Sztuka w szkole, ale gdzie?

sala-teatralna-aula
Czy w szkole powinno być miejsce na sztukę? Odpowiedź wydaje się oczywista i zapewne każdy odpowiedziałby: Tak! Ale w jaki sposób sztuka powinna zaistnieć w szkole? Problemy pojawiają się, gdy zaczynamy zastanawiać się, gdzie powinno być miejsce sztuki (w sensie najbardziej fizycznym) i jak powinien wyglądać kontakt z nią. Czy dzieci i młodzież powinni jedynie uczyć się o największych kompozytorach i znać teorię, czy może powinni osłuchać się z najbardziej znanymi utworami i je rozpoznawać, czy może aktywnie muzykować, ucząc się gry na jakimś instrumencie? Czy wystarczy, że uczniowie będą czytać dramaty, czy może sami powinni je pisać, a potem przygotowywać własne przedstawienia? Czy wystarczy znajomość dzieł najwybitniejszych malarzy i rzeźbiarzy, czy może równe ważne jest aktywne poznanie różnych technik? Czy na lekcjach sztuki wystarczą podręczniki i zeszyty ćwiczeń, czy może dzieci powinny dostać sztalugi, pędzle do rąk, ubrudzić się i poznać zapach farby i rozpuszczalnika? Czy wystarczą podręcznikowe ilustracje glinianych naczyń, czy może powinniśmy dać dzieciom glinę, by same mogły poczuć, jak wygląda proces tworzenia? Oglądanie obrazków i samodzielne nadawanie kształtu glinie to dwa zupełnie różne procesy.
Kultura nauczania pod każdym względem różni się od kultury uczenia się. W tej pierwszej uczniowie widzą świat jakby przez szybę, dostają spreparowaną przez nauczyciela porcję wiedzy i mają ją sobie przyswoić. Ta perspektywa biernego odbiorcy dotyczy również sztuki. Ale oglądanie glinianych naczyń, to nie to samo, co ich tworzenie. Patrząc z perspektywy mózgu, w jednym i drugim przypadku aktywne, a więc i rozwijane, są zupełnie inne struktury. Reprodukowanie informacji na temat wielkich malarzy, to nie to samo, co samodzielne malowanie; czytanie o kompozytorach to co innego niż nauka gry na wybranym instrumencie. Rozmowa o rytmie to nie to samo co taniec.
W naszych szkołach jest dziś bardzo dużo słów! Słowa i ilustracje to zdecydowane zbyt mało, by rozwinąć wszystkie talenty, z jakimi dzieci przychodzą do szkoły. Natura wyposażyła nas w wiele zmysłów i każdy z nich jest ważny. Takie holistyczne podejście do nauki postulował już w XVIII wieku Johann Heinrich Pestalozzi i wielu innych reformatorów edukacji, a neurobiolodzy, używając zgoła innych argumentów, potwierdzają słuszność takiego podejścia. Jednak postulat holistycznego podejścia do edukacyjnego głównego nurtu wciąż się jeszcze nie przebił i od kilkuset lat uznawany jest za innowacyjny.
Sztuka to najlepszy sposób stymulowania rozwoju całego mózgu i aktywizowania wszystkich zmysłów. Taki rodzaj aktywności, umożliwiając zmysłowy kontakt ze światem, przygotowuje mózg do rozumienia abstrakcji. Dlatego uczniowie powinni w szkole nie tylko słuchać i czytać, ale również aktywnie wchodzić w rolę twórców. Powinni poznać zapach farb i gliny, trud pisania sztuk, czy gry na instrumentach. Od ponad dwustu lat wygląd szkolnych klas w zasadzie się nie zmienia. Z przodu wisi tablica, dziś multimedialna, przed nią stoi nauczyciel i objaśnia nowy materiał, a w ławkach siedzą uczniowie, których zadaniem jest reprodukowanie podanej wiedzy. Sale, w których uczniowie poznają sztukę, często nie różnią się od pozostałych. Czy w takich warunkach mogą rozwinąć się talenty dzieci? Czy w ten sposób można rozbudzić zainteresowanie kulturą wysoką, czy można wyrabiać poczucie smaku lub sprawstwa? A może w szkołach powinniśmy stworzyć sale malarstwa ze sztalugami i farbami olejnymi, może powinniśmy kupić koła garncarskie i piece do wypalania glinianych przedmiotów? Może uczniowie powinni pisać własne wiersze, opowiadania, czy sztuki? Czyż nie nauczyliby się wiele, mogąc je wystawiać w szkolnej sali teatralnej? Stosunek do sztuki kształtuje się od pierwszych lat życia, a wiele dzieci ma w domu jedynie kontakt z kulturą masową. Szkoła chcąc wyrównywać szanse dzieci ze słabszych środowisk, powinna wszystkim umożliwić kontakt z kulturą wysoką.
Pieniądze na edukację można wydawać na różne sposoby. Można by wydać je na stworzenie sal teatralnych, pieców do wypalania glinianych przedmiotów, sztalug, farb czy instrumentów. Uczniowie mogą siedzieć całe dnie w ławkach z przerwą na lekcje wfu. Ale, gdybyśmy jako społeczeństwo chcieli wydać pieniądze w taki sposób, mogliby w szkole śpiewać, tańczyć, malować, lepić, pisać i wystawiać sztuki. W kulturze nauczania dominuje reprodukowanie podanej wiedzy, a więc odtwarzanie schematów. Kultura uczenia się promuje kreatywność i innowacyjne myślenie. A do tego najlepiej nadaje się sztuka!
Można zadać sobie pytane, jak za dwadzieścia lat wyglądałaby Polska, gdyby młodzi Polacy mieli w szkole regularny kontakt ze sztuką i z artystami? Polska mogłaby wtedy stać się kolebką kreatywności. Nasza ojczyzna byłaby wtedy nie tylko piękniejsza, ale i bogatsza, bo rozwój zależy od zdolności nietypowego, a więc innowacyjnego patrzenia na świat. A to najlepiej robią artyści. O reformowaniu polskiej szkoły można myśleć w różny sposób. My wierzymy, że wprowadzenie do szkół sztuki i kontakt dzieci z artystami oznaczałby prawdziwą i głęboką zmianę, a jej owoce byłyby udziałem całego społeczeństwa.
Dlatego na naszej październikowej konferencji chcemy poruszyć problem szkolnej architektury. Sztuka musi mieć w szkole swoje miejsce! Wyobraźmy sobie, jak mogłaby rozwijać się Polska (i polska gospodarka), gdyby szkoła rozwijała u uczniów naturalną dla dzieci kreatywność i innowacyjne myślenie. odejście od pruskiego kanonu szkolnych przedmiotów przyniosłoby nie tylko korzyści dzieciom, ale i całemu społeczeństwu. Dlaczego więc sztuki w naszych szkołach jest wciąż tak mało? Dlaczego jest uczona teoretycznie z książek i zeszytów ćwiczeń (sic!)?

