Zapętlona szkoła – część druga

Problemem dzisiejszego silnie zbiurokratyzowanego, przeracjonalizowanego, przeregulowanego i odhumanizowanego systemu edukacyjnego jest nie tylko zapętlenie skutkujące osiąganiem efektów z gruntu odwrotnych od zamierzonych, ale również zupełny brak spójności, który dotyka zarówno nauczycieli, jak również uczniów.

Każdy nauczyciel musi dziś odpowiedzieć sobie na następujące pytania:

1)      Rozwijać autonomię czy prowadzić uczniów „po śladzie”?

2)      Rozwijać kreatywność i innowacyjne myślenie, czy uczyć, że na każde pytanie jest jedna poprawna odpowiedź?

3)      Stosować efektywne, ale czasochłonne metody aktywne (pozwalać uczniom na samodzielne stawianie hipotez i ich weryfikowanie), czy raczej tradycyjne, mniej skuteczne, ale nie wymagające dużo czasu, metody podawcze?

4)      Rozwijać myślenie, czy przygotowywać do zdawania testów opartych na zero-jedynkowym kluczu?

5)      Kierować się zainteresowaniami uczniów, czy jedynie celami zawartymi w podstawie programowej?

6)      Rozwijać kompetencje potrzebne w dalszej karierze edukacyjnej i w życiu czy koncentrować się na celach mogących pojawić się w testach?

7)      Uwzględniać realne możliwości uczniów i dostosowywać do nich tempo pracy, czy kierować się przygotowanym jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego wynikowym planem pracy (rozkładem materiału), który z góry określa, kiedy, jaki temat powinien być zrealizowany?

8)      Wracać do tematów, z którymi uczniowie mają problemy, czy je ignorować i nie bacząc na braki konsekwentnie realizować kolejne cele programowe?

9)      Stawiać na radość odkrywania, co wymaga czasu, czy wyłożyć uczniom wszystko w formie wykładu, oczekując od nich jedynie reprodukcji?

10)  Poświęcać czas na ważne społecznie, ale niepojawiające się na testach kompetencje, np. umiejętność pracy w grupie, czy selekcja i przetwarzania informacji, czy raczej ograniczać się do tzw. „testowalnej” wiedzy?

 

Odpowiedź na te pytania nie jest prosta, bo dzisiejszy system preferuje nauczycieli, którzy decydują się na drugą z podanych możliwości. Osoba, która wpisze wszystkie tematy do dziennika, nie musi obawiać się jakichkolwiek problemów. Nikt nie zapyta, czy w takim tempie uczniowie mogli cokolwiek sobie przyswoić, nikt nie zarzuci nierealistycznie szybkiego tempa. Problemy może mieć raczej ten nauczyciel, który na koniec roku napisze, że programu nie zrealizował, bo dostosował tempo do możliwości swoich podopiecznych. Kierowanie się interesem uczniów jest dziś kontrasystemowe. Choć teoretycznie edukacja ma służyć rozwojowi uczących się, to jednak cały system oparty jest na mechanizmach ignorujących ich rzeczywiste możliwości czy problemy; szybciej i więcej wypiera dziś mniej, ale dokładniej.

Obecna szkoła jest trudna nie tylko dla słabych uczniów, ale również dla tych najlepszych. Osoby kreatywne, lubiące szukać nowych rozwiązań i niechętnie chodzące wydeptanymi ścieżkami, często mają trudności z udzielaniem odpowiedzi zgodnych z kluczem. A przecież to od ich innowacyjnego potencjału zależy rozwój. Dlatego każdy mądry sytem edukacyjny powiniem troszczyć się o talenty, wspierać twórcze podejście do nowych zagadnień, umożliwiać rozwijanie kreatywności i autonomii. Środowisko musi wspierać to, co dała natura. W ciągu dwunastu lat spędzonych w szkole, mózgi uczniów ulegają ciągłym zmianom. W zależności od tego, czym uczniowie się zajmują, co jest nagradzane, do czego przywiązuje się wagę, w ich mózgach tworzą się określone połączenia neuronalne. Trzymanie się schematów, powielanie algorytmów, reprodukowanie wiedzy rozwija inne struktury, niż twórcze podejście i stosowanie wiedzy do rozwiązywania problemów. W deklaracjach szkoła ma służyć indywidualnemu rozwojowi uczniów, jednak istniejące mechanizmy zupełnie to uniemożliwiają. Powodem jest sztywna i przeładowana podstawa programowa i system ewaluacji wiedzy. To kolejny przykład zapętlenia systemu.

Gdy w 1989 roku rozpoczynano pracę nad nad reformą szkoły, deklarowanym celem było stworzenia elastycznego i otwartego systemu. Jednak szybko okazało się, że tzw. „minimum programowe” wzbogacane przez kolejnych specjalistów o „niezbędne” szczegóły, szybko zmieniło się w nierealistycznie rozbudowane maksimum. W ten sposób kolejna reforma polskiego systemu edukacyjnego zamieniła się w swoje przeciwnieństwo. Otwarty i elastyczny z założenia program okazał się jeszcze bardziej sztywnym i ograniczającym niż krytykowane programy z czasów socjalizmu.

Tak dotkliwy dla nauczycieli brak spójności obecnego systemu objawia się nie tylko tym, że co innego się deklaruje, a czego innego wymaga, ale również tym, że nie wiadomo, co tak naprawdę jest dobre. Problem pojawia się już w kształceniu nauczycieli. Studenci na metodycznych seminariach dowiadują się, że na lekcjach powinni rozwijać u uczniów autonomię i kreatywność, a potem uczy się ich pisania scenariuszy lekcji, w których co do minuty mają zaplanować, co uczniowie będą robić i co będą mówić. Wiele osób owej sprzeczności zdaje się nie dostrzegać. Postulowana indywidualizacja nauczania i rozwijanie kreatywności i autonomii wymagają elastyczności programu i pewnej dozy wolności. Warto zadać pytanie, czy w dzisiejszych warunkach można stworzyć dobrą szkołę, dla której punktem odniesienia będzie dobro uczniów, ich rzeczywiste potrzeby, problemy, możliwości, zainteresowania i talenty? Jak na testach wypadać będą uczniowie, którzy w szkole będą się uczyć pracy w grupie, wyszukiwania i selekcji informacji, samodzielnego planowania własnej pracy i rozwiązywania problemów? Jak dadzą sobie radę ci, których szkoła zachęcać będzie do odchodzenia od algorytmów i nagradzać za kreatywne i innowacyjne rozwiązania? Ile procent zdobędą na teście osoby, które nauczą się szanować innych nawet wtedy, gdy myślą inaczaj, dbać o środowisko, chodzić do teatru, czytać książki i samodzielnie je interpretowa, rozwiązywać konflikty przez rozmowę, a nie przez kłótnie, krytycznie podchodzic do tego, co mówią „autorytety”, stawiać hipotezy i samodzielnie je weryfikować? Jak napiszą test osoby, którym powtarzano, że nie mają ślepo podążać za innymi, ale powinni raczej skupić się na własnych mocnych stronach i dążyć do tego, co im samym wydaje się w życiu ważne ?

 

Zburzyć ścianę

W piosence „We don’t need no education” legendarny zespół Pink Floyd utożsamia edukację z kontrolą myśli, narzucaniem wszystkim tych samych wartości i niszczeniem wszelkich przejawów indywidualizmu. Ten znany wszystkim utwór jest wezwaniem do zniszczenia systemu przerabiającego uczniów na cegły  o jednakowych parametrach. Muzycy apelują do nauczycieli, aby zostawili uczniów w spokoju. Ale czy to nauczyciele są źródłem zniewolenia? Oni, podobnie jak uczniowie są dziś jedynie trybikami owej biurokratycznej machiny. Obecny system edukacyjny przestał pełnić swoją rolę, jest drogi, niespójny i kontraproduktywny. W dzisiejszych szkołach nie ma życia i energii, wieje z nich nudą. Kto powinien zacząć rozbijać ten mur?

 

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

Comments ( 0 )
  1. W 1981 śpiewaliśmy to na studniówce naszym nauczycielom… A w 1990 chciało mi się pojechać aż do Berlina na koncert…

    Tylko dlaczego dałaś wersję z hiszpańskimi podpisami????

