamiaru, to mi pozostaje się pokornie oblizać i pomyśleć, co innego mógłbym mu zaproponować, albo raczej, co najlepiej będzie pociągnąć z tego, co on sam sobie znalazł.

        • Robert Raczyński

          No jasne, tylko jak to miałoby wyglądać w praktyce? Macie tu listę lektur, przeczytajcie po kawałku i dajcie mi znać jak już dojdziecie do porozumienia? Przecież to niewykonalne, a jeśli nawet, to będzie to wybór pozorny. Nie chodzi mi o wolność absolutną, ale o to, że żeby wybierać trzeba być choć trochę zainteresowanym i dysponować chociaż śladową wiedzą o asortymencie. Podkreślam, że nie chodzi mi o wybór „dobry”, ale świadomy. No chyba, że zachwycamy się już samym wyrażeniem woli… Ważne, ale dość jałowe edukacyjnie. Przypuśćmy, że dajemy wybór między Władcą Pierścieni, Trylogią i Rękopisem znalezionym w Saragossie. Czy to byłby realny wybór? Czy ktoś ma wątpliwości, co zostałoby wybrane? Niewątpliwie Tolkien wygrałby demokratycznie i bez wątpienia na wybór zasługuje. Czy jednak byłby to wybór świadomy, czy podyktowany tym, że autor jest „znany”? Dając dzieciakom takie „wybory”, dokonujemy ich za nie. Faktem natomiast jest także to, że stosując taką socjotechnikę wobec „opornych”, zyskujemy argumenty, bo nawet z manipulowanych „własnych” wyborów ludzie niechętnie się wycofują.

    • Pani Edyto — czy napewno to uczeń ma tę wolność wyboru lektur?

      Na ile rozumiem zapisy „podstawy” to pewien margines swobody (dość ograniczony) pozostawiony jest nauczycielowi. Ale uczeń ma przeczytać to, co nauczyciel mu każe.
      Oczywiście, może i bardzo często zamiast tej lektury czyta, bryk albo streszczenie. I w zasadzie indywidualna wolność ucznia sprowadza się do wyboru pomiędzy czytaniem narzuconego mu tekstu, jego otwartym nieczytaniem, co wiąże się z narażaniem na przykrości, a czytaniem jego brykowego opracowania.

      Jeśli nawet nauczyciel dobierając teksty uwzględnia pewne postulaty uczniów, to można najwyżej mówić o „uwzględnianiu opinii większości grupy (klasy)” i narzucaniu wszystkim wyników tych ustaleń. Ale wolności indywidualnej nie ma tu żadnej. Śladowy element podmiotowości przyznawany jest przez tego mądrego nauczyciela kolektywowi, ale nie jednostce. Jednostka! Co komu po niej?! Jednostki głosik cieńszy od pisku.

  2. Robert Raczyński

    Pytanie około-lekturowe: -Czy Izabela pokochałaby dziś Wokulskiego?
    Odpowiedź: -Ale tak z głowy, czy z klucza?

    Co bystrzejsze dzieci żyją w swoistej schizofrenii…

    • Marzena Żylińska Post author

      Tak, to prawda! Szczególnie te najzdolniejsze i najbardziej kreatywne muszą się nauczyć funkcjonowania w tej schizofrenicznej sytuacji. Co prawda mam własne zdanie na temat książki czy wiersza, ale piszę „dlaczego Słowacki wielkim poetą był 😉

      • Al

        Co fakt, to fakt. Najwyższą oceną z prac pisemnych w liceum mojego dziecka jest 3, co nie przeszkadza mu być jednocześnie laureatem pozaszkolnych konkursów literackich i polonistycznych. O ile do poziomu gimnazjum włącznie dawało się te rzeczy z jako takim powodzeniem łączyć, to w liceum nacisk na jedynie słuszny klucz jest masakrujący dla intelektu młodego człowieka.

    • Elbro

      Moi uczniowie pokochali Izabelę. I to wcale nie z klucza tylko z przekonania. Nie cierpieli babska do czasu, kiedy im dałam do poczytania fragmenty z kapitalnej książki Agnieszki Lisak o miłości i małżeństwie oraz fragmenty poradnika Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. Wyszło im, że to była bardzo nowoczesna kobieta, która nie dała sie sprzedać, nie chciała być ozdobą dla męża i pana i że, o zgrozo, miała własne zdanie. I że dlatego Prus jej nie lubi. Bardzo genderowo nam wyszło, ale, słowo harcerza, działo się na tych lekcjach.
      A piszę nie dlatego, żeby się przechwalać, tylko dlatego, żeby powiedzieć, że problem tkwi nie w tym, że nauczycielom się nie chce, tylko dlatego, że nie wiedzą JAK to zrobić. Błądzimy po omacku. Wpadła mi w ręce książka Lisak, więc wyszło coś interesującego, ale, ludzie, nie da się zrobić rewolucji kopernikańskiej bez wsparcia nauczycieli!!!! Podziwiam heroiczną pracę Gospodyni bloga, ale za pomocą kilku konferencji a nawet studiów podyplomowych w jednej Bydgoszczy nie wyjdziemy poza fazę pobożnych zyczeń.
      Czekam na obiecaną przez Panią Marzenę książkę z metodami.
      Serdecznie pozdrawiam

      • Robert Raczyński

        Tak na marginesie, to może już czas na nową, filmową wersję Lalki…
        Absolutną racją jest przekonanie, że bardzo wiele (ale nie wszystko) zależy od kwalifikacji nauczyciela. Dlatego uważam, że, w ramach rozsądku, nauczyciel powinien przychodzić do zawodu już przygotowany, a nie dokształcać się po godzinach. Osobną kwestią są etyka zawodowa, wyobraźnia i swoisty „oportunizm”, których nauczyć się nie można na żadnym kursie z łapanki, czy szkoleniu zapchajdziurze – tutaj potrzebna jest selekcja już na etapie studiów.

