W poszukiwaniu nowych metod nauczania języków obcych

Czy metody stosowane dziś w dydaktyce języków obcych są skuteczne? Czy języków można uczyć inaczej? Czy materiały edukacyjne zawarte w podręcznikach są przyjazne mózgowi? Czy jest alternatywa dla nudnych i schematycznych zadań utrwalających nowe struktury gramatyczne? Jak wprowadzać nowe słownictwo, by ułatwić mózgowi zapamiętywanie? Jakie typy zadań skutkują głębokim przetwarzaniem informacji i zapamiętywaniem, a które jedynie wypełniają czas? Jak układać plan, by przeciwdziałać naturalnym skutkom zapominania? Jaki jest minimalny czas kontaktu z językiem, aby proces uczenia się był szybszy niż naturalny proces zapominania? Czy nauczyciel musi poprawiać wszystkie popełnione przez uczniów błędy? Dlaczego młodzi Polacy wciąż nie potrafią swobodnie posługiwać się językami obcymi?

 

Czy neuronauki mogą być pomocne w rozwiązaniu tego problemu? Wiele wskazuje na to, że już dziś dostarczają cennych wskazówek, a wnioski formułowane przez neurobiologów pozwalają zrozumieć przyczyny niewydolności obecnego sytemu. Jednak to od nas, nauczycieli języków obcych, zależy czy będziemy chcieli zapoznać się w wynikami badań nad mózgiem i poszukać nowego, skuteczniejszego modelu nauczania języków obcych. Szczególnie trudne zadanie stoi przed osobami zajmującymi się metodyką. Możliwość wprowadzenia zmian zależy od naszej zdolności do krytycznej refleksji nad tym, czego i jak uczymy. Wiele zależy od tego, czy będziemy umieli oceniać stosowane metody pracy „po owocach”!

 

Po opublikowaniu wyników pierwszego międzynarodowego Badania Kompetencji Językowych ESLC (European Survey on Language Competences), wszystkie ośrodki i środowiska zajmujące się kształceniem nauczycieli języków obcych zapewne zadają pytanie o przyczyny tak niskiej skuteczności. Co zawiodło? Jak poprawić sytuację?

Jedno z chińskich przysłów mówi, że nie można rozwiązać problemu, jeśli się go nie widzi. My już widzimy! Szkoda, że potrzebowaliśmy międzyznarodowego badania, by zauważyć, że w naszym systemie coś szwankuje, że stosowane metody nie wywołują entuzjazmu, że łączenie elementów w zeszytach ćwiczeń nie prowadzi do swobodnego posługiwania się językiem, że uczniowie nie chcą lub nie mogą uczyć się w zaproponowany sposób. Czy to nie paradoks, że w czasach, gdy w szkołach stosuje się metodę komunikacyjną, właśnie z komunikacją językową młodzi Polacy mają największe problemy?

 

Dlatego w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu organizujemy kolejną konferencję propagującą wykorzystanie dorobku neuronauk. 16 kwietnia zapraszamy do nas wszystkich zainteresowanych wnioskami płynącymi z badań nad mózgiem i możliwościami ich praktycznego zastosowania. Naszymi gośćmi będzie dr Magdalena Szpotowicz z IBE w Warszawie, która przedstawi wyniki „Europejskiego Badania Kompetencji Językowych”, a także omówi problemy związane ze wczesną nauką języków obcych w Europie. Kolejnym gościem będzie zajmująca się psychologią edukacyjną i neurometodyką Małgorzata Taraszkiewicz-Kotońska (również z Warszawy), która w swoim wykładzie omówi wpływ kreatywności na efektywność nauczania, a w drugiej części poprowadzi związane z tym zagadnieniem warsztaty.

