O ocenianiu. Co nauczyciel powinien zakupić sobie przed rozpoczęciem roku

O ocenianiu powiedziano już wiele. Budząca się Szkoła w swoich ideach jest zdecydowanie na drugim biegunie i daleko jej od wytykania uczniom błędów, skupianiu się na tym, co zrobili źle. Nie raz już w swoich wpisach dr Marzena Żylińska wskazywała na to, jak szkolne oceny zabijają wewnętrzną motywację, odbierają przyjemność z nauki. Ogromna dyskusja na ten temat wywiązała się chociażby pod jej wpisem: „Dzieciom łatwo można podciąć skrzydła”, czy: „Kultura błędu, czyli o tym, czy Hania uczy się dzięki podkreślaniu błędów”.

Ja też, od jakiegoś czasu, mam wrażenie że oceny „uwierają mnie”. Jest to ten element mojej pracy, z którym coraz mniej się zgadzam. Im bardziej zagłębiam się w nauczanie przyjazne mózgowi, im dalej podążam w kierunku nauczyciela w drodze, tym mniej rozumiem sens stawiania piątek, trójek, czy jedynek. Poza tym ocenianie kwalifikuje błąd jako coś złego, do czego uczeń nie ma prawa. A przecież błędy uczą, jeśli nie będziemy przygotowani na ich popełnianie, nigdy niczego nie wymyślimy, tylko poruszać się będziemy po wypróbowanych schematach. Przykre, że tego uczy szkoła… i to właśnie przez oceny.
Jakiś czas temu moja córka (IV klasa szkoły podstawowej) przyniosła laurkę z okazji Dnia Matki i powiedziała, że mi jej nie da, bo pani kazała zrobić im te laurki na ocenę a ona chciała zrobić ją dla mnie a nie na ocenę. Byłam z niej dumna. Wiem jednocześnie, że jeśli w kolejnych latach wszystko będzie robiła na ocenę (miała po 16 ocen cząstkowych z j. polskiego i matematyki), to w końcu tę motywację robienia czegoś dla siebie lub dla innych po prostu straci i wpadanie w sidła zasady: zakuć, zaliczyć, zapomnieć. Nie chcę tego dla mojej córki ani dla żadnego innego dziecka!!! Do szkoły ponadgimnazjalnej, w której uczę, trafiają uczniowie już po 9 latach nauki i tej wewnętrznej motywacji już niestety nie mają. Najczęściej pojawia się pytanie: czy to na ocenę? Mija czas, zanim na nowo nauczymy się wspólnie, że nauka jest dla nich, dla ich rozwoju a nie „na ocenę”. Niestety nie zawsze się to udaje… Zdarza się, że słyszę od uczniów, że moje lekcje są najciekawsze w szkole, że nie boją się do mnie przychodzić, że czują się bezpiecznie, ale odpuścili naukę, bo muszą zaliczyć inny przedmiot, pisać kolejne poprawy, bo inny nauczyciel się uwziął. Nie taka jest rola szkoły!!!
Pod koniec roku szkolnego (kiedy wystawianie ocen jest wyjątkowo nasilone) postanowiłam napisać w tej sprawie list do p. minister Anny Zalewskiej. Pytałam w nim o możliwość rezygnacji z tradycyjnych ocen, szczególnie, że funkcjonuje to już w klasach 1-3 (choć czasami niestety tylko w teorii) i na egzaminie gimnazjalnym i maturalnym. Skoro uczniowie i tak kończą edukację z wynikiem wyrażanym w %, to uzasadnienia nie mają oceny zdobywane przez 9 lat nauki (począwszy od IV klasy szkoły podstawowej). Wcześniej pisałam już o tym, jak wyobrażam sobie polską szkołę, o tym, w którym kierunku powinny iść zmiany, o pracach domowych. Zawsze dostawałam odpowiedź z gratulacjami zaangażowania, z życzeniami dalszych sukcesów i podążania w wybranym kierunku. Tym razem na odpowiedź wciąż czekam. Pełna wiary, mam jednak nadzieję, że MEN zgłębia temat. 🙂 Wykorzystując czas oczekiwania, postanowiłam prześledzić dokładnie zapisy Ustawy o Systemie Oświaty. Dokument ten jest przecież powszechnie znany (przynajmniej teoretycznie) i nie raz się do niego odwołujemy w naszej pracy. Oto, co dokładnie zapisane jest tam nt. oceniania (Ustawa o Systemie Oświaty, rozdz. 3a, art. 44b, p. 5):
„Ocenianie osiągnięć edukacyjnych i zachowania ucznia odbywa się w ramach oceniania wewnątrzszkolnego, które ma na celu:
1) informowanie ucznia o poziomie jego osiągnięć edukacyjnych i jego zachowaniu oraz o postępach w tym zakresie;
2) udzielanie uczniowi pomocy w nauce poprzez przekazanie uczniowi informacji o tym, co zrobił dobrze i jak powinien się dalej uczyć;
3) udzielanie wskazówek do samodzielnego planowania własnego rozwoju;
4) motywowanie ucznia do dalszych postępów w nauce i zachowaniu;
5) dostarczanie rodzicom i nauczycielom informacji o postępach i trudnościach w nauce i zachowaniu ucznia oraz o szczególnych uzdolnieniach ucznia;
6) umożliwienie nauczycielom doskonalenia organizacji i metod pracy dydaktycznowychowawczej.”