        • Eeee tam, niech już lepiej nie psują. Po Bronisławie Pawliku jako Rzeckim, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że jest tu coś do poprawienia.

          • Robert Raczyñski

            Ta ekranizacja jest genialna, nie chodzi mi o jej poprawianie – powieść zawiera jednak tyle wątków, ze z minimalnej zmiany perspektywy mogłyby wyniknąć ciekawe konsekwencje…

  3. Ewa B.

    „A może i uczniowie mogliby tę listę uzupełniać? Czy młodzi ludzie powinni w szkole jedynie czytać i omawiać utwory, które grono ekspertów uznało za ważne, czy może sami mogliby je pisać?” No właśnie – tworzenie może być dla dzieci i mlodzieży bardziej pociągające niż czytanie, a z pewnościa jest bardziej ciekawe niż czytanie utworw, które nudzą również nauczyciela. No i kwestia dojrzałości do zrozumienia np. „Zbrodni i kary” (tego pewnie nie ma w lekturach). A co było pierwsze? Pisanie czy czytanie?

    • Robert Raczyński

      Jakie tworzenie? „Moim czwartym/n-tym argumentem jest…”? „Postaram się wykazać, że…”? Witaj Janku. Jestem na wakacjach w…”? „Z okazji święta patrona naszej szkoły, chcielibyśmy zaprosić Państwa na…”?
      Szkoła ma uczyć „umiejętności”! Praktycznych! I to nic, że nikt nie zadaje sobie pytania, który z nastolatków choć raz w życiu napisał kartkę z wakacji, korzysta z maila, czy napisze choć jedno zaproszenie, bo nawet na własny ślub wybierze firmowego gotowca. Ma być realistycznie. A że nie jest? Komu to przeszkadza? Maile i zaproszenia szybko się sprawdza… I klucz nie jest skomplikowany. I zasób słów łatwy do ogarnięcia. A do ogarnięcia wyobraźni, kto napisze klucz? Jak ją wcisnąć w PISA?
      Gwoli sprawiedliwości, co mogłoby spełniać nie wiedzieć czemu przyjęte kryteria przyziemności? Hejterski komentarz na forum? Podpis pod awatarem? Czy może jednak analiza reklamy, umowy z bankiem, operatorem sieci albo wypełnianie PIT-u?
      Z drugiej strony, jeśli przyjąć (dość wątpliwą w uogólnieniu) tezę o powszechnej i nieograniczonej kreatywności dzieci, muszą być one wręcz z niej kastrowane, bo w pierwszej klasie gimnazjum, pozostają z niej już tylko marne resztki… O samodzielnym pisaniu nie ma mowy, bo przez całe lata trenują wpisywanie pojedynczych wyrazów, najczęściej wybranych z ramki. A czego w ramce nie ma…

      • Marzena Żylińska Post author

        @ Robert

        No właśnie, jeśli nie ma w ramce i nie ma w podręczniku i nie ma w kluczu … to w ogóle nie ma 🙁
        A potem chcemy, żeby szli po szkołach do firm i żeby byli kreatywni i innowacyjni, żeby umieli odchodzić od tego, czego nauczyli się w szkole i wyznaczali nowe ścieżki. W przeciwnym razie będziemy jedynie dostawcą taniej siły roboczej. Do jakiej roli przygotowują dzisiejsze szkoły, jaka sieć neuronalna powstaje w ich mózgach, sieć umożliwiająca reprodukcję czy indywidualne, innowacyjne myślenie?

      • Marzena Żylińska Post author

        @ Robert

        Przeczytałam ponownie Twój wpis. Wcześniej czytałam relacje Grażki i Anety z przedszkola. Opisywały, jak kreatywne są dzieci w ich przedszkolu. Masz zupełną rację, w szkole z tej kreatywności są kastrowane.

  4. – Jeśli szkoła jest tak destrukcyjna, to co możemy i powinniśmy zrobić ?
    – Pisać i mówić o tym głośno.
    – Robimy to !
    – Ale czy nie za cicho ? Ale czy nie za grzecznie ? Ale czy nie za długo ?

    • W sprawie destrukcyjności szkoły nie ma jednego zdania. Przypomnij sobie zachwyty po pierwszych wynikach PISA – każda żaba nóżkę wtedy do kucia podstawiała. Przy publikacji drugiej części raportu już było ciszej.

      Ostatni raport też dostarczył wielu publicystom i politykom powodu do euforii – a każdy, kto śmie choć dyskutować zostaje oskarżony o epatowanie nienawiścią – nie wiem czy czytałeś tekst Edwina Bendyka na portalu Polityki, blog „Naukonauci”.

      Wiem, że zapytasz co robić. Mówić, dyskutować, ulepszać w indywidualnej skali, domagać się autonomii, sprzeciwiać ograniczeniom. Tworzyć wyspy – inaczej tego nie widzę.

    • Zapomniałam dodać tytuł tekstu E. Bendyka – „Edukacja, znowu sukces”.

  5. Agnieszka

    „Neuroprzekaźniki uwalniają się w mózgu wtedy, gdy można samodzielnie szukać odpowiedzi na ważne pytania. Gdy odpowiedzi zostały już udzielone, sprawa jest dla mózgu zamknięta.”