Druga część konferencji ma charakter czysto praktyczny. Oprócz Małgorzaty Taraszkiewicz-Kotońskiej warsztaty poprowadzi dr Klaudia Winiarska z toruńskiego NKJO, która w swojej pracy od lat skutecznie łączy zajęcia językowe ze sztuką i psychologią. Pozostałe warsztaty poprowadzą nasi studenci, którzy wcielą się w rolę nauczycieli stosujących określoną metodę. To dla nas wielkie wyzwanie i mamy nadzieję, że sprostamy zadaniu! Chcemy zaproponować uczestnikom konferencji poznanie stosowanych i rozwijanych w naszym Kolegium metod, od strony uczniów. Chcemy pokazać, że gramatyki można się uczyć wykorzystując np. telefony komórkowe, a rezygnacja z zeszytów ćwiczeń wcale nie musi oznaczać większego obciążenia nauczycieli. Ten się uczy, kto jest aktywny! Nasze metody mają zatem na celu wywołanie większej aktywności uczniów.

 

Nie mniej ważnym celem jest uaktywnienie uwalniających dopaminę ośrodków nagrony. Chodzi o to, by lekcje były nie tylko efektywne, by wyzwalały aktywność uczących się jednostek, zmuszały je do głębokiego przetwarzania informacji, ale by były również przyjemne, by było miejsce na śmiech i radosną współpracę z innymi. Innymi słowy chodzi o to, by lekcje były nie tylko efektywne, ale również przyjemne! I to dla obu stron. Emocje to markery pamięci. Powinniśmy nauczyć się, że w szkole mogą być naszymi sprzymierzeńcami!

 

PROGRAM KONFERENCJI

 

Dydaktyka języków obcych w świetle badań nad mózgiem.

W poszukiwaniu nowych metod nauczania

 

16 kwietnia 2013r.

 

Miejsca:

od godz. 09.00 do godz. 13.30- sala konferencyjna Centrum Dialogu przy

Wyższym Seminarium Duchownym Plac Ks. S. Frelichowskiego (obok Kolegium)

od godz. 13.30 do godz. 16.10– NKJO w Toruniu, ul. Sienkiewicza 38

 

9.00 – 9.30                 Rejestracja uczestników

 

9.30 – 9.40                 Powitanie i wprowadzenie: dr Artur Mikiewicz, Dyrektor NKJO

 

9.40 – 10.40                dr Magdalena Szpotowicz, Instytut Badań Edukacyjnych, Warszawa:

 „Europejskie Badanie Kompetencji Językowych”

„Wczesna Nauka Języka w Europie – co wpływa na osiągnięcia uczniów?”

 

10.40 – 12.00              dr Marzena Żylińska, NKJO Toruń: „Dydaktyka języków obcych w świetle badań nad mózgiem”

 

12.00 – 13.00              Małgorzata Taraszkiewicz-Kotońska, Grupa Edukacyjna 21, Warszawa:

Kreatywność w szkole – bezcenne!”

 

13.00 – 13.30             przerwa na kawę

 

13.30 – 16.10              Warsztaty

 

16.10                           Rozdanie zaświadczeń i poczęstunek

 

 

Wszystkich chętnych serdecznie zapraszam w kwietniu do Torunia!  Informacje o konferencji i formularz zgłoszeniowy można znaleźć na stronie:   http://www.nkjo.torun.pl/

 

Informacja dotycząca mojej książki „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

 

 

Comments ( 0 )
  1. Jestem ciekaw jak to jest: przyjeżdża nauczyciel na taką konferencję, zachwyca się nowymi ideami, metodami, pomysłami. Wraca do swojej szkoły – i co dalej ? Wyobrażam sobie, że w przypadku języków obcych wdraża nowinki z entuzjazmem i bez przeszkód. Przypuszczam, że skuteczne i przyjazne sposoby uczenia się języka obcego są również skuteczne przy zdawaniu jakichkolwiek testów.
    Ale czy to samo dzieje się w przypadku matematyki lub języka polskiego ? – Mam wątpliwości.

