System testocentryczny – część I.

Skąd się wzięło słowo „testocentryczny”?

Przed kilku laty wymyśliłam słowo „testocentryczny”, bo uważałam, że go w naszym edukacyjnym dyskursie brakuje i że dobrze oddaje istotę obecnego systemu edukacyjnego. Znaczy on tyle, że testy stały się nie tylko głównym punktem odniesienia szkolnej edukacji, ale i jej celem. Ale nie o same testy tu chodzi, ale o logikę systemu, którego są ukoronowaniem. Został on oparty na przekonaniu, że uczniom można wyznaczać zewnętrzne cele i z pomocą systemu nagród i kar wymuszać ich realizację, że można w procesie uczenia się pominąć autonomię uczącej się jednostki, że na każde pytanie jest jedna prawidłowa odpowiedź.  Fundamentem owej logiki jest przekonanie, że naukę nie tylko można, ale wręcz trzeba wymuszać, bo nikt z własnej woli uczyć się nie chce. Jeśli przyjmie się założenie, że przymus w szkole jest konieczny, to nie trzeba podejmowac starań o to, by stworzyć bogate w bodźce, zachęcające do działania i umożliwiające aktywność uczących się podmiotów środowisko edukacyjne, ale można skupić się na wyznaczaniu zewnętrznych celów i kontroli stopnia ich realizacji. Ponieważ w takim sformalizowanym i pozbawionym spontaniczności systemie większość dzieci rzeczywiście szybko traci motywację i chęć do uczenia się, jego twórcy utwierdzają się w przekonaniu, że dzieci nie lubią się uczyć i trzeba je do tego zmuszać. Kiedyś narzędziem przymusu były kary cielesne, klęczenie na grochu lub bicie linijką po łapach, dziś mamy testy.

Samo słowo „testocentryczny” jest kalką językową określeń z niemieckiego żargonu metodycznego. Wzorem były dla mnie zwroty „schülerzentrierter Unterricht” i „lehrerzentrierter Unterricht“. Tłumacząc dosłownie, pierwsze wyrażenie oznacza „lekcje, w których centrum stoi uczeń”, a drugie „lekcje, w których centrum stoi nauczyciel”. Te dwa określenia oddają dwa zupełnie różne podejścia do edukacji. W szkolnej codzienności wciąż jeszcze dominuje to drugie i jest to logiczna konsekwencja starej kultury nauczania i tradycyjnego modelu kształcenia metodycznego, w którym całym procesem dydaktycznym steruje nauczyciel. Jego atrybutem są rozbudowane, wielostronicowe konspekty, określane również jako scenariusze lekcji, w których nauczyciel co do minuty rozpisuje, co uczniowie powinni robić i mówić. Przy zaleceniach takich konserwatywnych metodyków Orwell wypada blado. On umiał jedynie wymyślić, że ludzi można w każdej minucie obserwować, metodycy reprezentujący dawną kulturę edukacyjną poszli dużo dalej i zdecydowali, że zachowaniem uczniów można precyzyjnie sterować, planując co mają robić i mówić w określonej minucie lekcji.

Traktowanie uczniów jak wykonawców poleceń nauczyciela niesie z sobą określone skutki. Wnioski płynące z neuronauk nie pozostawiają wątpliwości, nasz mózg bardzo słabo poddaje się zewnętrznemu sterowaniu, a w sytuacji przymusu nie wykorzystuje swojego potencjału. Ciągłe zmuszanie uczniów do wykonywania poleceń nauczyciela niszczy motywację do nauki i czyni ją przykrym i niechcianym obowiązkiem. „Musisz” wyklucza „chcę”. Potwierdza to zainicjowane przez badaczy z Oslo i przeprowadzane w wielu krajach, w tym również w Polsce, badanie ROSE. Pokazuje ono, że im bardziej sformalizowany system, tym bardziej sceptyczną postawę przyjmują uczniowie.