    Bardzo proszę o biologiczne udowodnienie tej tezy.

    Moja wiedza pozwala mi wysunąć tezę, że każdy odbiór bodźca jest związany jest z wydzielaniem neuroprzekaźników, nawet przy słuchaniu gotowych odpowiedzi.
    Przy czym, nie zależy mi na porównaniu efektywności nauczania problemowego i podającego. Chodzi mi o prawdziwość zaznaczonych zdań.

    z pozdrowieniami
    Agnieszka

    • Marzena Żylińska Post author

      Pani Agnieszko,

      literatura dotycząca uwalniania neuroprzekaźników jest dość bogata i podaję ją w mojej książce „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”. W zasadzie wszyscy neurobiolodzy zajmujący się mechanizmem uczenia się i zapamiętywania piszą o tym. Opisanie tego mechanizmu zajęłoby kilkanaście stron. Zrobiłam to w mojej książce, ale jest przeciez wiele publikacji neurobiologów. Warto po nie sięgnąć.

      Publikacje, które w pierwszym rzędzie przychodzą mi tu do głowy:

      1) Roth Gerhard, Bildung braucht Persönlichkeit, KlattßCotta, Stuttgart 2011 – W tej książce, Roth, profesor neurobiologii bardzo dokładnie opisuje mechanizm uwalniania neuroprzekaźników.
      2) Roth Gerhard, Aus der Sicht des Gehirns, Frankfurt [Suhrkamp] 2003.
      2) Roth Gerhard, Warum sind Lehren und Lernen so schwierig?, „Zeitschrift für Pädagogik“
      2004, nr 50, s. 496–506.
      3) Roth Gerhard, Warum sind Lehren und Lernen so schwierig?, [w:] Neurodidaktik.
      Grundlagen und Vorschläge für gehirngerechtes Lehren und Lernen, red. Herrmann
      Ulrich, Weinheim und Basel [Beltz Verlag] 2009, s. 58–68.
      4) Hüther Gerald, Die Macht der innerer Bilder, Wie Visionen das Gehirn, den Menschen
      und die Welt verändern, Göttingen [Vandenhoeck & Ruprecht] 2010.
      5) Hüther Gerald, Was wir sind und was wir sein könnten, Frankfurt am Main [S. Fischer
      Verlag] 2011.

      Hüther to też profesor neurobiologii, który uważa, że właśnie niezrozumienie mechanizmu uwalniania neuroprzekaźników jest powodem złej organizacji szkolnej nauki (nuda).

      Ale może najprzystępniej omawia problem Manfred Spitzer:

      „Jak uczy się mózg” PWN 2007 i 2013

      W ostatniej książce wydanej w Polsce „Cyfrowa demencja” na str. 89 Spitzer omawia tzw. efekt Zaigarnik.
      Naszą uwagą steruje bardzo wrażliwy mechanizm, który zanim uwolni neuroprzekaźniki zawsze pyta o sens.

      Dla neurobiologów sprawa jest oczywista, neuroprzekaźniki nie uwalniają się w każdej sytuacji. Cały nasz system bazuje na tym, że jeśli ktoś naucza, to uczniowie się uczą. Nic bardziej mylnego. Nie widząc problemu, nie możemy go rozwiązać.

      Oczywiście, gdy słuchamy odpowiedzi również mogą uwalniać się neuroprzekaźniki. dzieje się tak wtedy, gdy jakieś pytanie nas nurtuje, gdy jesteśmy zainteresowani odpowiedzią, gdy jest ona dla nas ważna. gdy zacznę opowiadać Pani o nowych rodzajach kół zębatych, to po kilku minutach Pani mózg najprawdopodobniej uzna, ze ta wiedza nie jest mu do niczego potrzebna i skieruje uwagę na coś innego.

  6. Agnieszka

    Pani Marzeno,
    bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Podpisuję się pod postulatami stawiającymi na pobudzanie aktywności poznawczej uczących się.

    Jednakże, lektura podręczników neurobiologii pozwala zauważyć, że pobudzenie aksonów (np. gdy do mojego ucha wpada fala dźwiękowa z gotową informacją) wiąże się z uwolnieniem neuroprzekaźnika. I tyle. Tak to działa. Co się później dzieje z tak odczytanym bodźcem, to już osobna bajka…

    Teza, że nie mogę się nauczyć czegoś, jak ktoś mi da gotową odpowiedź jest raczej łatwa do obalenia… czy się mylę? Czy wszystko co wiemy, dowiedzieliśmy się rozwiązując sytuacje problemowe? Sama Pani powołuje się na prace książkowe… to przecież gotowe odpowiedzi.

    Agnieszka

    • Marzena Żylińska Post author

      Pani Agnieszko,

      napisała Pani: „Jednakże, lektura podręczników neurobiologii pozwala zauważyć, że pobudzenie aksonów (np. gdy do mojego ucha wpada fala dźwiękowa z gotową informacją) wiąże się z uwolnieniem neuroprzekaźnika.”

      Tak nie można powiedzieć, to jest znacznie bardziej skomplikowane. W każdej sekundzie przez wszystkie nasze zmysły dociera do mózgu około 20 milionów bodźców. Z tego mózg wybiera i dalej przetwarza około 20. Selekcja bodźców jest koniecznością i odbywa się podświadomie.
      Może się kiedyś spotkamy, to chętnie wyjaśnię ten mechanizm. Opisanie go wymaga czasu, a ja od 2 godzin próbuję odpowiedzieć na maile.