    • Marzena Żylińska Post author

      Tak, z językami obcycmi jest rzeczywiście dużo prościej. Tu zawsze można robić ciekawe rzeczy wpisując do dziennika np. rozwijanie sprawności czytania, kreatywnego pisania lub mówienia. Uczniowie, którzy naucza się mówić, czytać, pisać, dadzą też sobie radę na testach. Zresztą w programie jest wszystko, każdy temat da się podciągnąć pod jakieś hasło z podstawy programowej. Lekcje języka obcego mogą być naprawdę ciekawe! Ale moi studenci na warsztatach będą też chcieli pokazać, jak można pracować z najbardziej banalnymi i codziennymi tematami, które „zamykają” mózg. Innymi słowy, jak odbanalnić treści, które ze względu na swoją przewidywalność nasza pamięć ignoruje.
      Ale można to robić również na lekcjach matematyki i języka polskiego 🙂

  2. „Ale można to robić również na lekcjach matematyki i języka polskiego”.
    Właśnie tu mam wątpliwości: w jakim stopniu może eksperymentować i działać nowatorsko, gdy przed nim wymagania programowe, testy, matura.
    Stąd mje nieustające pytanie: kto i co rządzi działaniami nauczyciela ? Kto i co rządzi szkołą ? W jakim stopniu ?
    Jedną z odpowiedzi podał Witold Kołodziejczyk http://eid.edu.pl/blog/wpis,kto_rzadzi_nasza_szkola,1174.html
    „Mam nieodparte wrażenie, że polską szkołą rządzą technologie. Zaczynamy zmieniać nasze szkoły, a kierunek wyznaczają nam dziś nie autentyczne problemy i potrzeby narodowej edukacji, ale firmy technologiczne.”

    • Marzena Żylińska Post author

      W tym, co pisze Witold Kołodziejczyk, jest bardzo dużo racji! Ja jeszcze do tego tematu wrócę, bo chcę napisać więcej o najnowszej książce Spitzera „Cyfrowa demencja”.
      Ale wracając do naszego problemu, czy można dobrze uczyć i robić ciekawe lekcje polskiego czy matematyki, to myślę, że największy problem jest z biologią. Tu przeładowanie materiału przybrało moim zdanem taką skalę, że o żadnym uwzględniamiu wydolności hipokampa nie może być mowy. Program biologii, jak żaden inny, kompletnie ignoruje wiedzę o tym, jak uczy się mózg.
      Ale myślę, że na sposób funkcjonowania szkoły ogromny wpływ ma nasze wyobrażenie o tym, czym jest proces uczenia się. Dla wielu ludzi postulat odejścia od lejka norymberskiego jest nie do przyjęcia. Oni wierzą, że uczyć się można się tylko tam, gdzie ktoś naucza. W ten sposób zakłada się, że uczniowie są jedynie odbiorcami wiedzy. Więc trzeba zebrać cele, a potem wcisnąć je do uczniowskich mózgów. No i tu mamy problem, bo mózgi mają mechanizmy obronne, które na taki mechaniczny transfer nie pozwalają.

  3. Marcin Zaród

    @ Wiesław / Technologie
    Raczej w sensie firm sprzedających technikę edukacyjną dla szkół. Bo prawdziwych zmian technologicznych w szkole nie ma (nauka programowania, warsztaty elektroniczne dla dzieci, fab-laby, open source). Te wszystkie zmiany są animowane przez pozaformalne i nieformalne.

    @ Marzena / Biologia
    – W biologii szkolnej jest rzeczywiście mnóstwo pamięciówki. Jest też strach przed uczeniem o fizjologii człowieka i życiu seksualnym. Pracownia biologiczna jest niestety droższa niż eksperymenty z fizyki i chemii.

    – Ale z drugiej strony Biocentrum Edukacji Naukowej działa nieźle i wypracowuje fajne metody popularyzacji bio-chem.

    – Biolodzy mają dobrą sieć instytucji edukacyjnych (ośrodki dydaktyki w PNach, Noce biologów, amatorska ornitologia, NGO ekologiczne). Część tych praktyk jest nieźle opisana i z roku na rok coraz powszechniejsza.

    – Ten paradygmat lejka trudno przeskoczyć, bo struktura wiedzy biologicznej jest jaka jest. Ale polecam kurs EdX prowadzony przez badacza ludzkiego genomu:
    https://www.edx.org/courses/MITx/7.00x/2013_Spring/about

    – Edukacja Biologiczna i Środowiskowa ma fajne materiały dla nauczycieli biologii, próbujące jakoś pogodzić testocentryzm z rzetelną wiedzą i pracą uczniów.