    Animowane video: http://www.youtube.com/watch?v=0wiE_L9mf-k
    Wersja z filmu: http://www.youtube.com/watch?v=892p9cO6ERk

    We don’t need no education
    We don’t need no thought control
    No dark sarcasm in the classroom
    Teachers leave the kids alone
    Hey, teacher, leave the kids alone !
    All in all it’s just another brick in the wall
    All in all you’re just another brick in the wall

    • Adrian Rutkowski

      Co do kultowego już przeboju Pink Floyd,chcialbym zaproponowac komentarz z jednego z angielskich seriali komediowych:

      http://www.youtube.com/watch?v=63NCvjX7X8E

      A tak na poważnie jest to naprawdę ponadczasowa piosenka która pokazuje, iż nie tylko w Polsce jest potrzeba zmian w systemie edukacji, a szkoły które nie zmieniły się za bardzo od czasów rewolucji przemysłowej nie nadążają juz za potrzebami współczesnego świata.

      Tak na marginesie to 24 Marca w tym roku zdarzyło mi sie być na koncercie Australian Pink Floyd w Londynie, gdzie zagrano genialnie ten utwór z udzialem dmuchanego nauczyciela z rózga i dzieci z pobliskiej szkoły. Jakby ktoś miał okazję zobaczyć to naprawdę polecam

      • mazylinska Post author

        Adrian

        Tak, to prawda, potrzebujemy szkoły na miarę naszych czasów i oczekiwań i twierdzenie, że wszystko, na co nas stać, to powielanie starych wzorów jest przejawem bezsilności i braku wyobraźni. To przerażające, jak trudno zejść nam z wydeptanej ścieżki, choć gołym okiem widać, że prowadzi nas na manowce.
        Wielka to szkoda, że ludzie tacy jak Pan wyjeżdżają z Polski! Rozumiem powody, a jednocześnie tak bardzo chciałabym, żeby ci najbardziej kreatywni tu zostawali. A jednocześnie zadaje sobie pytanie, czy osobie kreatywnej łatwo jest dziś pracować w szkole?

  2. „Zburzyć ścianę” – kilka wyjaśnień dla tych, których wtedy nie było na świecie:

    – wiosną 1981 można było mieć pewne nadzieje, że świat się zmienia (zwłaszcza, jeśli miało się wtedy 19 lat)

    – koncert „The Wall” odbył się latem 1990 – pół roku po zburzeniu muru berlińskiego. NRD jeszcze wtedy istniało, choć były to jego ostatnie chwile i nikt już wtedy nie strzelał do ludzi przechodzących na drugą stronę muru. Czuło się wolność i zmiany: można było przejść pod Bramą Brandenburską, a nawet Trabanty i Wartburgi swobodnie wjeżdżały i smrodziły nad Wannsee 😉

    W edukacji jednak wiele od tego czasu się nie zmieniło. A jeśli już – to zostały odrzucone i wyparte te elementy anarchicznej wolności, jakie w polskiej pojawiły się w późnych latach 1970′, a rozkwitły jesienią 1980. Dziś tej wolności i zdrowego antysystemowego rozsądku jest chyba nawet mniej, niż w 1979.

  3. 1. Dziękuję za ten artykuł. Uwielbiam taki sposób przedstawienia problemu. Dobra diagnoza jest podstawą właściwej terapii. Dobra diagnoza zawiera w sobie wskazania dla odpowiedniej terapii. Dobra diagnoza powinna być maksymalnie obiektywna, precyzyjna, syntetyczna i pozbawiona emocji. Tekst Autorki jest doskonałą diagnozą.
    – wypunktowanie elementów alternatywnych, które tworzą przestrzeń sporu-konfliktu
    – poszukiwanie źródła choroby w mechanizmach działania systemu, a nie w nauczycielach (leczmy przyczyny, a nie objawy choroby)
    – wskazanie na trudności, szczególnie na trudną sytuację nauczyciela
    – odwołanie się do zasad: spójności wewnętrznej i autonomii.
    – postawienie pytania kluczowego: Kto powinien zacząć rozbijać ten mur ?
    2. „Jeżeli pragnie się zrealizować swoje największe ambicje i pokonać najpoważniejsze przeszkody, należy znaleźć i zastosować zasadę albo prawo natury, któremu podlegają pożądane rezultaty.” (Covey)
    3. Postawmy więcej pytań kluczowych:
    3.1. Jak myśleć o rozbijaniu muru („metapytanie”) ?
    3.2. Jakie są przeszkody ?
    3.3. Kto i jakimi sposobami powinien zacząć rozbijać ten mur ?

    3.1. Jak myśleć o rozbijaniu muru ?
    Odpowiedzi jest na pewno wiele: nic nie robić, sam się zawali; działać powoli, małymi krokami, czyli ewolucyjnie; tylko radykalnie i rewolucyjnie; burzenie zacząć od wyłomów; to sprawa polityków i urzędników; zmiany należy robić od dołu; odwołać się do zasad fundamentalnych; … .
    Zatem, jak myśleć ? – Tak jak zawsze. Jeśli obecny system wyczerpał się, stał się anachroniczny, jest nieproduktywny, a nawet szkodliwy, to zadaniem ludzi, którzy widzą to, jest przyspieszenie jego upadku i zastąpienie go nowymi rozwiązaniami.
    Przykłady upadków i nowych modeli: niewolnictwo – pańszczyzna, system heliocentryczny – geocentryczny, absolutyzm – republika, PRL – RP.
    A może nie trzeba myśleć zero-jedynkowo, czyli burzyć stare żeby tworzyć nowe ? Przykłady: reformacja Lutra i katolicyzm, fizyka Newtona i kwantowa, firmy prywatne i państwowe. Czyli, nie burzmy obecnego modelu edukacji, pozwólmy tylko na tworzenie modeli alternatywnych – niech funkcjonują równolegle obok siebie.
    3.2. Jakie są przeszkody ?
    Wiele:
    – siedzimy wewnątrz systemu i dlatego większość z nas nie widzi alternatywy. Tak jak w Peerelu.
    – codzienność, czyli: jakoś się kręci, róbmy swoje, jutro do roboty – o reformach pomyślimy później. Tak jak Peerelu.
    – nie jest tak źle. System dokonuje spustoszeń w skali makro, ale nie widzimy tego w naszej osobistej skali. Jak w Peerelu.
    – większość z nas ma zbawienną zdolność adaptacji do warunków zewnętrznych: zabory, wojna, komuna – trudno, trzeba jakoś żyć. To wielka zaleta naszego gatunku. Dlatego opanowaliśmy całą Ziemię. Zmianę warunków zewnętrznych inicjuje zawsze niewielka grupa wizjonerów-wiercipiętów. W pewnym momencie przyłącza się do nich inni – „zwyczajni”. Tak samo jak u schyłku Peerelu.
    3.3. Kto i jakimi sposobami powinien zacząć rozbijać ten mur ?
    Czyli konkretne propozycje i pomysły, scenariusze działań. Zgłaszajmy i zbierajmy różne propozycje na przemianę systemu, w myśl zasady, że im więcej pomysłów, tym więcej szans na uruchomienie rewolucji. Może przydałaby się burz mózgów, bo nigdy nie wiadomo, który pomysł może stać się iskrą zapalną.
    Rzucam kilka szkiców:
    – zebranie się grupy nacisku, niezbyt licznej, ale solidnej
    – sojusz autorytetów z grupą celebrytów
    – uruchomienie atrakcyjnej akcji oddolnej, np. SZKOŁA SZACUNKU I DIALOGU
    – jakieś formy buntu, typu protesty przeciw ACTA
    – akcja medialna
    – powołanie organizacji obywatelskiej
    – okrągły stół, pakt dla edukacji, sejm nauczycielski
    – robienie wyłomów w murze poprzez odłączanie się szkół od systemy
    – szkoły autorskie, autonomiczne, eksperymentalne
    Ważne jest, abyśmy wywalczyli możliwość próbowania i spróbowania innego modelu edukacji, na przykład w pojedynczych szkołach, w jednym mieście, w jednym województwie.
    Dziesięć wymienionych punktów to dobre drogowskazy dla „konstruowania wyłomów” w aktualnym murze oświatowym.

    • Wojmal

      Nietety…rybka tradycyjnie psuje się od głowy: 1. Ustawy do kitu…2. MNiSW nie ma spójnej polityki z MEn..standardy kształcenia nauczycieli do d…itd..od tego się zaczyna..a juz nie będe wspominał co np. o Kolbie wie przeciętny nauczyciel akademicki kierunku Pedagogika:(

  4. W. Szwajkowski

    Obawiam się, że tej ściany nie da się zburzyć jakimś jednym wybuchem. To mocna ściana zbudowana na potężnym fundamencie interesów korporacji, współdziałających z administracją publiczną. System edukacji „produkuje” pod ich potrzeby. Z ich punktu widzenia najbardziej pożądaną cechą absolwenta, ich przyszłego pracownika, jest gotowość i umiejętność podporządkowania się, a absolwenta, przyszłego konsumenta i wyborcy – podatność na „prowadzenie po śladzie”. Nikt tego oczywiście oficjalnie nie powie, ale system wymusi na nauczycielach odpowiedź B na wszystkie dziesięć pytań.