      Oczywiście, że ja uczę się z książek, ale … nie ze wszystkich. Jest wiele książek, które mnie nudzą, np. polskie książki metodyczne. Ale na nowe publikacje z dziedziny neurobiologii reaguję neuroprzekaźnikową fontanną, kupuję je (niezależnie od ceny) i zaczynam czytać nawet wtedy, gdy mam inne pilne zobowiązania. To oznacza, że mam odpowiednie nastawienie wynikające z motywacji wewnętrznej, czytam o mózgu, bo chcę, bo szukam nowych publikacji … Gdyby uczniowie mieli takie nastawienie i motywację wewnętrzną, to mogliby nauczyć się wszystkiego 🙂 I to mi się właśnie marzy!
      Nie można powiedzieć, że odbiór informacji powoduje w naszym mózgu określoną reakcję, to nie jest proces mechaniczny. Każdy mózg ocenia te docierające do nas informacje i wybiera te, które z jakiegoś powodu uznaje za potrzebne, ważne, przydatne … I każdy mózg ma własne kryteria ich oceny.

  7. Agnieszka

    Wierzę, że jako ekspert w tak interesującym obszarze jak neurodydaktyka, jest Pani zasypywana mailami 🙂 Tym bardziej dziękuję za odpowiedzi.
    Jako biolog nie czuję się przez Panią przekonana. „W każdej sekundzie przez wszystkie nasze zmysły dociera do mózgu około 20 milionów bodźców” a jak one docierają jeśli nie za pośrednictwem neuroprzekaźników?

    I tak, wierzyć w ciekawość ucznia zawsze warto. Nawet, jeśli jest on zaciekawiony gotową odpowiedzią 🙂 Jak długo będzie mógł ją przywołać z pamięci? Pewnie krócej, niż gdyby sam ją odkrył.

    Z uwagą czytam pani wypowiedzi, dziękuję za szansę rozmowy 🙂

    Pozdrawiam
    Agnieszka

    • Marzena Żylińska Post author

      Pani Agnieszko,

      jako biolog pyta Pani: „a jak one (impulsy) docierają z zewnątrz jeśli nie za pośrednictwem neuroprzekaźników?

      No nie, z pomocą neuroprzekaźników impulsy nie mogą dotrzeć z zewnątrz!!! Nie ma takiej możliwości! Neuroprzekaźniki służą komunikacji MIĘDZY neuronami. Na skutek działania potencjału czynnościowego, uwolnione z pęcherzyków neuroprzekaźniki przedostają się przez kanaliki w błonie presynaptycznej i przez synapsę (szczelinę synaptyczną) docierają na receptorów umiejscowionych na błonie postsynaptycznej. Np. w neuronie motorycznym potencjał czynnościowy zostaje zapoczątkowany we wzgórku aksonalnym, zgrubieniu, gdzie akson opuszcza ciała komórki. Jeśli chodzi o odbiór bodźców ze świata zewnętrznego, to najpierw do akcji wkraczają impulsy elektryczne, a dopiero odpowiedzią na ich działanie jest uwalnianie neuroprzekaźników. Trzeba tu jeszcze rozróżniać między Ośrodkowym Układem Nerwowym i Obwodowym. Część somatyczna Obwodowego Układy Nerwowego składa się z włókien przewodzących impulsy nerwowe pomiędzy receptorami a OUN.

      Ja to wyjaśniłam w mojej „Neurodydaktyce”, jeszcze dokładniej opisuje cały proces James W. Kalat w książce „Biologiczne podstawy psychologii”.

      Mechanizm prowadzący do uwalniania neuroprzekaźników to jedna rzecz, ale mnie najbardziej interesuje, dlaczego jedną książkę czytamy z wypiekami na twarzy (dla mnie książki, których autorami są neurobiolodzy), a w przypadku innych trudno o skupienie. Są książki do czytania których muszę się zmuszać i już po 10 minutach ucieka uwaga i niektóre strony czytam po trzy razy, choć teoretycznie powinny mnie interesować. Niby mechanizm ten sam, a jednak mózg działa w obu przypadkach inaczej!

    • ” No nie, z pomocą neuroprzekaźników impulsy z zewnątrz dotrzeć nie mogą!!! Nie ma takiej możliwości! Neuroprzekaźniki służą komunikacji MIĘDZY neuronami. ”

      A niby jak te sygnały docierają do mózgu, jeśli nie poprzez łańcuch kolejnych neuronów tworzących nerw od oka, ucha czy innego receptora do mózgu?

      Jak niby te sygnały się przenoszą pomiędzy kolejnymi neuronami w tym nerwie, jak nie poprzez uwalnianie neuroprzekaźników i tak zgrabnie przez Ciebie opisany proces przenoszenia sygnału z jednego neuronu na drugi? A potem, gdy mózg te sygnały przetwarza (nawet najgłupsze gadanie odbieramy jako hałas, więc jest to przetwarzane), to niby jaki jest mechanizm neuronalny percepcji tego hałasu? Hałas przenosi się między neuronami bez neuroprzekaźników?

      Sygnał nerwowy powodujący wypieki na twarzy przenosi się między kolejnymi neuronami poprzez neuroprzekaźniki, a sygnał nerwowy, powodujący wymioty w wyniku słuchania nudnych bzdur już neuroprzekaźników nie wymaga?
      Sygnał nerwowy, prowadzący rękę by wykaligrafowała przepiękne haiku, przenosi się dzięki neuroprzekaźnikom, a sygnał prowadzący rękę by kolorowała debilną kolorowankę w zeszycie ćwiczeń przenosi się bez ich pomocy?