Przejawem zbiurokratyzowania, sformalizowania i przeracjonalizowania dzisiejszego systemu oświaty jest planowanie i kontrola, czyli zebranie drobiazgowych celów nauczania w podstawie programowej i sprawdzanie stopnia ich opanowania za pomocą zewnętrznych testów opartych na zero-jedynkowym kluczu. Najpierw grupa ekspertów ustala, w co należy uczniów wyposażyć, a następnie oczekuje się od nauczycieli, że ci sprawią, by określone informacje znalazły się w uczniowskich głowach. Takie podejście pomijające autonomię uczących się osób, jest zupełnie sprzeczne z dzisiejszą wiedzą na temat sposobu funkcjonowania ludzkiego mózgu. Tego ostatniego w nic nie można wyposażyć, bo każdy ma swój własny system selekcji informacji i przetwarza jedynie te informacje, które z jakiegoś powodu uzna za ważne lub potrzebne i które jest w stanie przetworzyć. Pomijanie autonomii uczniów i wiara w to, że proces uczenia się można wymusić z pomocą nagród i kar jest przejawem braku wiedzy o funkcjonowaniu mózgu.

 

Planowanie i kontrola

Filozofię systemu testocentrycznego dostrzec można nie tylko w samych testach, ale w całej obecnej organizacji procesu dydaktycznego, która konsekwentnie pomija autonomię uczących się jednostek. Osoby wierzące w to, że drobiazgowe zapisanie wszystkich celów dydaktycznych wymusi ich opanowanie, zazwyczaj wierzą również w potęgę ewaluacji. Logika systemu testocentrycznego schodzi na poziom nauczycieli. Ci jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego muszą stworzyć plan pracy na cały rok i wszystkim tematom przyporządkować konkretne daty. Od niektórych nauczycieli wymaga się nawet planów obejmujących kilka lat. Orwell niech się wstydzi! O takim zniewoleniu jednostek i pozbawieniu ich możliwości reagowania na to, co przyniesie życie, nawet on nie pomyślał.

Taki plan wynikowy, czy rozkład materiału, można przyrównać do funkcjonujących w gospodarce socjalistycznej planów pięcioletnich. Najprawdopodobniej były one jedną z głównych przyczyn upadku systemu socjalistycznego, który wszystkim miał zapewnić dobrobyt i szczęście. Idea gospodarki planowej była prosta, najpierw trzeba zrobić dobry plan, a potem kontrolować, czy jest realizowany. W planie pięcioletnim nie można było przewidzieć ani powodzi, ani suszy, ani wahań cen surowców, ani popytu na różne produkty. Człowiek myślący i posiadający choćby minimum pokory wobec życia wie, że precyzyjnie trudno zaplanować nawet bieżący tydzień. Dlatego gospodarka planowa była eksperymentem skazanym na porażkę. Nie przyniosła nam ani dobrobytu, ani szczęścia, ale zniewolenie, fikcję, działania pozorne i bolesne poczucie absurdu, którego symbolem stał się barejowski Miś. Gospodarka planowa, oparta na przekonaniu, że można zapanować nad życiem i niedoceniająca jego złożoności, musiała, jak każda arogancka koncepcja, uznać swoją porażkę. Na rozwój gospodarki wpływ ma tak wiele czynników, że drobiazgowe planowanie nie jest możliwe. Jeśli jednak uznamy za aksjomat twierdzenie, że wszystko da się przewidzieć i zaplanować, to ów plan pięcioletni przestaje być przejawem myślenia życzeniowego, a staje się faktem. Prawdziwe życie przestaje być ważne, co więcej, ono przestaje być realne; realny jest już tylko PLAN i kontrole sprawdzające stan jego realizacji. Immanentą częścią składową tej „planocentrycznej” filozofii jest fikcja. Ponieważ nie można zaplanować tego, co przyniesie życie, trzeba tak naginać fakty, by pasowały do planu. Kiedyś prowadziło to do malowania trawy na zielono, dziś do przeprowadzania testów podsumowujących trzyletni kurs gimnazjalny 12 tygodni przed zakończeniem roku szkolnego. To czysty absurd, ale w systemach opartych na fikcji absurdy ani nie dziwią, ani nie oburzają.

cdn.

Tekst jest zbyt długi, więc podzieliłam go na części 🙂 Za tydzień wstawię drugą, a może będzie i trzecia 😉

Ostatnio mam bardzo mało czasu, a powinnam napisać o wielu sprawach, np. o tym, jak przebiegła wizyta Manfreda Spitzera w Polsce, o wynikach najnowszego testu PISA (mam wrażenie, że najważniejszych problemów dotychczas  w publicznym dyskursie nie poruszono), powinnam napisać o najnowszych książkach Geralda Hüthera „Biologie der Angst” (Biologia strachu) i „Lernlust” (Chęć do uczenia się) i Salmana Khana „Akademia Khana”. Dużo ostatnio jeżdżę, dużo czytam, piszę artykuły, chciałabym mieć więcej czasu, żeby odpowiedzieć na wszystkie maile i blogowe komentarze (Xawer, na Twój ostatni na pewno odpowiem, bo bardzo ważny!!! W najbliższy wtorek wezmę udział w konferencji organizowanej na UW, a poświęconej temu, jak w pierwszych klasach uczyć matematyki. Może uda mi się o niej napisać 🙂

W czwartek 19 grudnia o godzinie 15.00 mam wykład w Bibliotece Pedagogicznej w Toruniu. Wszystkich chętnych serdecznie zapraszam!