    Nie oznacza to, że należy zaniechać wszelkich prób zmiany. Do listy proponowanych przez Pana Wiesława sposobów dodałbym tylko jeszcze wyjmowanie pojedynczych cegieł z muru. Nawet z najpotężniejszego muru jedna osoba może samodzielnie wydłubać jedną cegłę, gdy się postara. Ściana się oczywiście od tego nie zawali, ale jeżeli takich osób będzie więcej, a wyjmowane cegły będą ze sobą sąsiadować, to kto wie?

  5. Z postu Wiesława chciałbym podkreślić jeden punkt:
    „siedzimy wewnątrz systemu i dlatego większość z nas nie widzi alternatywy. Tak jak w Peerelu.”

    Niestety w większości dyskusji na temat edukacji dominują nauczyciele, metodycy, ludzie zawodowo (i w efekcie: intelektualnie i emocjonalnie) związani z instytucjonalnym systemem szkolnym. Nawet NGO, jak Centrum Edukacji Obywatelskiej, skupiają się na działaniach w ramach państwowego systemu, a nie na tworzeniu dla niego alternatywy.

  6. mazylinska Post author

    Właśnie wróciłam z Warszawy, gdzie prowadziłam kolejne seminarium. Mam wrażenie, że wyjęłam przynajmniej jedną cegłę, a nauczyciele, z którymi pracowałam, powyjmują kolejne 🙂 Znów toczyliśmy ożywione dyskusje, rozmawialiśmy też o tym, jak trudno jest dziś stać po stronie uczniów. Myślę, że mało kto z rodziców rozumie, jakich wybiegów to wymaga.

    @ Ksawery
    Teledysk mi się podobał, mnie te napisy nie przeszkadzają! Ależ Ci zazdroszczę tego koncertu w Berlinie!!!

    @ Wiesław
    Piszesz o alternatywnych szkołach równoległych do tych dziś funkcjonujących. Ale już to wymaga zmiany systemu, który został tak skonstruowany, że nie ma szansy, by go obejść.

    @ Witold
    To prawda, podporządkowanie się, wychowanie karnych konsumentów i wyborców jest jednym z ważniejszych elementów ukrytego planu szkoły (hidden curriculum). Czemu tak mało osób to widzi? Czemu tak trudno dostrzec brak spójności tego systemu, sprzeczność między deklaracjami (autonomia, kreatywność),a rzeczywistym sposobem funkcjonowania szkoły?

    • W. Szwajkowski

      Wydaje mi się, że tak mało ludzi to widzi, bo generalnie ludzie mają chyba poddaństwo zakodowane w genach. Nic nie poradzimy na to, że jako gatunek byliśmy kształtowani przez długie lata do życia w stadzie o określonej hierarchii, a potem już jako ludzie myślący, do życia w silnie zhierarchizowanych strukturach społecznych. Od niedawna poddaństwo feudalne zostało zastąpione poddaństwem korporacyjnym. Ale nawet wielu ludzi złapanych w pułapkę koroporacyjno-ekonomiczno-hipoteczną może tego nie widzieć, bo wygodniejsze jest dla nich życie w przekonaniu, że dokonują autonomicznych wyborów.

      • mazylinska Post author

        @ Witold
        Nie jestem pewna, czy to bardziej geny, czy jednak socjalizacja i wychowanie „do posłuszeństwa”. Jak się nad tym zastanawiam, to wydaje mi się, że dzieci próbują iść własną drogą, upierają się np. przy tym, by wszystko robić samodzielnie (choć oczywiście naśladują dorosłych). Ale dorośli narzucają hierarchię, pokazują, kto kogo ma słuchać, więc się do tego dostosowują. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że jest stosunkowo niewiele osób, które stają się dla dzieci naturalnymi autorytetami, za którymi te podążają nie ze strachu, ale dlatego, że chcą. Bo przecież dzieci potrzebują autorytetów i przewodników i chętnie podążają za osobami, które szanują i którym ufają.
        Jak Pan myśli, czy można wychować dzieci bez hierarchicznego porządku? Jak miałoby wyglądać wychowanie, które nie staje się fundamentem dla takiego czy innego zniewolenia? Czy można wychować dzieci, które nie dadzą się tak łatwo zniewolić i nie dadzą sobą manipulować?

        • W. Szwajkowski

          Pani Marzeno,

          to bardzo ciekawy i obszerny temat, ale tak na potrzeby dyskusji na blogu, z zastrzeżeniem pewnych uproszczeń, uważam, że hierarchia w rożnych aspektach życia jest naturalna i potrzeba. Myślę jednak, że życie społeczne ludzi tym różni się od życia społecznego zwierząt, że u ludzi dochodzi jeszcze możliwość zawierania umów. Gdy te dwa elementy współdziałają ze sobą, to wszystko jest w porządku.

          Jeżeli zawieram umowę o pracę z korporacją i w umowie jest określone, jakie polecenia może mi mój szef wydawać i ja się na to zgadzam podpisując umowę, to akceptuję tę formę hierarchicznej struktury i nie ma to niczego wspólnego z posłuszeństwem, czy podporządkowaniem, bo tak się dobrowolnie umówiłem.

          Ale jeżeli przychodzi do mnie szef mojego szefa i każe mi coś robić, co jest niezgodne, z tym, co mój szef mi polecił i co nie wynika z mojej umowy, ponieważ szefowie rozgrywają między sobą jakąś korporacyjną partię o wpływy i pozycję, a ja się na to zgadzam, to już jest poddaństwo. I obojętne, czy chodzi mi o możliwość wkręcenia się w te rozgrywki i ugrania czegoś dla siebie, czy wynika to z obawy o to, że stracę pracę.

          Myślę, że nie można wychować dzieci bez hierarchicznego porządku, ale należy im uczciwie odpowiadać na pytania, z czego on wynika i jakie w ramach tego porządku mają prawa i konsekwentnie ich przestrzegać. Czy można wychować dzieci, które nie dadzą sobą manipulować? Z pewnością mieliby z tym trudność rodzice, którzy sami zgadzają się na to, żeby nimi manipulowano. Mnie udało się wychować syna tak, że nie pozwolił, żeby manipulowali nim nauczyciele i dyrektor w liceum. Niestety, zapłacił za to wysoką cenę kilkumiesięcznego szykanowania i poniżania przez dyrektora i środowisko szkolne, aż w końcu musiał zmienić szkołę przed końcem drugiej klasy. Sprawa skończyła się w sądzie. Na szczęście wygrał i sąd zasądził zadośćuczynienie za naruszenie dóbr osobistych przez nauczycieli. W międzyczasie słyszałem głosy wielu rodziców, że nie warto było „tak się stawiać”. Ich dzieci się podporządkowały.

          • mazylinska Post author

            Panie Witoldzie,

            tak, jak Pan pisze, jest to bardzo złożony problem. Z jednej strony żyjemy w pewnych hierarchicznych porządkach, z drugiej chcemy, by nas szanowano. Czy hierarchia wyklucza szacunek? Przeprowadzone ostatnio przez socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego badania pokazują, że im bardziej sztywna hierarchia panuje w szkole, tym więcej jest przemocy. Spłaszczanie hierarchii i nawiązywanie bardziej partnerskich stosunków jest czynnikiem najsilniej wpływającym na obniżenie poziomu agresji. Nie kamery i nie systemy kontrolne, ale lepsze relacje i chęć zrozumienia drugiego człowieka wpływają na poziom bezpieczeństwa.

            Wyobrażam sobie, co przeżył Pana syn i cała Wasza rodzina dochodząc swoich praw w sądzie! I wiem, że wiele osób zadaje sobie pytanie, czy warto, czy nie lepiej schować głowę w piasek i na czas bycia uczniem zapomnieć, że wciąż jest się człowiekiem. Niestety to nie są rzadkie przypadki. Zdarzają się najczęściej tam, gdzie niepodzielnie panuje porządek hierarchiczny. Czy sztywna hierarchia wyklucza szacunek? Dlaczego niektórym osobom tak trudno jest traktować uczniów z szacunkiem? Co zrobić, by kultura szkolna opierała się na szacunku? Przecież wzorce stąd wyniesione przenosimy na wszystkie inne dziedziny życia.