      Naprawdę James Kalat i inne autorytety wyjaśniają tę różnicę sposobu transmisji sygnałów nerwowych w zależności od tego, czy nerwy transmitują informację mądrą i ważną, czy głupią i nudną?

      • Marzena Żylińska Post author

        Xawer,

        czy Ty przeczytałeś to, co napisała pani Agnieszka?
        Napisała tak: „jak one (bodźce) docierają jeśli nie za pośrednictwem neuroprzekaźników?”

        Pani Agnieszka pisze o tym, jak impulsy docierają z zewnątrz, a ja o tym, jak są przekazywane od neuronu do neuronu.

        Za chwilę zacznie się dyskusja oparta na ciągu nieporozumień i nie da się już nijak wytłumaczyć, że ja pisałam o komunikacji MIĘDZY neuronami (w synapsach) – tu informacje przenoszą neuroprzekaźniki, a pani Agnieszka o tym, jak impulsy DOCIERAJĄ z zewnątrz przez receptory.

        Więc jeszcze raz: neuroprzekaźniki to substancje służące komunikacji MIĘDZY neuronami. Bodźce nie mogą DOTRZEĆ do Układy Nerwowego z pomocą neuroprzekaźników! Bo niby skąd by się wzięły na zewnątrz całego systemu?

        Blog to nie jest miejsce na tłumaczenie natury neuroprzewodzenia. To są naprawdę skomplikowane procesy! Książka Kalata ma 600 stron, jest fascynująca!!! Kalat pokazuje, że jeszcze 20 lat temu zupełnie tego zjawiska nie rozumieliśmy, pisze też o tym Spitzer.

      • Tak, przeczytałem.

        Nie ma sprzeczności pomiędzy „jak impulsy docierają do mózgu, a jak są przekazywane od neuronu do neuronu”. Sygnały do mózgu docierają poprzez łańcuch kolejnych neuronów, tworzących połączenie nerwowe od receptora do mózgu.

        Agnieszka postawiła bardzo ściśle zakreślony problem:
        „każdy odbiór bodźca jest związany jest z wydzielaniem neuroprzekaźników, nawet przy słuchaniu gotowych odpowiedzi”

        Neuroprzekaźniki są niezbędne do transmisji kazdego sygnału nerwowego, zarówno głupiego jak i mądrego, bez nich do mózgu nie dotarłby ani hałas ani wielka poezja. Są tak samo obecne w transmisji obu tych przekazów. Bez ich wydzielania we włóknach nerwowych i obszarach mózgu, odpowiedzialnych za przetwarzanie dźwięku człowiek byłby po prostu głuchy.

        • Marzena Żylińska Post author

          Xawer,

          wiedziałam, że to tak się skończy 🙂

          Agnieszka pisała o „bodźce DOCIERAJĄ do układy nerwowego z pomocą neuroprzekaźników, a ja napisałam, że to niemożliwe. Docierać oznacza „przychodzić z zewnątrz”.
          Przykład:
          Fala akustyczna dociera do ucha (bodziec dociera z zewnątrz przez zmysły do mózgu), w uchu wewnętrznym tzw. narząd Cortiego zamienia pobudzenia znajdujących się na nim rzęsek w impulsy nerwowe.
          Neuroprzekaźniki służą do komunikacji MIĘDZY neuronami, nie mogą dotrzeć z zewnątrz, bo kto by je tam rozsypywał? 😉

        • A czymże ten mózg jest połączony z resztą Człowieka?
          I w jaki sposób, jeśli nie impulsami nerwowymi, przenoszonymi pomiędzy neuronami za pomocą neurotransmiterów DOCIERAJĄ do niego jakiekolwiek bodźce, zarówno głupie jak i ważne?

          Napisz nam więc, proszę, w wielkim skrócie JAK DOCIERAJĄ bodźce do mózgu bez udziału neurotransmiterów! Oczywiście, pytam tylko o mechanizm transmisji bodźców głupich.

          • Marzena Żylińska Post author

            Słowo „docierać” oznacza styk świata zewnętrznego z systemem nerwowym (Ośrodkowy i Obwodowy Układ Nerwowy). Przez zmysły coś dociera z zewnątrz do mózgu z pośrednictwem Obwodowego Układu nerwowego. W mózgu lub w Obwodowym Układzie Nerwowym impulsy przekazują neuroprzekaźniki, ale one nie działają na zewnątrz. Impuls nie wchodzi do układu nerwowego poprzez neuroprzekaźniki, bo te są w środku układu a na zewnątrz ich nie ma 🙂 Dlatego z ich pomocą nic nie może „dotrzeć” do układu nerwowego.

            Napisałam tekst o poezji w szkole, a teraz muszę tłumaczyć, co znaczy słowo „docierać”, ze chodzi o wejście z zewnątrz do wewnątrz i że na zewnątrz nie ma tego, co jest wewnątrz. Neuroprzekaźniki są w mózgu i w obwodowym układzie nerwowym, a na zewnątrz ich nie ma 🙂

        • Agnieszka odnosiła się do Twojego: „W każdej sekundzie przez wszystkie nasze zmysły dociera do mózgu około 20 milionów bodźców” —
          pisała więc o „docieraniu do mózgu” a nie o „docieraniu do zewnętrznej granicy obwodowego układu nerwowego”. Oczywiście, jeśli postawimy granicę na zewnątrz receptorów, to neuroprzekaźnki nie mają nic do rzeczy dla recepcji sygnałów zewnętrznych.