Pierwsze punkty wyraźnie mówią o tym, że ocena ma wskazywać, co uczeń zrobił dobrze, jak powinien dalej się uczyć, jakie metody są dla niego właściwe. Nie ma ani słowa o wytykaniu błędów, o wskazywaniu tego, co mu się nie udało. Jedynie dla rodziców i nauczycieli oceny mają dostarczać informacji, nad czym jeszcze należy pracować (chociaż np. 3 z matematyki nie daje rodzicowi informacji, że jego dziecko powinno pouczyć się równań kwadratowych, czy geometrii). Dlaczego tak wielu z nas (nauczycieli, rodziców, osób związanych z edukacją) o tym zapomina? Skoro na razie jesteśmy zobligowani do oceniania, bez względu na sposoby obejścia tego, finalnie na świadectwie muszą pojawić się oceny, zmieńmy chociaż sam proces! Nie raz już BsS wskazywała potrzebę stosowania zasady zielonego długopisu a mimo to, wciąż na pracach uczniów dominują czerwone skreślenia i wykrzykniki. Proponuję, aby szykując się do nowego roku szkolnego, zacząć od zakupienia sobie właśnie tych zielonych długopisów. 🙂

Comments ( 8 )
  1. ” Pytałam w nim o możliwość rezygnacji z tradycyjnych ocen”
    Wynik procentowy, jaki uzyskuje uczeń np. na maturze, nie mówi mu dużo więcej niż ocena wyrażona w tradycyjnej skali 1-6. Różnica jest generalnie statystyczna, pokazuje – poprzez centyle, czy staniny – jak procenty, które uzyskał, pozycjonują jego wynik w stosunku do potencjalnych rywali ubiegających się o przyjęcie na uczelnie. Z pewnością nie „udzielają wskazówek do samodzielnego planowania własnego rozwoju”. Całość mieści się w systemie „międzynarodowej standaryzacji”, o którym krytycznie pisał Ken Robinson w „Kreatywnych szkołach”. A że przy okazji konsekwentna standaryzacjo-testomania przyniosła wymierny „awans” w rankingach OECD, budowanych na bazie testu PISA, to wszyscy, którzy od lat ten system w Polsce budują, są w siódmym niebie. Nie sądzę, by była jakakolwiek wola wylania z kąpielą ich ukochanego statystyczno-wystandaryzowanego dziecka 🙂 Jak przyjdzie jakaś odpowiedź z MEN, niech Pani da znać 🙂