  4. Karolina

    Dzień dobry pani Marzeno! Czy studenci filologii francusko-angielskiej kształcący się na nauczycieli językowców będą mile widziani na konferencji? Mnie ten program bardzo kusi, a jako że poważnie traktuję to, co chcę robić, chętnie bym się zjawiła. Pozdrawiam serdecznie z Łodzi!

  5. Marzena Żylińska Post author

    Pani Karolino,

    oczywiście! Serdecznie zapraszamy i będziemy się cieszyć z obecności studentów. Przed nową generacją nauczycieli stoi teraz ogromne wyzwanie!

    Przy okazji odpowiem tu nauczycielom języka polskiego, którzy w mailach pytają, czy mogą wziąć udział w naszej konferencji. Ja uważam, że większość metod i technik, które będą prezentowane w czasie warsztatów, można z powodzeniem wykorzystać również na lekcjach języka polskiego. Jedynie wykład dr Szpotowicz dotyczy języków obcych.

  6. Alina Grunt-Mejer

    Pani Marzeno,

    Niezmiernie się cieszę,że mogłam wziąć udział w tej niezwykle pouczającej i pełnej nadziej na lepsze jutro w szkole konferencji. Pani wykład był dla mnie mocno inspirujący i umocnił mnie w przekonaniu, że to jak będzie wyglądała nasza szkolna codzienność zależy tylko od nas – nauczycieli, a nie od tego jakie wytyczne ministerialne są nam narzucone. Prawdą jest, że w polskim szkolnictwie istnieje wiele postanowień, nam – pracownikom dydaktycznym, a w szczególności ich kreatywnej i niesztampowej części, bardzo nieprzychylnych, działających wręcz jak hamulec ręczny, ale nie oznacza to, że nie można swoją postawą sprawić, aby nauka w szkole w końcu zaczęła przynośić radość, spełnienie,sens aby ta dopamina, o której Pani tak duż wspominała była w szkolnej ławie obecna.
    Ogromne dzięki za bardzo ciekwe linki, mam na myśli szczególnie ten: http://blog.schule-im-aufbruch.de. Książka M. Spitzera, o której również była mowa, a którą właśnie czytam jest bardzo cenna merytorycznie aby zrozumieć, po pierwsze co się dzieje z naszym mózgiem kiedy się uczymy, a po drugie co możemy robić, aby to czego się uczymy było naszym kapitałem na przyszłość, a nie suchymi faktami których w żaden sposób nie umiemy ze sobą powiązać.
    Z niecerliwością czekam na Pani książkę!:)
    Dziękuję również, mojej wieloletniej dyrektorce Ewie Borgosz, za autonomię jaką mi pozostawiła w pracy w warszawskim Zespole Szkół Ogólnokształcących przy Toruńskiej i za mnóstwo inspiracji. Na tej ważnej dla mnie, jako nauczyciela chcącego coś zmnieć w realiach polskiej szkoły, znalazłam się własnie dzięki niej.
    serdecznie pozdrawiam
    Alina Grunt-Mejer

    • Marzena Żylińska Post author

      Pani Alino,
      rzeczywiście, obecny system niczego nie ułatwia, ale jednak bardzo dużo zalezy od nauczyciela. Bardzo sie cieszę, że konferencja jest dla Pani inspiracją.
      Jak tylko będzie można kupić „Neurodydaktykę” napiszę o tym na blogu.
      Ewa Borgosz to rzeczywiście niesamowity nauczyciel, który ma doskonałą intuicję!!! Oby takich więcej!!!