          Tak czy inaczej, wracając do pierwotnej kwestii, poruszonej przez Agnieszkę: neuroprzekaźniki uczestniczą i sa niezbędne dla przekazywania i przetwarzania informacji o tym, że wdepnąłem lewą bosą stopą w krowie łajno, dokładnie tak samo jak w przetwarzaniu czytanego przeze mnie wiersza Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej i moich wzruszeń nad nim.

          • Marzena Żylińska Post author

            Xawer,

            to skrót myślowy. Wpisy blogowe nie nadają się do tego, żeby uwzględniać tu szczegóły neurotransmisji. Neurony są różne i różnie się komunikują, mamy w sobie również bardzo długie aksony, po których biegną impulsy elektryczne bez pośrednictwa synaps i neuroprzekaźników. Trzeba tu uwzględnić Ośrodkowy i Obwodowy Układ Nerwowy, to naprawdę nie jest temat na blogowe wpisy. Mnie chodziło o styk „świat zewnętrzny – układ nerwowy”. Same neuroprzekaźniki to nie wszystko, przecież są jeszcze impulsy elektryczne i one …… I tu znów można długo …
            Ale najbardziej deprymuje mnie w tych dyskusjach to, że nie dotyczą tematu, że robią się z tego takie przepychanki, padają niepotrzebne słowa, bo nie dość precyzyjnie coś powiedziane.

  8. Agnieszka zaczęła od jasno i wąsko postawionego pytania dotyczącego wyłącznie neuroprzekaźników, a nie wszystkiego innego, impulsów elektrycznych, etc.:

    „Neuroprzekaźniki uwalniają się w mózgu wtedy, gdy można samodzielnie szukać odpowiedzi na ważne pytania. Gdy odpowiedzi zostały już udzielone, sprawa jest dla mózgu zamknięta.”
    Bardzo proszę o biologiczne udowodnienie tej tezy.

    Tego dowodu się nie doczekała (ja też chętnie bym go zobaczył).
    Powtórzę za Agnieszką: nie chodzi tu o kwestionowanie tez Twojego artykułu (z którymi ja się w pełni zgadzam, a jak sądzę Agnieszka zapewne też), ale o samą kwestię roli neurotransmiterów w tym procesie. Agnieszka ujęła to zastrzeżenie w ten sposób: „nie zależy mi na porównaniu efektywności nauczania problemowego i podającego. Chodzi mi o prawdziwość zaznaczonych zdań.”

    Przyłączyłem się do jej pytania. Nie chodzi o tezy Twojego artykułu, ale o argumentację, jakiej użyłaś, a której zasadność Agnieszka kwestionuje — w moim rozumieniu jak najzupełniej słusznie.

    Nie ma niczego gorszego, niż podpieranie słusznych tez fałszywą argumentacją!

    • Marzena Żylińska Post author

      Tak, do roli neuroprzekaźników w procesie uczenia się na pewno warto wrócić!!! Temu tematowi poświęcone są też książki i artykuły, które podałam Agnieszce. Trzeba tylko wrócić do mózgu, bo to tam dokonuje się selekcja bodźców, a nie analizować funkcję Obwodowego Układu Nerwowego. To właśnie układ limbiczny, podkorowa struktura mózgu wybiera z tych milionów informacji, które płyną z zewnątrz, około 20, które dalej przetwarza, a resztę traktuje jako szum informacyjny. Na pewno warto to opisać, bo to ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia procesu uczenia się. Jednak nie warto robić tego w komentarzu, ale jako osobny tekst, albo nawet 2 lub 3 teksty, biorąc pod uwagę złożoność problemu i blogowe normy. Muszę mieć jeden lub dwa wolne dni i może z tego wyjść fajny tekst. W każdym razie warto to zrobić, by wytłumaczyć, że przesyłanie informacji w mózgu (to nas interesuje, w Obwodowym Układzie Nerwowym jest inaczej) nie następuje mechanicznie.
      Xawerciu, za bardzo się podkręcasz i używasz za mocnych słów. Myślę, że nie warto 😉 U mnie czas to najbardziej deficytowy towar, sam wiesz dlaczego. Oczekiwanie, że będę odpowiadać wyczerpująco na wszystkie pytania, również te, które nie mają nic wspólnego z tym, o czym piszę, jest nierealne. Ale o tym, jak mózg selekcjonuje informacje, które do niego napływają i jaką rolę w tym procesie odgrywają neuroprzekaźniki, chciałabym napisać, chocby dlatego nasze szkolne podręczniki tej wiedzy nie uwzględniają. Ja dziś cały dzień w pracy, więc pozdrawiam serdecznie i zmykam do studentów.

  9. Robert Raczyński

    Przedmiotem tej dyskusji nie są mechanizmy neurologiczne i nie chodzi nam o fizjologię, ale o ogólne czynniki wpływające na mechanizm uczenia się. Z punktu widzenia fizjologii nie ma różnicy, czy np. dopamina uwalnia się na skutek naukowego olśnienia, czy też radości, że się nie wdepnęło w…
    Moja skromna wiedza o neurologicznych podstawach uczenia się kończy się na doświadczeniach przeprowadzanych jeszcze w latach 80-tych wieku ubiegłego, kiedy wykazano, że proces edukacyjny zachodzi najefektywniej (prawdziwy wytrysk dopaminy i innych neurotransmiterów), gdy uczący się ma możliwość budowania hipotez co do przyswajanych treści i swobodnego popełniania „cognitive errors”. Innymi słowy, w ogromnym skrócie, w mózgu powstaje nieustannie korygowana „mapa” problemu i uczymy się na błędach (w sumie nic specjalnie odkrywczego, ale przynajmniej mechanizm potwierdzony).
    Marzena wielokrotnie wskazywała, że szkoła hamuje obydwie składowe tego procesu. „Przerabianie” poezji jest tego dobrym przykładem. Wypaczona idea „upodmiotowienia” doprowadziła do uznania, że wszystko jest zbyt trudne, a ludzie zbyt głupi by używać wyobraźni i rzeczywiście się czegoś uczyć.