  7. @Marzena
    „Piszesz o alternatywnych szkołach równoległych do tych dziś funkcjonujących. Ale już to wymaga zmiany systemu, który został tak skonstruowany, że nie ma szansy, by go obejść.”

    No to szukajmy szansy żeby jednak go obejść. Są dwie możliwości obejścia:
    1. Wewnątrz systemu
    W każdym systemie totalitarnym, a takim jest system MEN, istniały dziwne wyjątki. Przykładami u nas byli, np,. Tygodnik Powszechny, Stefan Kisielewski. System totalitarny dopuszcza możliwość istnienia „nieszkodliwych” wyłomów. Konieczny byłby odważny dyrektor, który potrafiłby pociągnąć za sobą grupę nauczycieli + silna i uparta grupa wsparcia z zewnątrz. Uważam, że taki zespół jest w stanie wymusić na władzach zgodę na utworzenie eksperymentalnych zespołów szkół podstawowa+gimnazjum+liceum działającego na nietradycyjnych zasadach.
    2. Poprzez wyjście poza system
    Tu sprawa jest trudniejsza. Wymaga planowych i skoordynowanych działań. Wymaga jasnego określenia przedmiotu i stron konfliktu, bo wyjście poza system jest konfliktem. Wymaga zgromadzenia zwolenników, sojuszników i wyłonienia przywódców. Wymaga przedstawienia wizji i programów działania. Wymaga nagłośnienia w mediach.
    Uważam, że nie da się stworzyć nowego systemu, nowej szkoły spokojnie, pomału, bez hałasu, sporów, protestów, walki, docierania.
    Kluczowym zagadnieniem jest stanowisko MEN i jego szefa: czy dopuszcza możliwość tworzenia edukacji zgodnej z wizją opisaną przez Marzenę, czy nie. Według mojej wiedzy, nikt nie zadał jeszcze MEN takiego pytania. Dlatego najpierw należy pójść do MEN i zapytać głośno i oficjalnie, czy chce rozmawiać na ten temat. Każda odpowiedź będzie dobra. Pozytywna, będzie oznaczać możliwość szybkiego uruchomienia współpracy. Negatywna, jasno określi nasze stanowiska i położenie: jesteśmy przeciwnikami, jest konflikt, trzeba walczyć. W tym przypadku naszym zadaniem jest pokazanie społeczeństwu, że obecny system jest szkodliwy, i że reformowanie oświaty należy zacząć od reformowania MEN (jak w Peerelu). Uważam, że to zadanie jest bardzo łatwe.

  8. – Czy można stworzyć publiczna szkołę autorską w ramach obowiązującego systemu prawnego ?
    – „Można, ale tylko jako eksperymentalną, a ta musi mieć naukowego opiekuna.”

  9. mazylinska Post author

    @ Wiesław
    A na czym opierasz swoją odpowiedź? Taką eksperymentalną szkołę stworzył przecież Witold Kołodziejczyk. Ciekawa jestem jego zdania na ten temat!

    Na pozostałe komentarze odpowiem później lub jutro, bo muszę jeszcze dziś sprawdzić kolokwia.

  10. Poprosimy Witolda o refleksje, opinie:
    – jak stworzyć szkołę alternatywną-eksperymentalną-autorską ?
    – jak ona funkcjonuje ?
    – czy jest zaraźliwa dla następnych szkół ?

    Czy szkoły eksperymentalne to zawsze tylko szkoły niepubliczne ? Czy można postarać się żeby to była publiczna ? Czy jest możliwe, żeby szkoły eksperymentalne przybywały w postępie geometrycznym ? Jakie są możliwości, jakie przeszkody ?

    UWAGA !!! Mam jednego chętnego opiekuna naukowego ! I co dalej ?

  11. Odnoszę wrażenie, że szkoły eksperymentalnie nie tylko nie przybywają w postępie geometrycznym, ale nie przybywają wcale. Pojawiło się ich trochę w pierwszym roku reformy Handtkego. A od tego czasu? OK…. występuje pączkowanie: z Bednarskiej wypączkował Kuroń. Ale czy coś poza tym? Raczej słychać o zamykaniu szkół niepublicznych. A ich ujęty w sprawozdaniach przyrost należy raczej złożyć na karb działalności samorządów, przekształcających szkoły gminne w fundacyjne, żeby obejść Kartę Nauczyciela.

  12. mazylinska Post author

    To ciekawa konstatacja. Ale czemu nie przybywa szkół eksperymentalnych? Czemu wszystkie są takie same, czemu się od siebie tak mało różnią? Czy obecnie są możliwości tworzenia szkół eksperymentalnych, czy jest to tak skomplikowane, że wprost nierealne?
    Czy mając w perspektywnie egzamin testowy można podjąć ryzyko i dobrze uczyć?

  13. Nie przybywa szkół prywatnych, bo są silnie dyskryminowane finansowo (patrz wcześniejsze dyskusje, choćby na moim blogu http://osswiata.pl/stojda/2012/01/10/polska-szkola-2012-deregulacja/, wymiana uwag między Jackiem Strzemiecznym a mną o finansowaniu szkół niepublicznych)

    Wśród publicznych nie przybywa eksperymentalnych, bo nie ma powodu, by je tam tworzyć. A jaki powód (poza wewnętrzną potrzebą) mógłby miec dyrektor państwowej placówki, żeby przekształcić swoją szkołę w „eksperyment”??? Narażanie się wszystkim, od wójta, przez rodziców po nauczycieli? Gdyby lubił się narażać i podejmować wyzwania organizacyjne, to poszedłby do biznesu, a nie zarządzał państwową placówką!

  14. Małgorzata Biernat-Osowska

    Zgadzam się z autorką tekstu, zapętlenie dotyka wielu dziedzin , w tym również szkolnictwa. Pracuję w szkole (uczę j. angielskiego w liceum) od 16 lat. Od tylu też zajmuję się, jak i pozostali moi koledzy po fachu, tworzeniem stosów papierów dokumentujących naszą pracę i osiągnięcia. Rozumiem, jest to instytucja państwowa, więc jest to najzupełniej normalna rzecz. Rozumiem, że trzeba przygotować „Rozkład materiału” i „Plan wynikowy” dla każdej klasy na początku roku szkolnego. Co roku dla każdej klasy, niezależnie od tego, czy pracujemy z tym samym podręcznikiem od kilku lat, czy z nowym. Jak trzeba, to trzeba.
    Problem pojawia się, jak słusznie zauważyła autorka, przy tworzeniu i realizacji „Tematyki lekcji”. Czy jesteśmy w stanie i czy jest realnym realizowanie każdej lekcji zgodnie z tym, co zaplanowaliśmy na początku roku szkolnego? Skąd mam wiedzieć, ile jednostek lekcyjnych zajmie mi realizacja danego zagadnienia? Każdy nauczyciel, nawet z niewielki doświadczeniem zawodowym, zdaje sobie sprawę, że każda klasa jest inna. Czy wszystkich uczniów mamy wkładać do jednej beczki? A gdzie wspomniana przez autorkę, która przytacza wytyczne Ministerstwa Oświaty, indywidualizacja nauczania? Czy nie oznacza to, że muszę dostosować tempo swojej pracy do możliwości percepcyjnych każdego ucznia? Czy po prostu wpisujemy do dziennika lekcyjnego kolejny temat z listy, a w rzeczywistości w zależności od potrzeb z każdą klasą, czy grupą wprowadzamy dane zagadnienie na tylu lekcjach, na ilu po prostu trzeba. Przecież jeżeli nie zrealizuję tematu i nie uznam, że uczniowie opanowali materiał, nie mogę zacząć kolejnego. Każdy z nas chce wywiązywać się ze swoich obowiązków jak najlepiej. Dlaczego, żeby być rzetelnymi wobec ucznia, musimy oszukiwać?
    Myślę, że podobnie myślą inni nauczyciele. A to jest dopiero wierzchołek góry lodowej.

    • mazylinska Post author

      @ Małgorzata B-O

      To doskonały przykład wewnętrznej sprzeczności systemu! Z jednej strony nauczyciele mają dbać o indywidualizację, a z drugiej jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego (w przypadku klas pierwszych jeszcze zanim nauczyciel pozna swoich uczniów) mają napisać rozkład materiału i / lub wynikowy plan pracy, w którym dokładnie zaplanują, co kiedy będą z uczniami robić. To oznacza, że nie mogą brać pod uwagę już nie tylko możliwości, zainteresowań czy problemów pojedynczych uczniów, ale całej klasy. Niezależnie od tego, jaka jest dana klasa, nauczyciel ma pracować w taki sam, zaplanowany z góry sposób. To oczywiście fikcja, bo jak piszesz, każda klasa jest inna i z każdą trzeba pracować inaczej. Ciekawa jestem, ilu nauczycieli w imię dobra swoich uczniów, ucieka się do oszustwa i co innego robi na lekcjach (kierując się potrzebami uczniów), a co innego wpisuje do dziennika (na wypadek kontroli). Czy osoby przeprowadzające w szkole kontrole nie wiedzą, że nie da się w sierpniu przewidzieć problemów, jakie mogą mieć uczniowie? Czy nie wiedzą, że kontrolowanie realizacji poszczególnych tematów w określonym dniu prowadzi do uprawiania fikcji?