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją ostatnią książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić również przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

 

Comments ( 0 )
  1. W zupełności się z panią zgadzam, wszystkie wnioski jak najbardziej trafne.

  2. Dawid

    Jestem studentem i odbywam właśnie praktyki pedagogiczne. Moje doświadczenia niestety wpisują się w to, o czym napisała autorka tekstu. Kiedy prowadzę moje lekcje, na koniec uczniowie zazwyczaj zadają jedno pytanie: „To co z tego może być na teście?”.
    Po takich pytaniach zadaje sobie pytanie, co zrobiłem źle.

  3. Ola , Paula

    Również jesteśmy praktykantkami i w zupełności zgadzamy się z Autorką tekstu. Uczniowie chcą nauczyć się tylko tego, co będzie na teście. Co jest jeszcze niepokojące, uczniowie chcą test „tylko” zdać, nie mają aspiracji by zdobyć wysoką ilość punktów. U nas w klasie są wprawdzie osoby, które są naprawdę zainteresowani naszymi lekcjami – co nas bardzo cieszy – jednak jest ich bardzo mało…

  4. Paweł

    Krótko mówiąc przyzwyczajamy już uczniów pierwszej klasy podstawówki do treści tego pięknego zwrotu stosowanego kiedyś tylko wobec licealistów „… to jest ważne!… bo może być na maturze…”

    Nie znam nauczyciela, który potrafi szczerze odpowiedzieć co zrobi na lekcji z 3 c w dniu 13.04.2014, ale rozkład materiału każdy n-l musi mieć.

    „Naukę” w szkole kończymy o 15:00, a o 15:30 zaczynamy prawdziwą naukę na warsztatach z biologii, o 18:00 oglądając film o czarnych dziurach uczymy się fizyki, na który natrafiliśmy przez przypadke oglądając filmy o kotach na Youtube. Po takim filmie zainteresowani tematem natrafiamy na blog astronoma, z bardzo ciekawym artykułem, ale już 19:00 więc trzeba wyłaczyć komputer, bo „na jutro tyle zadane”, a jeszcze trzeba posprzątać, wykąpać się zjeść kolację. Więc do 19:20 „uczymy się” i szybko przestajemy, odkłądając najnudniejsze zadania, ” aaa tam, tego nie będzie sprawdzać”, a to „jest na za tydzień”, to „moge spisać na przerwie”, a na tamtej lekcji moge wziąć nieprzygotowanie. Wtedy wracamy do artykułu na blogu… myśląc, że skończyliśmy naukę na dziś.

    • flyordie

      Coś w tym jest i bardzo podoba mi się określenie „nauczanie testocentryczne”-> tzw. nauczanie „pod klucz”. Zabija się kreatywność w zarodku. Pytanie, dlaczego na lekcjach fizyki nie można obejrzeć ciekawego filmu choćby z YT np o narodzinach Ziemi?

      • Marzena Żylińska Post author

        @ flyordie

        Tak, o to tu właśnie chodzi! Problemem nie są same testy, ale ten sztywny, biurokratyczny gorset, który niszczy wszelką spontaniczność, radość i kreatywność.

  5. Justynka

    W wyżej opisanym „systemie testocentrycznym” uczniowie tracą motywację. Zdobywanie wiedzy odczuwają jako bolesny obowiązek, gdyż w szkołach nie ma życia. Uczniowie zasadniczo oddzielają szkołę od życia. Fascynację, zainteresowania, upodobania rozwijają dopiero po zajęciach szkolnych, w domu. Należałoby zadać sobie pytanie, jaki wpływ ma filozofia tego systemu na postawę ucznia i nauczyciela. Czy nauczyciele wcielający w życie ideę tradycyjnej metodyki, która nie odpowiada potrzebom i wymaganiom współczesnego świata, chętnie widzieliby się w roli ucznia, któremu odebrano motywację i chęć do nauki, tylko dlatego, że testy obejmują wąski zakres wiedzy.

