Prac domowych ciąg dalszy…

Kilka tygodni temu z dużym zainteresowaniem, a jednocześnie kibicując Rzecznikowi Praw Dziecka, panu Markowi Michalakowi, śledziłam jego list do MEN w sprawie prac domowych. Zwrócił się w nim do ministerstwa z prośbą o przyjrzenie się sprawie, wskazując argumenty, które dla mnie są całkowicie jasne, przemawiają do mnie i je rozumiem: dzieci są zbytnio obciążone pracami domowymi, jest to ingerencja w czas wolny dzieci i rodziców (szczególnie w młodszych klasach, kiedy większość rodziców odrabia lekcje razem z dziećmi), generują niepotrzebne konflikty, są źródłem stresu. Trzymałam kciuki za podjętą inicjatywę, z nadzieją, że w końcu odgórnie padną słowa w tej sprawie dla wszystkich nieprzekonanych, których tylko odgórnie można przekonać
Niestety z przykrością przeczytałam artykuł na oświata.abc.pl [http://www.oswiata.abc.com.pl/czytaj/-/artykul/men-ocena-zadan-domowych-jedna-z-form-sprawdzania-osiagniec-ucznia ] – wynika z niego, że wiceminister edukacji „nie czuje” idei, jaka przyświecała RPD i jaką kieruje się BsS.
„Im młodszy wiek dziecka, tym więcej czasu po powrocie ze szkoły powinno ono odpoczywać i bawić się. Natomiast im starszy uczeń i wyższy etap edukacyjny, tym cenniejsza jest jego praca samodzielna”
– brzmią słowa wiceministra, p. Macieja Kopcia. Dlaczego jednak praca samodzielna ma być dopiero w domu? Przecież o to apelujemy, to staramy się pokazać w swoich szkołach, że uczniowie powinni przejść do kultury uczenia się, czyli być samodzielni właśnie w szkole! Cieszę się, że chociaż w przypadku młodszych dzieciaków jest nadzieja na zmiany. Chodzi jednak o zmianę sposobu postrzegania obowiązkowych prac domowych. Istnieje wiele badań, wskazujących, że nie przynoszą ona zamierzonych efektów, jakie przytacza wiceminister, mówiąc, że są: „cennym sposobem utrwalenia lub sprawdzenia wiadomości zdobytych podczas zajęć lekcyjnych”.
Myśl ta jest sprzeczna z wnioskami zebranymi w książce The Homework Myth, której autor, Alfie Kohn stawia zupełnie odmienną tezę.
41CnRNx+MqL

Sama, od kilku lat nie zadaję obowiązkowych prac domowych z lekcji na lekcję (spisywanie ich przez uczniów na przerwie przed moją lekcją „wyleczyło” mnie z tego). Uważam, że o wiele cenniejsze są prace dla chętnych, które wykonują naprawdę zainteresowani a potem starają się na lekcji zainteresować tych mniej entuzjastycznie nastawionych, czy długoterminowe projekty, przygotowywane w grupach. Poza tym jeśli są nauczyciele, którzy nie potrafią zakończyć lekcji bez słów: „do domu, zadanie…ze strony…”, to niech je wypowiadają, ale niech nie będą to zadania obowiązkowe. Może pora zacząć uczyć też dzieci w ten sposób odpowiedzialności za swój proces uczenia? Mogą (nie muszą!) odrabiać je wtedy te dzieci, które potrzebują dodatkowych zadań w celu utrwalenia. Jednak, jeśli mają z czymś problem, to raczej utrwalą błąd albo zaangażują do zadania rodziców. I znowu nie o to chodzi…. Nie chodzi też o to, by zabraniać się dzieciom uczyć w domu, ale o to, żeby ich do tego nie zmuszać!
Cieszę się jednak, że MEN ma zamiar bliżej przyjrzeć się problemowi, włączyć go w plan nadzoru pedagogicznego na kolejny rok szkolny i że w odpowiedzi wiceministra Kopcia znalazły się też niewielkie promyki nadziei, np. wskazano na konieczność tego, by treści prac domowych dotyczyły jedynie tego, czego uczeń nauczył się w szkole. To ważne, bo praca domowa nie może być sposobem na „nadgonienie materiału”. Najważniejsze, że temat został podjęty. Trzymajmy kciuki!

Comments ( 8 )
  1. Aleksandra

    Ja niestety wątpię, czy kiedykolwiek coś się zmieni w tej sprawie. Obsesyjne przywiązanie do dzikiej ilości pracy domowej wynika chyba z dwu przyczyn. Pierwsza to przeładowane programy, których nie sposób spokojnie przerobić w czasie roku szkolnego. Druga to mocno zakorzenione przekonanie, że tylko mrówcza, pozbawiona pasji i przyjemności praca jest czymś szlachetnym i wartym uznania. Do tego dochodzi powszechna opinia, że dzieci i młodzież i tak się tylko lenią, w szkole się lenią, w domu się lenią, więc trzeba je przed tym lenistwem chronić. Ach gdyby tak przeciętny dorosły dostał w pracy informację, że od dziś musi w domu wieczorem odpracowac jeszcze przynajmniej 2 godziny i tak codziennie, i w weekendy! A są i tacy mistrzowie pedagogiki, którzy zadają na wakacje. I są rodzice, którzy w czasie wakacji przerabiają z dziećmi zadania, układają plany nauki…

  2. Marzena Żylińska

    Czy to nie dziwne, że nie dostrzegamy tego, jak mało efektywne są zadania domowe, których dzieci / uczniowie nie chcą robić? Dlaczego nie dostrzegamy, że robienie wielu łatwych, schematycznych i nudnych zadań wywołuje jedynie frustrację całej rodziny?
    „Tego, co widzi się zawsze, nie widzi się nigdy”, twierdzi norweski pisarz Karl Ove Knausgaard. Braku sensowności ogromnej części zadań domowych w każdym razie nie widzimy, bo ……. zawsze tak było.