  15. W. Szwajkowski

    Pani Marzeno,

    Nie ma już miejsca na odpowiedź w drzewku, więc muszę tutaj. Moim zdaniem hierarcha absolutnie nie wyklucza szacunku. Dla mnie hierarchia jest wyłącznie sposobem zorganizowania jakiejś struktury decyzyjnej w organizacji. Sposób ten powinien zależeć tylko od celów jakie dana organizacja sobie stawia.
    W pewnych przypadkach celowa będzie płaska, nie hierarchiczna struktura, a do innych celów właściwa będzie taka, która ma wiele stopni pośrednich. Wszystko zależy od specyfiki działania i natury podejmowanych decyzji.

    Wiele firm konsultingowych żeruje właśnie na tym, że jako lekarstwo na uzdrowienie jakiejś organizacji zaleca zmianę systemu podejmowania decyzji. Tym z płaską strukturą zaleca jej rozbudowanie, a tym z rozbudowaną – spłaszczenie. Zmiana taka ma się często nijak do realnych potrzeb organizacji, ale uzasadnia rachunek wystawiony za konsultacje. Nie spotkałem się nigdy z taką sytuacją, że firma konsultingowa zaleca pozostawienie struktury takiej, jaka jest, a tylko wskazuje na to, że związane z nią umowy nie są właściwie realizowane.

    Sama struktura hierarchiczna moim zdaniem nigdy nie jest przyczyną napięć. Przyczyną jest sposób, w jaki ludzie osadzeni w danej strukturze realizują, (a raczej nie realizują) związane z nią umowy. Są to ludzie, którzy nie traktują systemu hierarchicznego jako narzędzia do realizacji zadań, których się podjęli, ale jako wyróżnika własnej pozycji w korporacyjnym stadzie. Awans to dla nich w pierwszej kolejności większy samochód, większy gabinet, większy prestiż i większa możliwość pozasystemowego wpływania na innych, z pominięciem oficjalnie głoszonych zasad. Głównym ich celem jest jak najwyższa pozycja w hierarchii, ale w połączeniu z jak najmniejszą odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. Często więc wymuszają na swoich podwładnych,aby podpisywali się pod ich decyzjami. Zrzucanie winy na hierarchię jako taką jest często celowym odwracaniem uwagi od istoty problemu.

  16. Adrian Rutkowski

    Witam,

    Według mnie, największym zapętleniem się polskiego systemu edukacji jest to iż większość nauczycieli starej daty jest zefiniowana przez przestarzały już twór i działa według motta: ‚zawsze było dobrze’. Natomiast Ci z młodych nauczycieli którzy mają umiejętności potrzebne aby wprowadzać autonomiczne myślenie wśród uczniów i kreatywne metody nauczania z reguły wybierają inną karierę, nie chcąc pracować za 1300 złotych. To jest jeden z powodów, dla których, mimo iż jestem wykwalifikowanym w Polsce nauczycielem, piszę ten komentarz jak pracownik urzedu miasta w Londynie. W skutek tego duży odsetek nowych nauczycieli tworzą ludzie niekompetentni. Tym samym koło się zamyka. Oczywiście zdarzają się tacy, którzy mimo niskich zarobków czują powołanie i mają chęć do wprowadzenia zmian, ale tak jak pisało wielu poprzedników, szybko zostają przygnieceni szkolną biurokracją i nie mogą w pełni pokazać swojego potencjału.

    Z całej swojej edukacji, a należę do rocznika 1986, czyli pierwszego który poszedł do gimnazjum i pisał nową maturę, najlepiej wspominam olimpiady przedmiotowe, a zwłaszcza te które zawierały część ustną. Dla mnie to była jedyna możliwość żeby wykształcić umiejętności komunikacyjne, tak potrzebne w dorosłym życiu. Żadna wiedza zdobyta w szkole nie pomoże, jeśli nie umie się jej przekazać. Wmówienie uczniom iż ‚Słowacki wielkim poetą był’, nie pozwalając im wyrazić własnej opinii na ten temat, czy wpajanie, że zawsze dobra jest tylko jedna odpowiedź, ku temu nie prowadzi. I na pewno nie pomoże podczas rozmowy kwalifikacyjnej o pracę.

    Sir Ken Robinson w jednym ze swoich wykładów trafnie, moim zdaniem, ocenił iż szkoły działaja jak linia produkcyjna w fabryce rodem z ery przemysłowej. A autonomiczne myślenie uczniów wręcz przeszkadza i wstrzymuje prace fabryki. Dlatego nie ma na nie miejsca.

    Kto powinien zacząć rozbijać mur? Muru nie trzeba rozbijać wystarczy tylko pomalować każdą cegiełkę na inny kolor. Niech każdy opuści szkołę z poczuciem ukształtowanego ‚ja’. Jako autonomiczna racjonalnie myśląca jednostka,a nie jako szary pozbawiony perspektyw członek armii klonów.

    Ponieważ jest to mój pierwszy (na pewno nie ostatni) wpis tutaj, chciałbym pogratulować wspaniałego bloga. Obnaża on wiele wad polskiego systemu edukacji i proponuje wiele ciekawych rozwiązań o których powinno być coraz głośniej. Pozdrawiam

  17. Nauczyciel gimnazjum woj. lubelskie

    Wszystkie problemy wymienione w punktach to codzienność polskiego nauczyciela. W mojej szkole rozliczamy się z realizacji podstawy programowej przed dyrekcją, a z wyników egzaminów przed rodzicami. Nie można jednak przygotować ucznia do egzaminu kierując się jedynie wytycznymi podstawy programowej.Jak można przejść do kolejnego tematu bez opanowania zagadnień poprzednich? W praktyce po prostu trzeba wpisywać kolejne tematy z podstawy programowej, a realizować tematy zgodnie z potrzebami ucznia. Z drugiej strony, niedawno była u nas w szkole wizytacja i pytano o indywidualizację procesu nauczania. jak ma się to do naszych obowiązków ścisłego przestrzegania podstawy programowej? a gdzie w tym wszystkim jest uczeń? Został on zepchnięty na poziom elementu potrzebnego do funkcjonowania szkoły jako instytucji.

  18. Adrian.
    Zwróciłeś uwagę na bardzo istotny problem: znaczna ilość, może nawet znaczna większość, nauczycieli pracuje w szkole przez przypadek.
    Zakładam, że mogę mylić się, więc będę wdzięczny za Wasze opinie. Jak to stało się, że zostałeś nauczycielem ? Jak to wygląda w przypadku Twoich znajomych ?
    Ale trafienie do pracy w szkole przez przypadek, nie uważam za tragedię. Często nasza droga zawodowa zaczyna się od przypadku. Najgorsze jest, że system-szkoła nie ma żadnych realnych mechanizmów doskonalenia nowych nauczycieli i eliminowania tych spośród nich, którzy nie potrafią lub nie chcą doskonalić się.
    Natomiast mamy do czynienia z dziwnym paradoksem (też wskazałeś go) – system ma dobre mechanizmy niszczące utalentowanych, twórczych i entuzjastycznych nauczycieli.
    Obawiam się, że „pomalowanie każdej cegiełki na inny kolor” może być źle zinterpretowanie. Tak właśnie robi MEN od 20 lat – stara się malować stary, zmurszały mur. Po chwili farba płowieje i odłazi, a spod niej wychodzi ciągle ta sama naga prawda. Ken Robinson wskazał żeby spojrzeć na fundamenty.
    Ale zgadzam się, że wielokolorowość jest kluczem do postępu, nie tylko w edukacji. Różnorodność szkół, programów, metod, stylów. Tylko jeden problem dla urzędników: jak zapanować nad różnorodnością ?