    • Zofia Wrześniewska

      Na odpowiedź wciąż czekam i obawiam się, że raczej się nie doczekam:) oczywiście wynik w procentach informacji zwrotnej nie daje – w tym wypadku chodzi raczej o to, że uczeń, aby zdać do następnej klasy powinien uzyskać jakiś wynik i sam „składa” sobie te procenty: jeden zaliczy 3 większe projekty i „naskłada”, inny małymi kroczkami: ziarnko do ziarnka- chodzi o pozostawienie wyboru. A co do informacji zwrotnej, to już rola nauczyciela, żeby przede wszystkim wskazał, co uczniowi wyszło najlepiej, jakie są jego mocne strony a jakie słabsze. A czy pod komentarzem będzie cyferka, literka, czy procenty, to najmniej ważne – z mojego punktu widzenia. Niestety dla systemu to sprawa kluczowa i temu się sprzeciwiam.

  2. Teresa Rzeznik

    Do zielonego długopisu dodałabym jeszcze ,,lubienie,, swoich uczniów i swojej pracy.

    • Zofia Wrześniewska

      Od lubienia swoich uczniów, to ja bym w ogóle zaczęła. Kto nie lubi, to nie nadaje się na nauczyciela. Myślę jednak, że w tej kwestii, to się całkowicie zgadzamy:)

  3. Bogusław Solecki

    Staram się zawsze pozytywnie podchodzić do problemów, tzn. szukać dobrych dróg w ramach istniejących możliwości. Nie wierzę, by w najbliższym czasie było możliwe odejście od ocen. Wedle mnie trzeba je traktować jak zło konieczne i robić swoje, tzn. starać się tłumaczyć, po co w ogóle ta wiedza jest, i ten wysiłek etc.. Znam większość wypowiedzi publicznych Kena Robinsona i podobają mi się. Nie podaje on jednak konkretnych rozwiązań czy realnej drogi do zmian. Niestety, pomimo mojego szacunku do niego, uważam, że wpisuje się w trend narzekań na obecny system. Dobrze jest czasem ponarzekać, ale niewiele to zmienia w istniejącej rzeczywistości. Przestańmy narzekać i zaproponujmy coś; jeśli odchodzimy od ocen tradycyjnych, to co w zamian? Jak sobie poradzić ze standaryzowanym egzaminami? Odejść od nich całkowicie? Jak poradzić sobie z sytuacją, kiedy selekcja jest konieczna? Jest wiele pytań i nie da się ich rozwiązać narzekaniem czy pisaniem do ministerstwa zapytań, które, jak wszyscy wiemy, nie doczekają się „rewolucyjnych” odpowiedzi. To strata czasu.
    bs

    • Marzena Żylińska

      My skupiamy się na działaniu i robimy tyle, ile w obecnych warunkach można zrobić. W SP nr 81 w łodzi nie ma np. jedynek. Za nie wprowadzono ocenę „jeszcze nie”, którą można poprawić. Ocen cząstkowych nie ma w ogóle z takich przedmiotów jak w-f, plastyka, informatyka. Ocen nie ma też w klasach 1-3. jest tylko informacja zwrotna. Wszystko się sprawdza, a uczniowie mają dużo większą chęć do nauki. Zmieniamy też podejście do prac domowych. jest ich dużo mniej, wiele jest dobrowolnych lub do wyboru. Każdy krok w kierunku szkoły opartej na uczeniu się przynosi dobre efekty.