  10. Robert Raczyński

    Dlaczego jednak nawet najlepiej napisany, „wprowadzony i omówiony” wiersz nie wywołuje u wszystkich uczniów wystarczającego zainteresowania? Najprostsza i logiczna przyczyna (brak wystarczającej wiedzy i wrażliwości do wywołania emocji, czyli niedostatek wydzielonej dopaminy) nie musi być jedyną. Okazuje się także (co zawsze uważałem za pewnik i niejednokrotnie podkreślałem), że rola nauczyciela jako pierwotnej przyczyny i stymulatora poznania jest przeceniana, gdyż teoria nauczania nie brała dotąd pod uwagę indywidualnego poziomu dopaminy w mózgu (Esther Aarts, Psychological Science 2014). Ekstrapolując wyniki tych badań, można założyć, że za niepowodzenie procesu dydaktycznego odpowiedzialne może być nie tylko niewystarczające motywowanie uczniów, ale także nadmierne dostarczanie bodźców. Z lekcji znudzony wyjdzie nie tylko uczeń, dla którego zajęcia nie stanowiły żadnego novum i intelektualnego wyzwania, ale także ten, u którego dopamina została przedawkowana z powodu jej naturalnie wysokiego, wyjściowego poziomu. Krashen miał oczywiście rację (input + 1), ale nie ma prawd absolutnych…

    • Marzena Żylińska Post author

      Robert,

      dopamina to jeden z wielu neuroprzekaźników koniecznych do tego, żeby mógł zachodzić proces uczenia się. Trzeba też uwzględnić to, że są neuroprzekaźniki endogenne i egzogenne, do syntezy tych ostatnich potrzebne związki prekursorowe muszą zostać pobrane z pożywienia. Gdy dziecko na śniadanie zjadło paczkę chipsów, albo bułkę z dżemem, to można przyjąć, że prawdopodobieństwo niedoboru waznych substancji chemicznych jest bardzo duże.

      Nawet najmniejsze niedobory mogą zakłócić proces przetwarzania informacji. Acetylocholina powstaje z choliny występującej w kalafiorze i mleku. Organizm może ją pozyskiwać również z lecytyny zawartej w żółtkach jajek, wątrobie, soi czy orzeszkach ziemnych. Powstanie dopaminy, noradrenaliny i adrenaliny wymaga zaś obecności takich prekursorów, jak tyrozyna czy zawarta w białkach roślinnych fenyloalanina. Z kolei prekursorem innego ważnego neuroprzekaźnika, jakim jest serotonina, jest aminokwas o nazwie tryptofan, który organizm również musi pozyskać z pożywienia. Poziom tryptofanu wzrasta, gdy dieta jest bogata na przykład w soję. Aby cały system zadziałał, prekursory neuroprzekaźników muszą zostać przetransportowane w odpowiednie miejsca, a to z kolei jest możliwe, gdy węglowodany spożywane są razem z białkami. Dzięki węglowodanom prawdopodobieństwo przedostania się tryptofanu do mózgu znacznie się zwiększa. ….. To fragment z „Neurodydaktyki”. Problemowi temu poświęciłam sporo miejsca i uwagi.

      Wiara w to, że sukces szkolny jest jedynie pochodną pracy ucznia jest fikcją. Nasz mózg to jedna wielka fabryka chemiczna. Ale dla mnie chyba najistotniejsze znaczenie ma fakt, że nasze słowa, uśmiech lub złośliwe uwagi również wywołują uwalnianie określonych związków chemicznych i wpływają na zmianę sieci neuronalnej. Słowo zamienia się w biologię … I to zależy od nauczyciela. To takie sprzężenie zwrotne, nauczanie to interakcja. Jak by na to nie patrzeć, od nauczyciela zależy więcej niż ja jako nauczyciel jestem w stanie udźwignąć. Im więcej wiem o mózgu, tym bardziej rozumiem, jaka ciąży na nas odpowiedzialność. OGROMNA!

      • Robert Raczyński

        Nie chciałem tu niczego upraszczać, bo ilość czynników kształtujących aktywność mózgu jest przeogromna. Chodziło mi bardziej o to by nie przeceniać któregokolwiek z nich, wybranego ad hoc, w wybranym oportunistycznie kontekście.

  11. Mirosława Iwasiewicz

    Witam Wszystkich, szczeególne Autorkę bloga – bardzo interesujący. Tematykę podjęliście Państwo trudną, pewnie przekraczającą ramy bloga. Wpis komentatora wmarianski nasunął mi myśl, że ze względu na rozrzut zagadnień i wagę Waszych uwag należałoby stworzyć listy Warunków Koniecznych Dobrego Uczenia – dla nauczycieli i rodziców. Jako punkt 1. żywienie dziecka (była mowa o śniadaniu), punkt 2. Stymulacja środowiska (przede wszystkim rodziny), punkt 3. stymulacja nauczycielska (stosunek do nauczania, wiedza, metody) itd.