  3. Zofia Wrześniewska

    Jeśli zmieni się kultura uczenia i szkoła będzie miejscem, w którym uczniowie poznają, poszukują, eksperymentują, to nie będzie potrzeby zadawania prac domowych. Wtedy dzieciaki same, wg swoich potrzeb sięgną w domu do tego, co ich wciągnęło, zainteresowało.
    Na co my nauczyciele narzekamy najbardziej w swojej pracy? Na robotę w domu, denerwujemy się, że nikt nie zauważa, że oprócz kilku lekcji, drugie tyle poświęcamy na pracę w domu. Sami robimy to samo wobec uczniów : po 7-8 godz.w szkole, dorzucamy im po 3-4 godz.w domu. Ja się nie godzę, żeby dziecko pracowało po 11 godzin!

  4. Jola

    Szanowni Państwo, nowa podstawa programowa j.polskiego wprowadza nowy obszar,a mianowicie „Samokształcenie”:
    W ramach tego obszaru uczeń klas IV-VI ma m.in.doskonalić ciche i głośne czytanie, doskonalić różne formy zapisywanych informacji, a uczeń VII i VIII ma rozwijać nawyki systematycznego uczenia się oraz pogłębiać swoją wiedzę przedmiotową.Uczeń musi posiąść umiejętność sprawnego tworzenia różnych form wypowiedzi ( a jest ich dużo) , czego na pewno nie wykształci na lekcji j.polskiego.Nowa podstawa programowa, niestety, wyraźnie narzuca pracę domową .

    • Marzena Żylińska

      Pani Jola przytoczyła fragmenty nowej podstawy programowej do języka polskiego.

      „W ramach tego obszaru uczeń klas IV-VI ma m.in.doskonalić ciche i głośne czytanie, doskonalić różne formy zapisywanych informacji, a uczeń VII i VIII ma rozwijać nawyki systematycznego uczenia się oraz pogłębiać swoją wiedzę przedmiotową.Uczeń musi posiąść umiejętność sprawnego tworzenia różnych form wypowiedzi … .”

      Dzisiejsza szkoła zniechęca wielu uczniów do nauki, bo jest zformalizowana, zbiurokratyzowana, przracjonalizowana i odhumanizowana. Czy kiedyś będziemy umieli zapisać cele edukacyjne bardziej przyjaznym i ludzkim językiem?

      • Aleksandra

        Ale jak to „uczeń ma rozwijać nawyki systematycznego uczenia się” :). Tak sam z siebie, ma nagle usiąść i powiedzieć sobie, no mam już 13 lat, czas zacząć kształtować nawyki?
        Uderza mnie w tej narracji pomijanie roli nauczycieli w kształtowaniu tych pożądanych postaw. Uczeń ma sam się zmotywować, sam sobie wykształcić to i owo, sam właściwie ma być dorosły od urodzenia. A co, jeśli nie jest?
        Nie chcę być niesprawiedliwa, być może w innych miejscach tego dokumentu ta rola szkoły i nauczycieli jest opisana, ale tak czy owak język jest koszmarny. Sprowadza wszystko do ucznia i daje mocne narzędzie do utrzymania pruskiego porządku – ty masz wykształcone nawyki, jesteś OK, a ty nie wykształciłeś i odpadasz. Tak jest od lat. Szkoła najbardziej lubi te dzieci, które już są „gotowe”: i szkoły właściwie nie potrzebują.

  5. Zofia Wrześniewska

    W przypadku doskonalenia czytania (głośnego i cichego) nie ma chyba innej możliwości niż czytanie książek. Wszyscy się zgodzimy, że czytelnictwo jest potrzebne i nikt nie wzywa, by wycofać je ze szkolnego programu. Uczniowie czytają przecież lektury (nad doborem możemy dyskutować, ale to już inna kwestia). Nikt jednak nie ma sprawdzi tego, czy czytają je w domu głośno, czy cicho i żadna praca domowa tego nie zweryfikuje. Zadania długoterminowe, projekty, czytanie lektur, robienie doświadczeń – to wszystko powinno być. Pytanie tylko w jakiej formie? Ja jestem za tym, by uczeń mógł zadecydować jaką książkę przeczyta, o jakiej napisze wypracowanie, jakich ciekawostek poszuka. Nie zgadzam się z pracami domowymi zadawanymi z lekcji na lekcję, całkowicie odtwórczymi, z zeszytu ćwiczeń,które są zmorą uczniów. Samokształcenie, jak najbardziej – uczeń może je też (pod okiem nauczyciela) odbywać w szkole, jeśli zindywidualizujemy proces edukacyjny.

  6. Ania

    WIELKI szacunek dla Pani Zofii za ODWAŻNE pokazanie tematu BEZSENSU prac domowych 🙂

    O tym, ze szkoła NARZUCONA przez Rockefellerowski, bezduszny system, to GIGANTYCZNA MACHINA DO PRANIA MÓZGÓW – pokazuje film Sanjai (jasna strona Mocy):

    14 października Dzień oduczyciela‼ Okupacyjne budy ryją beret Słowianom‼
    https://www.youtube.com/watch?v=KgBNy2XEOzc&t=161s

    szokujące, smutne i prawdziwe :((

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.