Comments ( 4 )
  1. Będzie ciężko „wepchnąć się” ze sztuką do szkół. Brakuje na to miejsca i czasu. Prawie nikt nie potrzebuje sztuki w szkole i o nią nie woła. Przekazywanie wiedzy i jej mierzenie są najważniejsze. Nauczyciele i dyrektorzy, którzy troszczą się o obecność sztuki szkole są chwalebnymi wyjątkami. W Polsce, nauczycielem, a nawet dyrektorem szkoły, może zostać osoba, która nie pasjonuje się żadną dziedziną sztuki, nie okazuje głębszych zainteresowań, nie jest poszukującym konsumentem dóbr kultury. Zatem jak tu marzyć o propagowaniu sztuki wśród uczniów ? Można liczyć tylko na wyjątkowych i upartych pasjonatów.

  2. Robert Qr

    Mam takie swoje prywatne spostrzeżenia, że wielu noblistów z nauk ścisłych, wybitnych naukowców po politechnikach i wydziałach technicznych to zarazem całkiem profesjonalni….artyści. Otóż muzyka czy sztuka jest dla nich prawdopodobnie nie tylko odskocznią od codziennej, żmudnej pracy w laboratorium ale zapewne rozwijała przez wiele lat ich wyobraźnię i zdolność dostrzegania rzeczy , które dla zwykłego „politechnika” są niewyobrażalne. Mam taką swoją teorię, że nie zbudujemy innowacyjnej gospodarki bez kształcenia w zakresie sztuk pięknych i muzycznych na wczesnym etapie nauki. A jesteśmy na tle Europy wyjątkowo źle wyedukowanym artystycznie narodem, co stwierdziła w swoich badaniach i raporcie Polska Rada Muzyczna.

    • Marzena Żylińska Post author

      To prawda, np. wielu wybitnych matematyków grało / gra na jakimś instrumencie. Architekci zaczynają inaczej patrzeć na to, co projektują, gdy zajmują się rzeźbą. Sztuka bez wątpienia ma wpływ na nasze mózgi, a więc na sposób patrzenia, postrzegania rzeczywistości i przetwarzania informacji. No i zajmując się sztuką trzeba być kreatywnym, a to ma wpływ na wszystko, co robimy. Inwestowanie w sztukę jest najlepszą z możliwych inwestycji. To już wiemy, pytanie, kiedy zechcemy to wykorzystać.

Reply to Marzena Żylińska CANCEL?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.