  12. A do czego komuś miałaby słyżyć taka lista?

    Czyżby bez wiedzy (wypisanej na liście), że jedzenie jest wskazane dla procesu uczenia się, ktokolwiek rozsądny odmawiałby dziecku śniadania? Albo też, czy ktoś, kto teraz karmi swoje dziecko niedogotowaną brukwią raz dziennie, zacznie mu dawać pożywne i smaczne śniadania pod wpływem olśnienia, że to pomaga w nauce?

  13. Anida

    Problem z czytelnictwem, a właściwie z czytaniem lektur, faktycznie nie jest prosty do rozwiązania. Jestem matką dwóch nastoletnich synów i niestety co do lektur zaliczyłam wychowawczą wpadkę. Przy starszym pilnowałam zawzięcie, aby czytał wszystkie lektury do czasu, kiedy będąc w gimnazjum udowodnił mi, że ma lepsze oceny z testów sprawdzających znajomość lektury, kiedy korzysta z gotowych opracowań i streszczeń. Zauważyłam jednak, że nie zawsze korzysta z gotowców, że są lektury, które czyta z chęcią, a nawet dzieli się wrażeniami po ich przeczytaniu. Od tamtej pory nie naciskam na czytanie od deski do deski wszystkich szkolnych lektur, tym bardziej że czyta inne bliskie jego zainteresowaniom. Natomiast z młodszym synem miałam inną przygodę – zdecydował się przeczytać lekturę już po omówieniu jej na lekcji języka polskiego, gdyż zachęcił go do tego kolega z klasy. Piszę o tym dlatego, że podzielam zdanie autorki blogu, że w czytaniu książek, czy też poezji, ogromną rolę odgrywają emocje. Chyba z tego też powodu nie wszyscy czytamy to samo, ale za to możemy dzielić się wrażeniami, spostrzeżeniami, refleksją po przeczytaniu tej, która na dany moment osobiście podpasowała. Owszem kanon lektur obowiązkowych powinien być i najlepiej aby tworzyły go wszystkie zainteresowane strony, w tym uczniowie. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby ta tak zwana literatura dodatkowa (uzupełniająca, do wyboru) była tworzona na potrzeby danej klasy. A może umożliwić uczniom z klas starszych recenzowanie dla młodszych koleżanek i kolegów przeczytanych książek. W końcu dla nastolatków ważniejsza jest opinia rówieśników niż ministerialnych ekspertów.

    • Iwona Krakowiak-Bzymek

      Poezja w szkole
      Iwona Krakowiak-Bzymek w dniu piątek, 16 styczeń 2015, 21:55 napisał(a)

      „Polacy czytają coraz mniej” to zdanie stało się dla mnie powodem do rozpoczęcia dyskusji, pojawiło się ono bowiem kilkakrotnie w mediach, rozpętało nawet Facebookowy szał wywoływania znajomych do przysłowiowej tablicy, przy której mieli wyśpiewać swoją listę książek. Kolejnym zadaniem literackiego wtajemniczenia na słynnym portalu okazała się magiczna cyfra przeczytanych książek, stanowiących postanowienie noworoczne każdego Polaka.
      Nie czytamy wierszy, bo żeby czytać poezję trzeba przejść do kolejnego etapu literackiego (czytelniczego) wtajemniczenia. Skąd mamy wziąć klucz do bram, za którymi rozpościera się tajemnica? Do bram, których nie otworzy klucz zadań egzaminacyjnych, narzucony przez nauczyciela, który nie chce zabrać swych uczniów w podróż w nieznane.
      Swe rozważania podsumuję stwierdzeniem, że powodem niskiego poziomu czytelnictwa są urzędnicy państwowi, którzy wciąż nie potrafią nadać kulturze wysokiej rangi. Ludzie kultury są wciąż najsłabiej opłacani. Do niedoinwestowanych bibliotek, teatrów oraz innych instytucji kultury coraz rzadziej zagląda ich potencjalny odbiorca. Dlaczego, bo od dawna większość bibliotek nie zakupiła nowych książek, w teatrze grają coraz słabsze sztuki, redukują liczbę etatów.
      Zakończę słowami Agnieszki Holland, która podczas rozdania Paszportów Polityki apelowała do „najwyższych”, że „jeśli kultura nie stanie się ważnym głosem w naszym życiu, będzie z nami źle”

  14. student Mariusz

    Wiersz jest cudem. Dobrze napisany wiersz, to znaczy taki, jak np. Krzysztofa Ćwiklińskiego.

    Aby o tym cudzie rozmawiać, muszą między ludźmi zaistnieć emocje. Nauczyciel owe emocje winien w swojej pracy dydaktycznej mieć na względzie. Poniekąd je projektować poprzez wybór tekstów. A potem prowokować do wyborów indywidualnych i do skłaniać do obrony swojego stanowiska. Jedno łączy się z drugim i buduje osobowość, bo i uczy (podaje określone wzorce), i otwiera na wybór. Projektuje tym samym twórcze zachowania.

    Jest jeszcze sprawa języka. By o czymś sprawnie komunikować, należy bogacić zasobnik słów i pojęć. Uważam, że kostyczny nadmiar szkodzi tym, którzy są zobowiązani taki zasób posiadać.

    Rozmowa o poezji jest dyskusją o emocjach, o świecie i światopoglądach oraz o języku, czyli sztuce. By to łączyć w rozmowie z klasami, trzeba się napracować.

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.