  7. M.B

    Witam serdecznie,
    zgadzam się z tym, że lekcje języka obcego mogą być ciekawe. W dużej mierze zależy to od nauczyciela, jego pomysłu na prowadzenie zajęć. Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić fakt, że przyjazna atmosfera, żart który może szybko rozładować powstałe napięcia ( spowodowane strachem przed wypowiadaniem się w obcym języku)- na pewno wpłyną pozytywnie na proces uczenia się języka. Dlatego tak ważne jest aby zachęcać do mówienia a nie krytykować za każdym razem gdy popełni się drobny błąd. W momencie gdy uczeń poczuje się pewnie w mówieniu, jego drobną stroną będzie też pisanie i czytanie.

    Pozdrawiam

  8. Angelika

    Uważam, że jest w tym dużo prawdy, ponieważ mimo kilku lat nauki języka obcego w szkole publicznej, wyjeżdżając za granicę nie potrafiłabym porozumieć się z mieszkańcami danego kraju. Myślę, że należałoby popracować nad tym, aby na zajęciach nauczyciel więcej rozmawiał z dziećmi w języku obcym, niż kazał wypełniać zadania w książkach samodzielnie w domu.

  9. Droga Dr Marzenko,
    przyznaję Ci rację, że zbyt dużo czasu każemy uczniom pisać w zeszytach ćwiczeń w porównaniu do czasu poświęconego na artykułowanie tychże ćwiczeń. Mam za sobą rok pracy z uczniami klas pierwszych gimnazjum, którzy uczyli się w wymiarze 1h/tygodniowo. Kiedy nadszedł grudzień i apele i święta, z niektórymi grupami widziałam się raz, góra dwa razy na miesiąc, w styczniu podobnie bo ferie,w marcu podobnie, w kwietniu egzaminy gimnazjalne itd, itp. Tak jak Ci mówiłam w Sulejówku podczas szkolenia SIW będzie ciężko przekonać Organ Prowadzący do zwiększenia ilości godzin z niemieckiego (czyli II języka obcego). I na nic się zdały argumenty… Nie było woli i zrozumienia. mam nadzieję, że u innych dzieje się ciekawiej… Pocieszam się, że w klasie 2 i 3 będą mieć po 2h/tyg. Może coś uda nam się wreszcie ruszyć do przodu;)
    Pozdrawiam serdecznie!

  10. Alojka

    Czy nauczyciel może postawić jedynkę za brak pracy domowej? Co wtedy ocenia? Czy raczej wpisać uwagę z zachowania? Czy zastanowić się, dlaczego uczeń nie odrobił zadania domowego? Uważam, że nie można ocenić wiedzy, której uczeń nie prezentuje. Nie mogę przekonać nauczycieli do takiego spróbowania oceniania.

    • Al

      Zadanie domowe powinno być tylko i wyłącznie dla ucznia i ocenianie go jest w ogóle błędem. To od ucznia zależy, czy zadanie domowe wykona. Nauczyciel powinien oceniać ucznia tylko i wyłącznie na lekcji. To, czy wiedzę posiadaną zdobył wyłącznie w szkole czy wykonując dodatkowe zadania, jest tylko jego sprawą. Pomijam już fakt, że nigdy nie ma pewności, KTO rzeczywiście wykonał prace domową, wiec tak naprawde nauczyciel ocenia ewentualnie prace domowa, nie ucznia.

  11. Karolina

    Bardzo często odnoszę wrażenie, iż dużo nauczycieli odlicza, podobnie zresztą jak uczniowie, minuty do dzwonka. Byle przetrwać, byle mieć to już za sobą. I tak mijają kolejne dni, miesiące, rok. Niestety na koniec przychodzi rozczarowanie. A przecież aktywizowali uczniów na lekcji… sami wykonywali zadania. Tak, lekcja wyglądała następująco: otwórzcie podręczniki na stronie 19, przeczytajcie tekst..i zróbcie zadanie 1 i 2. Sprawdzenie zadania i kolejne, aż do dzwonka. I w ten sposób mają się nauczyć m.in komunikacji. Inna sytuacja, gdy uczęszczałam do liceum, nauczyciel j. niemieckiego stwierdził, że w sumie my i tak będziemy zdawać na maturze j. angielski. Nie zdajesz j. niemieckiego? Otrzymujesz wyższą ocenę. Z jednej strony – zaliczeniowej bardzo fajna sprawa, nie musimy się męczyć i biegać by dostać wymagane 2. A z drugiej? Jak się okazało parę osób z grupy zdecydowało się na maturę z tego języka, a wiele zrezygnowało po części przez podejście nauczyciela do własnego przedmiotu. Cieszę się, że ruszamy z miejsca. Oby więcej takich konferencji!