  19. … woj. lubelski
    „a gdzie w tym wszystkim jest uczeń? Został on zepchnięty na poziom elementu potrzebnego do funkcjonowania szkoły jako instytucji.”
    To kolejne potwierdzenie mojej diagnozy: uczeń już dawno przestał być podmiotem, stał się przedmiotem dla systemu edukacji. Tylko oddani nauczyciele walczą o jego podmiotowość.
    Sprawa wizytacji. Nauczyciele, bądźcie asertywni ! Mówcie wizytatorom co myślicie o absurdach oraz o tym jak widzicie inną szkołę. Nie strońcie, przy tym, od takich określeń, jak: szkodliwy, anachroniczny, kontrproduktywny, niedemokratyczny, sprzeczny z … , itp. Niech wizytatorzy pomęczą się choć trochę, niech wysilą się, niech poczują swoją niezręczną, dwuznaczną sytuację.
    ZAPRASZAM WIZYTATORÓW, AUTORÓW, KURATORÓW, INSPEKTORÓW, … DO ROZMOWY !!!

    • mazylinska Post author

      @ Rodzic uczennicy z renomowanego i Wiesław

      Ja też znam taką renomowaną szkołę, której progi jako rodzic przekraczałam z mało komfortowymi uczuciami. Drzwi pokoju nauczycielskiego nie miały z zewnątrz klamki. Uczniowie i rodzice byli tam intruzami, którzy nie mieli przeszkadzać. Gdy moje dziecko tam chodziło, wprowadziliśmy w domu zasadę, że przy obiedzie nie wolno mówić o szkole, bo wszyscy traciliśmy apetyt. Toksyczność tej placówki oświatowej wytrzymaliśmy rok, potem przenieśliśmy Olę do innej szkoły. Mogłam więc porównać dwa licea, dwa skrajnie różne podejścia do uczniów i rodziców, dwa rodzaje kultury edukacyjnej. W pierwszej szkole od uczniów głównie wymagano, w drugiej wielu nauczycieli naprawdę starało się nauczyć i pomóc. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że niektóre szkoły zamieniają się w takie toksyczne miejsca, z których chce się tylko uciekać. Dlaczego nauczyciele zarażają się od siebie pewnym specyficznym podejściem i wiedząc, że mają świetnych i zdolnych uczniów, skupiają się nie na uczeniu, a na egzekwowaniu wiedzy. Rok w tamtej szkole wciąż jeszcze jest dla mnie prawdziwą traumą, moja córka nie chce o niej rozmawiać.
      Wiesław, czy masz jakąś radę na takie sytuacje? Co zrobić, gdy w szkole nie ma szacunku, zrozumienia, empatii, ludzkiego traktowania?
      Ty zachęcasz, do tego, by nauczyciele otwarcie mówili wizytatorom, jak wygląda sytuacja. Jednym słowek zachęcasz, by zerwać ze szkolną fikcją! Profesor Kwieciński dawno temu napisał artykuł „Szkoła tak naprawdę jest oszustwem”. Tak jest do dziś, system edukacyjny, to jedna wielka fikcja. Wszyscy udajemy, wszyscy mówimy, że niemożliwe jest możliwe, wszyscy zastanawiamy się, co zrobić, by mimo konieczności produkowania ton papieru nie zatracić poczucia sensu i stać po stronie uczniów. Napiszę o tym kolejny tekst!
      Dziękuję osobie, która napisała o tym, jak czuje się jako rodzić w szkole swojego dziecka. Zastanawiam sie tylko, jak w tej szkole czuje się jej córka.
      Myślę też, że takich toksycznych szkół nie jest wiele, ale często są to szkoły, do których idą najlepsi uczniowie. Takie przypadki możliwe są tylko dlatego, że jako rodzice bardziej patrzymy na rankingi, testy i wyniki, a nie na to, czego i jak poszczególne szkoły uczą. Dla dobrych wyników godzimy się na brak szacunku. Ja swoje dziecko z takiej szkoły zabrałam, żałuję tylko, że spędziło tam 10 miesięcy. Trzeba uświadamiać rodzicom, że koszty są zbyt wysokie. Zabierajcie dzieci ze złych szkół i od złych nauczycieli (mówcie głośno, dlaczego to robicie) jest dostatecznie dużo dobrych! Nauczyciele mówcie wizytatorom prawdę! Wiesław, to by była dopiero rewolucja! Już mam ochotę o tym napisać! Ale kolejny post mam już gotowy – o etyce w szkole i w życiu, więc ten będzie nastepny 🙂

  20. Marzena.
    Pytasz/pytamy: co robić ? Znajduję wskazówki w Twoich zdaniach.
    1. „Zabierajcie dzieci ze złych szkół i od złych nauczycieli”.
    Odczytuję tak: mniej skupiać się na „złych nauczycielach i działaniach”, ale mocniej wspierać dobrych nauczycieli, dobre działania, dobre szkoły. To jest również zadanie dla rodziców. Będę starał się tak robić.
    2. ” … mówcie prawdę”
    Kto potrafi i ma odwagę, niech mówi prawdę, po to, żeby obalać fikcję, o której piszesz.
    To nie jest łatwe. Szkoła jest tak skonstruowana, że wszyscy jesteśmy w niej zakładnikami, każdy czuje potencjalną presję szantażu. To jest „piękna” konstrukcja, występująca w różnych organizacjach, nie tylko w szkole: ja-rodzic milczę, bo nauczyciel ma jako zakładnika moje dziecko; nauczyciel jest zakładnikiem dyrektora; dyrektor jest zakładnikiem różnych władz i rodziców. Dodatkowym utrudnieniem jest nasza powszechna umiejętność życie w fikcji, rozwijania jej i utrwalania. Ćwiczyliśmy to przez ostatnie dziesiątki lat. Wydaje mi się, że w tej kwestii bardzo różnimy się od społeczeństw zachodnich.
    3. „Co zrobić, gdy w szkole nie ma szacunku, zrozumienia, empatii, ludzkiego traktowania?”
    Ja zawsze proponuję „akcję” SZKOŁA SZACUNKU I DIALOGU. Zdaję sobie sprawę, że każda akcja może przybrać różne formy, również fikcyjne lub patologiczne. Jednak już samo przyjęcie hasła SZID wprowadza nową jakość. To hasło może być mottem pracy dla pojedynczych nauczycieli, ale również wspólnym mianownikiem dla kilku nauczycieli w jednej szkole oraz dla wielu nauczycieli w całym kraju. W ten sposób hasło SZID byłoby nagłaśniane, utrwalałoby się w świadomości rodziców i uczniów, mogłoby być wspólnym, prostym, czytelnym odnośnikiem dla budowy nowego typu relacji w szkole. Mogłoby być jednym ze źródeł rozwoju i przełomu. Gdyby niewielka część nauczycieli przyjęła to hasło i występowała z nim oficjalnie (ja pracuję/działam w systemie SZID, lub zgodnie z zasadami SZID), to skutek byłby taki, że o SZID zaczęli by mówić rodzice i uczniowie:
    – czy w waszej szkole ktoś pracuje w systemie SZSZID ?
    – … proszę to zrobić zgodnie z ZSZID
    – nie zgadzam się na to, bo jest sprzeczne z ZSZID
    – Pani od matemy deklaruje, że pracuje w systemie SZSID, a dlaczego Pani od polaka nie ?
    – dlaczego w tym gabinecie nie wisi hasło SZSID ?
    Ja będę próbował, choć jestem tylko rodzicem, czyli dostawcą przedmiotu edukacji.
    4. „… Myślę też, że takich toksycznych szkół nie jest wiele”
    Też tak zakładam. Natomiast jest oczywiste, że toksyczny jest system, ponieważ jest oparty na toksycznych zasadach i jest zarządzany w sposób toksyczny. Przykład: system nie skłania, nie prosi i żąda od dyrektorów i nauczycieli aby tworzyli szkoły oparte na dialogu, szacunku, empatii, twórczym rozwoju. Jeżeli jakieś grono tworzy taką szkołę, to jest to tylko jego własna inicjatywa, która otrzymuje od władz, zamiast wsparcia, różne dyrektywy, zarządzenia i kontrole utrudniające działania.

  21. 1. Nie tylko wspierać dobre. Również wspierać zmiany organizacyjne, ułatwiające rodzicom przenoszenie dzieci do innych szkół. Naciskać na samorządy, by rozbudowywały te szkoły, do których rodzice chcą posyłać swoje dzieci, dostosowywały transport publiczny tak, żeby to nie było uciążliwe komunikacyjnie posyłanie dziecka do szkoły innej, niż najbliższa, wreszcie by likwidowały te szkoły, z których uczniowie pouciekali.

    3. A może raczej akcję: „zabieramy nasze dzieci z takiej szkoły, a jeśli ktoś nadal tam posyła swoje dziecko, to jego sprawa, widać mu to odpowiada?”