  6. To co robimy ? Co możemy zrobić ?
    Co możemy zrobić, żeby nasze publikacje i dyskusje nie były tylko „głosami rozpaczy” (parafraza słów Agaty Wilam) ?
    Pytam zupełnie nieretorycznie.

  7. Dawid Grabowski

    Mam ksiazke. Przyleciala do mnie do Holandii i to bardzo szybko. Widocznie dobre ksiazki maja mocne i szybkie kartki.

    Ja przez caly rok ucze klasy maturalne, lekcja w lekcje, jak dobrze zdac test z j. niemieckiego. Ucze ich tego za pomoca testow lat poprzednich. Inne przedmioty prowadzone sa identycznie. Nudy! Sami maturzysci przyznaja ze to najgorszy i najnudniejszy rok ze wszystkich 7, i najwazniejszy… Od 1 do 6 klasy jest przeroznie, jak na szkole Steinera przystalo. Naprawde robie duzo: ostatnio wymyslilem Projekt, w ktorym 6 klasisci (17-18 lat) ucza Niemieckiego pierwszakow (11-12 lat). Kazdy szostak ma swoja grupke po 5, 6 pierwszakow. No i przygotowuja lekcje, tworza zadania by nauczyc cyfr, wierszy. Daja je po godzinach lekcyjnych. Calosc trwa 2 miesiace. W nastepnym roku szkolnym maja zostac wprowadzone w obowiazkowy plan zajec! Sukces! No i taki szostak trafia do tej 7 klasy. 7 jest stworzony specjalnie dla testow. Jaka wiedze one mierza, ta 7 letnia, czy z 7go roku? To jest system testocentrycznowaty.

  8. Dawid Grabowski

    http://youtu.be/pjKiQYg2Y4o

    Wyklad Spitzera: zrobmy sprawdzian z wszystkiego oprocz z ostatnich 6 tygodni, zamiast z ostatnich 6 tygodni – uczniowie i tak ucza sie jedna noc przed sprawdzianem, co dlugotrwale nie przetrwa. Robiac z wszystkiego oprocz tych 6, sprawdza co dlugotrwale sie nauczyli.

  9. Wojtekw

    Wlazłem tu z FB. Bo artykuł zapowiadał się ciekawie. Jednak nie chce mi się go czytać. Ogromne bloki tekstu każą mi uciekać. Nie dotrwam do drugiego akapitu. Zostawiam za to komentarz. Proszę o zmianę tekstu. Proszę użyć kopirajterskich śródtytułów + obrazki. Wówczas tekst zrobi się czytelny.

    • Monikasz

      Obrazki najlepiej takie do pokolorowania :).

    • Marzena Żylińska Post author

      Wojtek,

      ten Twój wpis jest REWELACYJNY!!!!!! Dziękuję! To najlepszy przykład na różnicę między Digital Natives i Digital Immigrants. Napisałeś komentarz, bo tytuł Cię zachęcił, ale forma była zbyt trudna, zbyt mało przyjazna lub zwyczajnie zniechęcająca. Długość tekstu to 2 strony i 4 linijki, 785 słów, 5007 znaków (bez spacji). Podzielony został na 7 akapitów. I taki tekst był dla przedstawiciela generacji cyfrowych tubylców nie do przełknięcia!
      Wojtku, rozumiem to tak, że czytasz tekst, który Twoim zdaniem mógłby być dobry, ale kobiecina nie wie, jakie są zasady pisania tekstów przyjaznych czytelnikowi, więc chciałeś mi w dobrej wierze doradzić i podpowiedzieć, jak powinnam pisać blogowe wpisy. Piszę to bez najmniejszej ironii, odebrałam to jako chęć pomocy.
      Wojtku, moja forma pisania nie jest przejawem niewiedzy, ale moją świadomą decyzją! Formę, jaką mi proponujesz, ja uważam za obrazę czytelników. Ja wychodzę z założenia, że człowiek zainteresowany tematem jest w stanie przeczytać dwustronicowy tekst nawet jeśli nie ma tam obrazków. Ty uważasz inaczej i ja to doskonale rozumiem. Cyfrowych tubylców opisałam przecież w mojej „Neurodydaktyce”.
      Dziękuję za ten komentarz, wykorzystam go (jeśli nie masz nic przeciwko temu) w jednym z klejnych artykułów, bo on doskonale pokazuje, jak trudno w szkole czy na uczelniach dogadać się przedstawicielom cyfrowych tubylców i cyfrowych imigrantów. To, co dla jednych jest oczywiste, dla drugich jest śmieszne czy niedorzeczne; tak samo jest w drugą stronę.

