Pierwszy raz na swoim blogu – kolejny raz o moim edukatorium

Tym razem kilka słów o edukatorium na lekcjach WOSu – poziom rozszerzony.
Nawiązując do wcześniejszych moich deklaracji (złożonych na blogu Marzeny Żylińskiej), wciąż przygotowuję kolejne edukatoria i staram się je wprowadzać we wszystkich klasach, które uczę. Oczywiście nie pracuję tylko tą metodą, ale na wszystkich poziomach wypróbowałam już przynajmniej po jednym edukatorium (obejmującym kilkugodzinny dział).
Dziś chciałabym podzielić się doświadczeniami z realizacji tej formy uczenia się na lekcji w klasie II technikum, w której realizuję program rozszerzony z wiedzy o społeczeństwie. Dodam, że jest to klasa, z którą mam dobre relacje, jednak nie są to zapaleńcy, marzący o karierze polityka (raczej wybór rozszerzenia był przypadkowy, nie do końca przemyślany). Stąd też widziałam, że część uczniów jest po prostu niezainteresowanych omawianymi treściami. Do pierwszego edukatorium wybrałam dla nich temat o historycznych i współczesnych formach społeczeństwa (od społeczeństwa feudalnego po informacyjne – realizowany przez 3 godziny). Jedno z zadań zakładało wzajemne uczenie się. Grupy losowały po jednym ruchu społecznym, szukały o nim informacji a następnie po jednej osobie z każdej grupy uczyły pozostałych. Tym sposobem w dość krótkim czasie, wszystkie grupy poznały wszystkie wskazane przeze mnie ruchy.
Dodatkowo opracowałam kartę odpowiedzi, na której uczniowie wpisywali rozwiązania kolejnych zadań – w ten sposób pozostał trwały ślad z omawianego tematu (zamiast tradycyjnych notatek).
Po przeprowadzeniu edukatorium zapytałam uczniów, co sądzą o tym sposobie uczenia się, wyjaśniłam dlaczego w ten sposób mózg jest w stanie zapamiętać więcej niż przy metodach podawczych. Spodziewałam się oporu i odpowiedzi: nigdy więcej! Ku mojemu (miłemu) zaskoczeniu, kolejny raz usłyszałam: fajne, możemy takie robić! Co prawda uczniowie dziwili się, że nie znaleźli gotowych odpowiedzi na wszystkie pytanie w internecie i że zadania wymagały od nich wysiłku, ale uznałam to za komplement, wyjaśniłam, że zadania są mojego autorstwa – ułożone specjalnie dla nich Umówiliśmy się, że będziemy w ten sposób pracować na kolejnych lekcjach.
Chciałam zweryfikować, czy to co mieli opanować z tego działu rzeczywiście udało mi się osiągnąć. Stąd na sprawdzianie (wiem, co napisze p. Aleksandra, ale nie znalazłam wciąż „ucieczki” od tej formy. Ucieczki, która będzie zgodna z wewnątrzszkolnym systemem oceniania, obligującym mnie do przeprowadzenia co najmniej 1 sprawdzianu w semestrze). 2 pytania dotyczyły właśnie zadań z edukatorium. Część klasy poradziła sobie z nimi bardzo ładnie, odpowiedzieli poprawnie, część nie odpowiedziała, ale zgodnie potem stwierdzili, że to „było z tych kartek od pani” – czyli doskonale wiedzieli, czego dotyczyły pytania, ale nie nauczyli się. Tylko 1 osoba nie zaliczyła sprawdzianu, co uważam za dobry wynik, w porównaniu z dotychczasowymi osiągnieciami.
Takie informacje zwrotne od uczniów, czy możliwość obserwowania, że lekcje sprawiają im przyjemność (jak w czasie zaaranżowanej rozprawy sądowej, kończącej edukatorium: prawo i sądy, gdzie oprócz sporej dawki wiedzy prawniczej, moi uczniowie popisali się talentami aktorskimi), pokazują, że warto poszukiwać innych niż tradycyjne, form prowadzenia lekcji. Wymaga to oczywiście dość sporej dawki zaangażowania od nauczyciela w domu – kiedy opracowuje materiały, zmiany sposobu myślenia o swoich uczniach, od których nie wymaga się już siedzenia na baczność w ławkach. Nauczyciel musi zaakceptować, że uczniowie chodzą, rozmawiają, każdy pracuje w swoim tempie. Czasami zastanawiam się jak, wygląda to z zewnątrz? Pewnie nie najlepiej. Nie najlepiej z punktu widzenia tradycyjnego modelu lekcji, w którym nauczyciel niczym aktor występuje na środku a uczniowie mają siedzieć cicho i go słuchać. Jestem gotowa jednak zaryzykować to pierwsze wrażenie i pozwolić, by warunki na lekcji, odpowiadały przede wszystkim tym, którzy mają z mojej lekcji skorzystać – moim uczniom!

Comments ( 2 )
  1. Joanna

    Domyślam się, że grupy uczniów zostały dobrane losowo. Jak działa współpraca w grupach? czy wszyscy pracują i grupa potrafi się zorganizować?

    • Zofia Wrześniewska

      W tym przypadku akurat nie zastosowałam losowego doboru uczniów w grupach. Założyłam, że podział będzie już pierwszym zadaniem, uczącym samoorganizacji. Dałam uczniom kilka minut na dobranie się w grupy i zorganizowanie miejsca pracy. Przy założeniu, że grupy otrzymały do wykonania konkretne zadania, praca z edukatorium kończyła się oddaniem opracowanej karty, to wiedziałam, że wszystkie grupy się z tego wywiążą. Uważam, że jeśli uczniowie sami dobierają się w grupy, to dzięki temu stwarzają sobie dogodniejsze warunki, lepszą atmosferę pracy a przecież o to chodzi. Oczywiście istnieje obawa, że w grupie podział zadań będzie nierówny, ale moja ingerencja w podział, nie wyeliminuje tego, zawsze znajdą się ci, którzy pracują więcej i ci, którzy „przemykają”. Tych drugich jest jednak zdecydowanie mniej, niż przy tradycyjnej formie lekcji.

Reply to Zofia Wrześniewska CANCEL?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.