    • mazylinska Post author

      Xsawer, w tym problem, że dziś 99,9% rodziców patrzy tylko na statystyki, a nie pyta o inne aspekty. W ich mniemaniu, dobra szkoła, to taka, która w rankingach plasuje się wysoko. Podejrzewam, że osoba, która posłała swoje dziecko do elitarnego liceum, kierowała się właśnie wynikami osiąganymi przez uczniów. Wciąż jeszcze pokutuje u nas przekonanie, że edukacje jest jak wizyta u dentysty: „To musi boleć!” Co zrobić, by rodzice zrozumieli, że wyniki szkoły to nie wszystko, że dużo ważniejsze są inne aspekty i by zabierali swoje dzieci ze złych szkół i od złych nauczycieli. Dobrych jest pod dostatkiem.

  22. Myślę, że my, rodzice nie będziemy siłą uruchamiającą przemiany. Ze swej natury, jesteśmy masą bierną, raczej dostosowujemy się do systemu edukacji, a nie myślimy o jego naprawianiu lub rozwijaniu. Co najwyżej krytykujemy błędy i absurdy. My nie mamy czasu, wiedzy, sił i narzędzi. Szkoła naszego dziecka to tylko cząstka naszego życia, epizod, który mija błyskawicznie (3 lata – jak dla brata). Mamy coraz więcej problemów i spraw, dlatego nasze marzenia to: szkoła mojego dziecka bez kłopotów i święty spokój w temacie edukacji.
    Sądzę, że pierwszy ruch należy do tych, którzy mają wiedzę, chęci i narzędzia, czyli do nauczycieli i ekspertów (patrz: motto naszego portalu). Dopiero oni mogą przyciągnąć i pociągnąć za sobą część rodziców i uczniów. To nic nowego, to już było.
    Stąd bierze się „mój” pomysł SZSZID. Działanie bardzo skromne, zaczynające się bardzo niepozornie i niewinnie. Coś w rodzaju kółek gimnastyczno-strzeleckich. Takie kółko „taneczno-strzeleckie” na terenie szkoły mogłoby składać się z jednego-dwóch nauczycieli, trzech-czterech rodziców i kilkunastu uczniów. To wystarczyłoby na początek.

  23. anula

    Pyta p. Marzena: Ale czy to nauczyciele są źródłem zniewolenia?
    Odpowiadam: tak właśnie jest. Przynajmniej w większości przypadków.
    Zacznę od relacji mojej znajomej psycholog. Prowadzi ona szkolenia dla nauczycieli na wszystkich poziomach nauczania. I obserwację ma następującą: najchętniej słuchają nauczyciele szkół podstawowych, a im wyżej, tym gorzej. Nauczyciele liceów nie słuchają.Bo pewnie wiedzą lepiej. Albo po prostu WIEDZĄ. God knows.
    Pracuję od lat w szkołach średnich i, niestety, tak właśnie jest: moje koleżanki i koledzy traktują wszelkie szkolenia jak męki piekielne, NIKT sam, bez odgórnego nakazu, nie wybierze się na żadne szkolenie czy warsztaty, bo po co? NOWE nie ma szansy się przedostać do tej zamkniętej twierdzy, bo po co mamy poświęcać czas ( a czasem i pieniądze) na poznanie, czy, nie daj Boże, zmianę myślenia, skoro jakże bezpiecznie i łatwo jest robić to samo cały czas? Projekty edukacyjne? Strata czasu – nie można przygotować się do testu, bo projekty to przecież nie jest PRAWDZIWA nauka.Pokolenie cyfrowych tubylców? A cóż to za wymysł? Niech się dostosują do nas, zamiast siedzieć w tych durnych komputerach. eTwinning? Kolejna bzdura.
    Mogłabym tak jeszcze długo. Nikt nie zauważa, jak wspaniale można dzięki ww formom kształcić umiejętności komunikacyjne, tak bardzo potrzebne na każdym etapie życia, a wprost niezastąpione w pracy – pisał o tym wyżej pan urzędnik (dawniej nauczyciel) z Anglii, mówią o tym stale we wszystkich mediach.
    Proszę mi powiedzieć, jak tacy ludzie – a zapewniam, że takich właśnie jest większość – mają zmieniać polską edukację? Ludzie, którzy nie widzą i nie słyszą, nie pokażą nowej drogi. A jeśli nawet nagle zdarzy się cud i choć część z nich przejrzy i usłyszy, to trafi na schizofreniczny system edukacyjny, który każe im rozwijać kreatywność uczniów po to tylko, by za chwilę wtłoczyć ich w ciasne ramy testu. Odnoszę wrażenie, że dzielni twórcy zmian w polskiej edukacji nie odnotowali coraz powszechniejszego odchodzenia od testomanii na Zachodzie, nie odnotowali zakwestionowania jednego typu inteligencji, tak u nas wywyższanej nieustająco (wszak to dopiero niecałe 30 lat minęło od pracy Howarda Gardnera), coś tam dotarło o zaletach projektów, a ostatnio postanowili odnotować obecność uczniów zdolnych. Jednocześnie cieszą się wydawcy, bo testy schodzą coraz niżej, można sprzedać kolejny podręcznik. Władze oświatowe przylepiły zatem różne nowinki (projekty w gimnazjum, uczniowie zdolni, pielęgnacja talentów – głównie na papierze) do coraz bardziej rozbuchanego systemu testowania i tak oto mamy nasz system edukacyjny, który, w połączeniu z niechęcią nauczycieli do jakiegokolwiek rozwoju, tworzy coraz bardziej egzotyczny, niezrozumiały i oddalający się od uczniów świat.
    Zacznijmy od nauczycieli.

  24. anula
    Twoja słowa są mocne i ważne.
    Piszesz „zacznijmy od nauczycieli”. Zgadzam się z Tobą. Nie zgadzam się z Tobą.
    Tak, bo to oni są głównymi aktorami. Nie, bo oni są pierwszymi ofiarami systemu, są zmanipulowani przez system. Masz rację: im wyższy poziom edukacyjny, tym silniejsze jest zniewolenie umysłów nauczycieli i uczniów. Żeby przeciwstawić się systemowi, nauczyciel musiałby mieć charakter opozycjonisty. Ale nauczyciel liceum ma bardzo dużo do stracenia, dlatego musi współpracować z systemem.
    Danuta Sterna pisze o potrzebie otwarcia się nauczycieli na dialog. Ale to jest sprzeczne z intencją i praktyką władz oświatowych i systemu. Jak otworzyć się na dialog w systemie, który nie używa dialogu ? To tak jakby prosić o stosowanie zasad i procedur demokratycznych w Peerelu.

  25. mazylinska Post author

    W komentarzach pod tym wpisem w bardzo podobnym tonie wypowiedziało się kilka osób związanych ze szkołą: Adrian (były nauczyciel), Małgorzata (nauczycielka), nauczycielka z woj. lubelskiego, rodzic ucznia z renomowanego liceum. Wyłania się z tych wpisów bardzo ponury obraz szkoły i nauczycieli. Anula pisze, że większość jej kolegów i koleżanek nie ma ochoty się dokształcać i latami powiela stare wzorce. Nie mogę tego negować, ktoś, kto pracuje w szkole ma z pewnością lepszy osąd niż ja. Ale ja mogę powiedzieć, że prowadząc seminaria mam kontakt z innymi nauczycielami, którzy poświęcaja własne weekendy, a często również własne pieniądze, żeby wziąć udział w szkoleniach i nauczyć się czegoś nowego. To, co od nich słyszę, też daje do myślenia. Wiele osób spóźnia się, bo ich dyrektorzy nie chcą zwolnić ich z kilku lekcji, by mogli na czas dojechać do Sulejówka. A przyjeżdżają z całej Polski. Wielu musi zapłacić za dojazd z własnej kieszeni. To znaczy, że część dyrektorów traktuje udział w seminarium tak, jakby nauczyciel jechał na weekend do ośrodka SPA. Często słyszę też, że koledzy i koleżanki w pracy niezbyt chętnie odnoszą się do nowych propozycji. A w pojedynkę trudno zmienić szkołę!
    Przy wspólnych posiłkach dowiaduję się od uczestników seminariów wielu ciekawych rzeczy. Z tych rozmów wynika, że problemy mają dziś raczej nauczyciele jeżdżący na szkolenia, a nie ci, którzy dokształcać się nie chcą. To kolejny przejaw szkolnej fikcji. Niby dyrektorom zależy na podnoszeniu kwalifikacji, ale nauczyciele mają to robić tak, by zawsze byli w szkole i nie chcieli żadnych pieniędzy.
    Mam pytanie do Anuli. Czy nauczyciele, którzy w szkole wybierają program minimum, tracą z tego powodu? Czy mają mniejsze dodatki? Czy nie daje się im np. nadgodzin? I odwrotnie, czy ci aktywni, którzy się dokształcają, przygotowują atrakcyjne lekcje, są innowacyjni, są w jakikolwiek sposób doceniani?
    Jednym słowem, czy system wspiera lepszych, zaangażowanych, aktywnych i innowacyjnych nauczycieli?
    Wiem, że jest dużo przypadkowych nauczycieli, którzy nie powinni pracować w szkole, bo są np. toksyczni, nie lubią dzieci lub nie mają ochoty się dokształcać. Ale o tym się nie mówi, to temat tabu. Czy ktoś słyszał o nauczycielu, który został zwolniony ze szkoły, bo źle traktował uczniów, był niesprawiedliwy i zamiast uczyć jedynie egzekwował wiedzę? Takich tematów tabu jest w systemie edukacyjnym bardzo dużo. Chcąc zmienić szkołę, trzeba zacząć głośno mówić i o tym.