  12. PawellG

    Lubie wracac na ta strone ale musze przyznac ze ciezko bylo ja znalezc w google, byla gdzies na 2 stronie. Przydalo by sie jej pozycjonowanie polecam wpisac w google :
    seo porady
    i na 1 blogu znajdziesz ciekawy i darmowy sposob na podniesienie pozycji w wyszukiwarkach

  13. P.G.

    Z chęcią wzięłabym udział w konferencji poświęconej właśnie językom obcym.Bardzo poruszyły mnie wyniki badań, o których Pani pisze. Problem wreszcie został zauważony, ale jak to zmienić? Co robić, by dzieci od najmłodszych lat miały kontakt nie tylko z językiem angielskim, ale też z innymi językami? Jak zachęcić je do dalszej nauki? Czy tylko osoby uczęszczające na płatne zajęcia mają możliwość osiągnięcia wyższego poziomu niż A2?
    Znam wielu wspaniałych nauczycieli języka niemieckiego, którzy kochają swoją pracę i swoich uczniów, nie przekonują ich argumenty, że na maturze wszyscy zdają angielski, walczą dalej, dokształcają się, biorą udział w konferencjach, chcą zachęcić uczniów do nauki dla siebie samych, nie dla wyników matur. Jak dużo można jednak osiągnąć przy jednej lub dwóch godzinach w tygodniu?

  14. Paula

    Nauczanie języka jest procesem dość trudnym, wymagającym sporo wysiłku, czasu, chęci, no i chyba tej ”iskierki” , dzięki której zapamiętujemy słówka,a gramatyka i poprawna wymowa nie sprawiają nam kłopotu.Język obcy stanowi wyzwanie, jest jakby takim szczytem do zdobycia, a droga na niego jest kręta, zawiła i pełna niespodzianek. Poznawanie obcego języka jest naprawdę czymś pasjonującym, bo ucząc się języka poznajemy kulturę danego kraju, zwyczaje, tradycję.Oczywiście ważne są metody, sposób nauczania. To między innymi od nich zależą efekty. Lekcje z języków obcych , jak wszystkie inne powinny być prowadzone w sposób ciekawy, zrozumiały. Metody nauczania języków zmieniają się , tak jak zmienia się świat, a czy są skuteczne widać po pewnym czasie.

  15. kasia

    Fundamenty polskiego systemu edukacyjnego oparte zostały na pruskim modelu edukacji. Trudno się zatem dziwić, że jego echo już dawno przebrzmiało i dalece odbiega od wymogów i zapotrzebowania współczesnego świata. Żyjemy w erze informacji, gdzie główny nacisk położony jest na międzynarodową współpracę i komunikację. A tymczasem, jak pokazują wyniki badań naukowych, poziom opanowania przez młodzież szkolną języków obcych jest zatrważająco niski. Problem został zatem zauważony, jednak o wiele bardziej zasadnym jest przeprowadzenie szybkiej i zdecydowanej reformy w metodyce naucznia języków obcych. Dalsze stwierdzanie faktów i dokumentownie czy uzasadnianie potrzeby przeprowadzenia zmian sprawia, że dalej system tkwi w martwym punkcie z olbrzymią stratą dla uczniów, których zadaniem jest uczyć się, ale rolą nauczyciela jest wykorzystywać ich naturalny potencjał i kreatywność w sterowaniu ich procesem nauczania. Zatem z korzyścią dla obywdu stron odbywają się konferencje takie jak ta z wykorzystaniem neuronauk. Nie ma czasu so stracenia, trzeba działać!