      @ Monika
      No właśnie!

      @ Dawid
      Czy napisałeś o „Neurodydaktyce”? Jeśli zabrałeś się za jej lekturę, to czekam z niecierpliwością na Twój kometarz 😉

      Twój opis funkcjonowania szkoły steinerowskiej!!! jest doskonałym przykładem na globalizację w edukacji. System testocentryczny zabija wszelkie próby szukania w edukacji innych dróg, bo wszystkie muszą prowadzić do testów. O tym też muszę napisać!!!!!!!

      @ Piotr
      Pięknie dziękuję za życzenia. W kwietniu znów będę gościć u Państwa.

      Wszystkim pięknie dziękuję za życzenia i przepraszam, że tak tak późno odpisuję na komentarze, albo w ogóle nie odpisuję, ale wierzcie mi, czytam, piszę, piszę, piszę i robię materiały do Moodla, czyli zarobiona jestem ….. 😉

      • Wojtekw

        Jasne. Wykorzystaj w następnym artykule.
        Wiedziałem, że to dobry przykład 🙂

      • Dawid Grabowski

        No jasne, ze o Pani „Neurodydaktyce”. Za 60 zlotych wysla ja wszedzie. Transport jest drozszy od samego dziela. 10 € za ksiazke naukowa, niesamowite! Zaplacilbym 25-35 €, przyczym Digitale Demenz Spitzlera 19,99 € + przesylka, albo jako iBook za tyle samo bez przesylki.

        Czy Neorodydaktyka bedzie tlumaczona? Na angielski, niemiecki, holenderski?

        Wesolych Swiat!

        • Marzena Żylińska Post author

          @ Dawid

          Ojej, to przesyłka jest dużo droższa niż sama książka! Zapewne za jakiś czasy pojawi się też ebookowa wersja „Neurodydaktyki”.
          A czy będzie tłumaczona na inne języki, tego nie wiem. Bardzo bym się cieszyła, gdyby tak się stało, ale to nie ode mnie zależy 🙂

          @ Wojtek

          Dziękuję!
          To pewnie nie będzie w nastepnym artykule, ale na pewno wykorzystam.
          Pozdrawiam świątecznie 🙂

  10. Stefan

    Szanowna Pani
    Dotknela Pani znanego problemu. System edukacji nie tylko w Polsce ksztalci glownie w kierunku wyrabiania zdolnosci zdawania testow.
    Nie ma zupelnie znaczenia czy jest on skierowany na ucznia czy nauczyciela. Generalnie przyjelo sie w spoleczenstwie uwazac ze 100% populacji bedzie stanowilo spoleczenstwo z wyzszym wyksztalceniem, bo do tego prowadzi w swym zalozeniu system edukacyjny. Niestety srodowiska intelektualne sa srodowiskami zamknietymi gdzie zycie plynie w mocno oddalonym od rzeczywistosci otoczeniu. Tymczasem prawda jest dosyc brutalna. Swiat zdominowany przez lobby edukacyjne zmierza do slepego zaulka. Zaraz to postaram sie wytlumaczyc dlaczego. Dylom wyzszej uczelni nie pomoze odetkac zapchanej rury w ubikacji. Nie pomoze w naprawieniu kranu, czy wymianie przepalonej zarowki w samochodzie. Nie pomoze on tez w zalataniu dziury w jezdni, albo tez w wykopaniu rury kanalizacyjnej miejskiej sieci sanitarnej. A ja wymienilem tylko uslugi. Gdzie jest budowanie domow, produkcja dobr ktore sa w sklepach, czy wrecz tego co nam potrzebne jest bez przerwy: papu. Polska niestety juz jest miejscem wyedukowanych ignorantow. Coz z tego ze potrafia rozwiazywac krzyzowki, wiedza ktory aktor zarabia najwiecej pieniedzy? Gdy w dawnych czasach szedl chloptys do majstra ktory jak to sie mowilo:szorstka reka cegle kladl, to wtedy niejeden absolwent sztuki dostal ta reka w leb, gdy zamiast nasladowac mistrza robil sobie zarty z pracy. I teraz na koniec powiem tak: ile Pani zdaniem potrzeba tych bezstresowo wyuczonych „yntelektualistow” w spoleczenstwie? 10%, 20%?
    Dramat Polski polega na tym ze nie ma pracy dla wszystkich. Jak moze byc praca skoro nie ma juz tych starych mistrzow ktorzy uczyli zawodu? Brutalnie, czasami niepoprawnie politycznie, ale skutecznie. Zaklady ktore istnialy i mogly do dzisiaj dobrze prosperowac pozamykano. Wszyscy beda w biurach na panstwowych posadach, prawda? Reasumujac chcialbym aby przestano w Polsce tworzyc nowy rodzaj spoleczenstwa. Nie ma takiego kraju w ktorym moze byc tylko armia urzednicza. Dlatego tu lezy pies pogrzebany a nie w tym czy bedzie edukacja tradycyjna czyli jak Pani to nazywa Testocentryczna, czy tez nie. W Polsce jest potrzebna nauka zawodu. Zawodu konkretnego a wiec przede wszystkim takiego ktory potrafi wprowadzic kraj na droge rozwoju, a nie na nierealne marzenia ze wszyscy beda geniuszami komputerowymi, albo swiatowymi celebrytami. Pozdrawiam.