  26. anula

    Czy nauczyciele, którzy w szkole wybierają program minimum, tracą z tego powodu? Czy mają mniejsze dodatki? Czy nie daje się im np. nadgodzin? I odwrotnie, czy ci aktywni, którzy się dokształcają, przygotowują atrakcyjne lekcje, są innowacyjni, są w jakikolwiek sposób doceniani?
    Odpowiadam: nie są doceniani. To żałosne, ale doceniani są ci, którzy ładnie się uśmiechają i wdzięczą do dyrekcji. Jeśli coś ZROBISZ ponad program, to,owszem, uścisk ręki prezesa gwarantowany, ale nic ponadto. Mam nieodparte wrażenie, że ja wiem znacznie więcej o szkoleniach niż moja dyrekcja. Zresztą wystarczy spojrzeć tutaj, na liczbę nauczycieli biorących udział w dyskusjach na Waszych forach. Marność, niestety.

  27. mazylinska Post author

    @ Anula
    To prawda, w dyskusjach bierze udział bardzo niewielu nauczycieli, a przecież jesteśmy ogromną grupą zawodową. Jest nas ponad 650 tysięcy. Myślę, a nawet wiem :-), że blogi CEO czyta wielu, ale własną opinię formułują jedynie wyjątki. Zastanawiam się, czy ten stan rzeczy ma związek ze sposobem funkcjonowania szkoły? Czy nauczyciele w swoich szkołach są zachęcani do wyrażania własnych opinii, czy łatwo im działać autonomicznie i kratywnie, czy czują się podmiotami w systemie edukacji, czy są przekonani, że wiele od nich zależy?
    Myślę, że to kolejny przejaw działania systemu, który nie tylko z uczniów, ale i z nauczycieli czyni wykonawców zewnętrznych zaleceń. Przygotowanie dobrych lekcji wymaga wiele czasu i zaangażowania. Podobnie jest ze wspieraniem uczniów. Sprawdzanie prac (niekoniecznie po to, żeby je ocenić, ale głównie po to, by uczeń uzyskał informację zwrotną), jest niezwykle pracochłonne, ale jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby ktoś, kto to robi, został doceniony.
    Podobnie jest z awansem zawodowym. Tam również zupełnie pomija się to wszystko, co w zawodzie nauczycielskim jest najważniejsze. Czy można w jakimś z wymaganych punktów wpisać: Zawsze idę do moich uczniów z uśmiechem na twarzy, na lekcjach tworzę pozytywną i przyjemną atmosferę, dopuszczam poprawianie ocen, najpierw pozwalam uczniom ćwiczyć i udzielam im informacji zwrotnej, a dopiero wtedy, gdy już nową sprawność opanują, oceniam ich dokonania, traktuję uczniów z szacunkiem i staram się, by na moich lekcjach się nie nudzili, w razie problemów zawsze zstanawiam się, co sam/sama mogłabym zmienić.
    Czy takie rzeczy liczą się przy awansie zawodowym? Bycie nauczycielem to piękny, ale i bardzo wymagający i trudny zawód. Niestety, bardzo łatwo można tworzyć iluzję bycia dobrym nauczycielem. Wtedy realizuje się program i skupia się na testach i na zbieraniu papierków do awansu. Uczniowie schodzą wtedy na drugi, albo nawet na sto drugi plan. W ilu szkołach dyrektorzy patrzą na to, czy nauczyciel naprawdę interesuje się uczniami i ich wspiera, czy jedynie realizuje program?

  28. Anula wskazałaś na kapitalny i dramatyczny problem: nauczyciele innowacyjni muszą działać pod prąd, wbrew zasadom i wymaganiom systemu. Bowiem system koncentruje uwagę i aktywność nauczycieli i uczniów na spełnianiu wymagań. Tym samym system promuje i premiuje postawy i zachowania oparte na dostosowaniu się.
    Dlatego najlepiej wypadają nauczyciele, którzy mają wszystko zrobione bez błędów i na czas.
    Marzena podsumowała, jak zwykle, doskonale: „Myślę, że to kolejny przejaw działania systemu, który nie tylko z uczniów, ale i z nauczycieli czyni wykonawców zewnętrznych zaleceń.”

  29. Małgosia L.

    Witam!
    Do obalenia muru potrzebni są przede wszystkim nauczyciele. Tym, którzy mają ochotę robić to na co dzień ,polecam -przepraszam, że tak trywialnie:)- odcinek 71 i 72 serialu TVP „Ranczo”. Tam dostrzeżono problem i zaczęto wprowadzać zmiany. Wiem, że to tylko lekka komedia,ale może okazać się „misyjna”. Siła mediów może przynajmniej wzbudzi w narodzie troszkę refleksji…

    • mazylinska Post author

      O ten film pytało mnie ostatnio wiele osób 🙂 Muszę obejrzeć w niedzielę, bo słyszałam zaskakujące rzeczy!
      Rola nauczycieli jest nie do przecenienia, ale ja widzę tu też ogromny problem. Dyskutujemy o tym właśnie w komentarzach do najnowszego wpisu poświęconemu interakcjom w klasie. Nauczyciel musi wiedzieć, co ma u uczniów rozwijać. czy ma ich przygotować do zdawania testów (tu trzeba być dobrym w reprodukcji wiedzy i udzielać najbardziej typowych odpowiedzi), czy ma ich przygotować do życia, a oznacza umiejętność rozwiązywania problemów, kreatywność i innowacyjne myślenie.

  30. Małgosia L.

    Sądzę, że skoro TRZEBA testować, to nauczycielom pozostaje jedynie zasada złotego środka. Najważniejsze, żeby w ogóle nad tym się zastanowił, pomyślał o owym zapętleniu, wówczas może znajdzie swój własny złoty środek. Rozwiązania systemowe niewiele chyba mogą pomóc-najefektywniejsze jest to, co wypływa z nas, o czym jesteśmy do głębi przekonani.
    Pozdrawiam: matka i nauczycielka w jednym.

    • mazylinska Post author

      Pani Małgosiu,
      zasada złotego środka sprawdza się w wielu dziedzinach życia, ale w szkole może być z tym trudno. Bo jak znaleźć złoty środek między tak potrzebną w życiu innowacyjnością i kreatywnością, a udzielaniem najbardziej typowych odpowiedzi (takie są w egzaminacyjnym kluczu. Czy ucząc języka polskiego mam rozwijać w uczniach przekonanie, że sami potrafią zrozumieć i zinterpretować czytane utwory, czy mam ich uczyć, że poprawne odpowiedzi i interpretacje są w podręcznikach i brykach? Czy mam im mówić, że powinni podążać za swoimi zainteresowaniami, słuchac swojego wewnętrznego głosu, czy uczyć się wszystkiego, czego wymagają od nich inni ludzie? Dla mnie to sytuacja schizofreniczna i nie zazdroszczę dzisiejszym nauczycielom. Nauczyciel języka polskiego, który uczył moją córkę, powiedział pewnego razu. A teraz zapomnijcie, co wam mówiłem o pisaniu dobrych tekstów, bo teraz będziemy ćwiczyć, jak dobrze zdać test. To chyba jedyny możliwy złoty środek. Spotkałam ostatnio znajomego, który powiedział: Ja już nie jestem nauczycielem, jestem teraz raczej wielkim przygotowywaczem testowym. Nawet nie wiesz, jaka to różnica! Ale ja wiem, jaka to różnica! Jedną rolę od drugiej dzieli przepaść. I w tej przepaści trudno znaleźć złoty środek.

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.