  16. Edyta

    Faktem jest, iż wiele młodych osób nie potrafi swobodnie rozmawiać w języku obcym. Podczas nauczania języka obcego bardzo duży nacisk kładziony jest na poprawność gramatyczną a nie komunikatywność. Tak, więc nie ma nic dziwnego w tym, iż uczniowie znają podstawy, których nie są w stanie lub nie potrafią wykorzystać. Nauczyciel musi zrealizować podstawę oraz pracuje na podręcznikach, które są tak skonstruowane a nie inaczej. Uczniowie nie mają przez to zbyt wielu okazji, aby zwiększyć swoją pewność siebie podczas wypowiedzi w języku obcym. Ponadto jest to jedna z umiejętności, która jest prawdopodobnie najmniej rozwijana na lekcjach. Nauka języka wygląda inaczej, gdy tworzymy skojarzenia (często zabawne). Zdecydowanie łatwiej zapamiętujemy fakty, kiedy możemy je połączyć z różnymi wydarzeniami, emocjami.

    • Robert Raczyński

      „Podczas nauczania języka obcego bardzo duży nacisk kładziony jest na poprawność gramatyczną a nie komunikatywność.” – Takie opinie słyszę od lat, tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Proszę przejrzeć dowolny podręcznik, kartotekę egzaminów zewnętrznych. Trzeba się naprawdę postarać, aby tę „komunikatywność” ominąć, nawet tylko „przerabiając” podręcznik, czy mechanicznie „przygotowując” do testów. Koncentracja na gramatyce jest mitem, gdyby było inaczej, uczniowie byliby mistrzami teorii, a nie są. Podręczniki są skonstruowane tak, by „komunikatywność” promować. Uparcie piszę to słowo w cudzysłowie, ponieważ jest fetyszyzowane i pozbawione pierwotnego znaczenia. Problem z komunikacją nie polega na jej nieobecności w szkole, ale na braku realnej potrzeby używania języka. Tu nie pomogą sztuczki biegłego nauczyciela – nic nie zastąpi realnego doświadczenia, konieczności porozumienia się z drugim człowiekiem. Metoda, która zdominowała szkolnictwo na przełomie lat 70 i 80-tych i nadal kształtuje myślenie o nauczaniu języków, czyli CLT (oraz jej nieanglosaskie odpowiedniki), takiej potrzeby dostarcza. Kłopot w tym, że mimo tej niebagatelnej zalety, nie można wykorzystać pełni jej potencjału. Dlaczego? Bo została pomyślana jako narzędzie komunikacji ludzi, którzy nie dzielą języka, ani kultury. Niestety, bezkrytyczne stosowanie tego podejścia nie zapewnia takich warunków w przeciętnej klasie.
      Potoczne opinie o języku typu „Nie trzeba znać gramatyki(to pojęcie też trzeba by zdefiniować, myślę, że krytykom chodzi o znajomość regułek), żeby się dogadywać.”, „I tak używa się tylko paru czasów”, czy „W Stanach nie wiedzą, co to Present Perfect.” prowadzą do fałszywego postrzegania procesu uczenia się. Wiadomo, że porozumieć można się także na migi, albo mając w nosie poprawność językową, czy o to nam chodzi? Przypomina mi się pewna pani, która chciała się do mnie „zapisać na konwersacje, bo do gramatyki i podręczników to ona nie ma głowy”. Zapytałem, o czym chciałaby „konwersować”. Otrzymałem odpowiedź, że nie wie, ale słyszała, że „jest taka metoda, co to się leży i słucha bez żadnej gramatyki, a potem rozmawia”. Odesłałem ją do SITA…

      „…uczniowie znają podstawy, których nie są w stanie lub nie potrafią wykorzystać” – Tak im się jedynie wydaje, bo … (tu zacytuję siebie:))… „bezkrytyczne stosowanie tego podejścia nie zapewnia takich warunków w przeciętnej klasie.”

      „Zdecydowanie łatwiej zapamiętujemy fakty, kiedy możemy je połączyć z różnymi wydarzeniami, emocjami.” – Bez wątpienia. Najpierw jednak trzeba mieć ciekawość wydarzeń i chcieć emocji doświadczać. Na to nie ma tabletek…

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.