    • Robert Raczyński

      „wyedukowanych ignorantów”… No, nie wiem… To znaczy, nie wiem, czy wyedukowanych. Kłopot w tym, że edukacja papierowa nie jest żadną edukacją, a do tego sprowadza się większość „kierunków” oferowanych przez liczne „uczelnie”. Bicie piany na sztywno. „Absolwenci” nie tylko nie potrafią „odetkać rury”. Na ogół wychodzą ze szkoły z tym samym z czym do niej przyszli – sieczką w głowie i rozbudzonym apetytem. A tak naprawdę nie potrafią pisać i czytać. Dosłownie.

      • Stefan

        Ja wlasnie nazywam tych absolwentow wyedukowanymi w cudzyslowie. Nauczyc odruchu Pawlowa mozna przeciez kazdy prawie rodzaj zwierzecia, problem polega na tym ze to wcale nie nauczy myslec, a juz tym bardziej tworzyc.
        Polska juz mozna powiedziec ze przez 3 pokolenie wyznaczyla bledny kierunek we wskazywanie drogi zyciowej przyslowiowemu Kowalskiemu. Caly czas jest w mediach propagowany model czlowieka ktory jest bardzo wyksztalcony, zarabia duzo pieniedzy i prowadzi jakas dzialalnosc blizej nie okreslona, jednym slowem jest to celebryta. Na przyklad takim celebryta jest pan Owsiak. Wszyscy go pidziwiaja jaki to wielki czlowiek, pracowity, jaki malo wymagajacy, a przy tym chodzaca uczciwosc bo przeciez fundacja moze byc oszustwem a w jego przypadku nie jest. Tak sie tworzy mityczne spoleczenstwo. Wlasnie to jest ta piana ubijana na twardo.
        Natomiast zeby w kraju dzialo sie lepiej to nie trzeba Owsiakow ktorzy beda zbierali jalmuzne i z tego wszyscy beda zdrobi i bogaci. Polsce potrzeba etosu pracy, ale pracy FIZYCZNEJ. Bez niej nie powstanie chleb w piekarni, ani nie bedzie kto mial krowy wydoic. Pozdrawiam.

  11. blondyna

    Podstawa programowa, sprawdziany, testy, wyniki… wszystko jest ważne, tylko nie dziecko i jego rozwój. Jak mogliśmy do tego dopuścić?
    Testy od pierwszej klasy szkoły podstawowej? Po co? Skąd wzięła się „moda” na testy w pierwszej klasie? Dlaczego najmłodsi uczniowie piszą testy, jeśli pierwszy obowiązkowy sprawdzian jest przewidziany na zakończenie szkoły podstawowej? Komu i do czego to potrzebne? Dlaczego dyrektorzy i nauczyciele, którzy widzą bezsens takich działań, nie sprzeciwią się temu?
    Mam wątpliwości, czy zrobią to młodzi nauczyciele, wychowani w takim systemie. Swego czasu poprosiłam studentki ze specjalności edukacja wczesnoszkolna o zaprojektowanie pytań do dowolnego tekstu dla uczniów klas I-III. Dostałam wiele prac z pytaniami testowymi i podpunktami a, b, c…

Reply to Dawid CANCEL?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.