      • Bogusław Solecki

        Wydaje się, że to właśnie jest klucz: Róbmy to, co w obecnych warunkach da się zrobić. U mnie wciąż jest mania nieustannego oceniania (im więcej ocen tym lepiej); oceniane są twarde fakty, dane, liczby; brak jest miękkiego podejścia. Uczę w liceum, i teraz jeszcze ostatnie klasy gimnazjum. Mówi się o wielu różnych trendach panujących na świecie, ale kończy się to tak, „że wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie dalej tak jak jest.” Od lat staram się przenosić ciężar pracy na same zajęcia; jestem nauczycielem języka ang. i mam sporo lekcji z daną grupą (to duży komfort, bo zwykle nauczyciele przy takim przeciążeniu nie mają na to szans). Sporo mi się udaje; wypracowałem różne techniki powtarzania czy uaktywniania, ale proszę mi wierzyć — nie jest łatwo zmobilizować do pracy tu i teraz niemalże dorosłą młodzież, choć często im powtarzam, że tutaj właśnie dzieje się nauka, że nie warto marnować tego naszego czasu. Nie zadaję zadań domowych od lat (i nie sądzę, by moje osiągnięcia były ani trochę gorsze od innych). Uczniowie robią dwa, trzy mini projekty. Nadałem dwukrotnie większą wagę ocenom z wypowiedzi, które przygotowują. Nie robię żadnych kartkówek — to strata czasu, zamknięte koło, nieustanne sprawdzanie papierów zamiast chwilę pogadać! Trzeba odciążyć ocenę, tzn. nie nadawać jej aż taż dużego znaczenia, nie starać się wszystkiego kontrolować za pomocą oceny (łącznie z dyscypliną w klasie). Stopniowo uczniowie „wchodzą” w nową rzeczywistość, przynajmniej większość z nich; banały typu „nie dla oceny się uczysz” zaczynają nabierać realnego znaczenia. Myślę, że wszystko to łatwiej zrobić w szkole podstawowej; dorosła młodzież jest już wdrożona w „stary” system; mimo wszystko to bardzo często się udaje i warto próbować. Uważam, że trzeba postawić na kompetencję nauczyciela (w różnych wymiarach, ale przede wszystkim w swojej dziedzinie: merytorycznie i metodycznie) i pracę na zajęciach. W końcu nauka musi wcześniej wyjść ze szkoły, tzn. jest taki moment, w którym dzieci w pierwszych klas szkoły podstawowej przenoszą wiedzę, którą zdobywają bezpośrednio na otocznie, ale potem ma miejsce odwrotny proces — znowu wiedza w książce i w ławce, a to wszakże absurd. W przypadku mojego przedmiotu nie ma żadnych przeszkód, by nauka działa się na wielu różnych frontach, efektywna nauka. A wracając jeszcze do ocen, ja mam ponad dwadzieścia lat pracy z wymagającą młodzieżą i mogę sobie pozwolić na różne niezależne próby, jednak wielu nauczycielom trzeba pomóc odejść od tej karuzeli ocen; bez impulsu z góry będzie im trudno się wyrwać. Zmierzam do tego, że trzeba prowadzić pewien dyskurs, który po kawałku zmienia obraz całości; żeby to nie była grupa „dziwaków”, która może sobie poeksperymentować.

        • Marzena Żylińska

          Zgadzam się z Panem w 100%. Trzeba o tym mówić i robić tę pracę uświadamiającą, bo naprawdę wielu nauczycieli myśli, że duża liczba ocen w dzienniku jest dowodem na to, że ich uczniowie się uczą.

          A czy czytał Pan tekst z mojego bloga poświęcony matematyce (na poziomie licealnym)? Anna Szulc opisuje tam pracę z uczniami na lekcjach matematyki. Jej celem jest przeniesienie odpowiedzialności za efekty pracy z nauczyciela na uczniów. Więc nie ma u niej obowiązkowych zadań domowych, do dziennika wstawia tylko te oceny, na które uczniowie się zgodzili, w sprawdzianach poprawia na zielono tylko to, co jest dobrze zrobione, itd. Można by myśleć, że w takich warunkach nikt się nie uczy, a wyniki n maturze są katastrofalne. Nic bardziej mylnego … Proszę przeczytać ten tekst. Ja bym bardzo chciała, żeby inni nauczyciele też spróbowali takiego podejścia. Co Pan o tym myśli?

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.