Wyzwolić samodzielność

Kilka dni temu dyskutowałam ze swoimi uczniami z klasy wychowawczej (I kl. technikum gastronomicznego) o ich biernej postawie, przyjmowaniu rzeczywistości bezrefleksyjnie. Starałam się zmotywować ich do zmiany, ale nie widziałam zrozumienia aż do momentu, kiedy powiedziałam swoim uczniom, że chciałabym, żeby w przyszłości nie pracowali na zmywaku, czy obieraku, tylko mam wobec nich większe plany, życzę im, by byli szefami kuchni, mieli własne restauracje. Stąd tak ważne, by byli kreatywni, nie oczekiwali gotowych rozwiązań i że nie zamierzam im mówić, co i jak mają robić, tylko chcę, żeby do pewnych wniosków dochodzili sami. Tak postrzegam swoją rolę, jako wychowawcy.
Jakże miło zrobiło mi się, kiedy na wczorajszej konferencji „Razem dla szkoły”, zorganizowanej przez pabianickie Stowarzyszenie „Razem dla dzieci” jedno z wystąpień, poświęcone było oczekiwaniom pracodawców wobec przyszłych pracowników. Pani dyrektor finansowa jednej z dużych firm stwierdziła, że w dzisiejszej rzeczywistości nie potrzebujemy szkolić armii posłusznych robotów (od tego jest automatyka), dzisiaj firmy potrzebują ludzi kreatywnych, otwartych, którzy nie wykonują ślepo poleceń innych. I taki właśnie powinien być cel szkoły, takie „wyposażenie” powinni otrzymywać w niej uczniowie.
Wiem, że przed polską szkołą jeszcze daleka droga, wiem, że jeszcze nie wszyscy dostrzegają, że edukujemy w sposób archaiczny, przestarzały i niepasujący do oczekiwań współczesności. Cieszę się jednak, że moi uczniowie usłyszeli o tym ode mnie. Cieszę się też, że znalazłam potwierdzenie, że to, czego uczę moich wychowanków, ma przełożenie na oczekiwania pracodawców.
Niestety uczniowie trafiają do mnie po 9 latach nauki i w większości przychodzą ze szkół, o których też była niestety mowa na wczorajszej konferencji; z takich, w których liczą się jedynie stopnie, świadectwo, dyscyplina. Ciężko im zrozumieć, że oczekuję od nich własnego zdania, że mają prawo mówić, co chcą robić. Ostatnio na moje pytanie, co sądzą, usłyszałam: „a co chciałaby pani usłyszeć?” Zabrzmiało to dla mnie wręcz przerażająco. Ja nie chcę im mówić, co mają myśleć! Chcę, żeby potrafili wyartykułować swoje potrzeby, oczekiwania, ale i potrafili przyjąć mój punkt widzenia, żebyśmy potrafili wspólnie wypracowywać jak najlepsze rozwiązania.
Idąc za ciosem, zapytałam dziś maturzystów, jakiej kompetencji nauczyli się w szkole a jaka jest ich zdaniem najważniejsza. Niestety odpowiedzi na te dwa pytania w większości się nie pokryły. Zdaniem czwartoklasistów, kończąc szkołę chcieliby być odpowiedzialni i kreatywni a w szkole uczą się jedynie rozwiązywania testów. To kolejny, smutny, dowód na to, że zmiany są potrzebne! Co ciekawe, nikt z nich nie wymienił pracy w zespole (współpracy), na co nacisk kładli wczorajsi prelegenci, reprezentujący biznes. Kiedy zapytałam uczniów, czy to nie jest dla nich istotne, to przyznali mi rację, że to jedna z ważniejszych umiejętności. Zaczęli zastanawiać się, czy szkoła przygotowała ich do współpracy. Z jednej strony stwierdzili, że praca przy projektach, wspólne zadania, warsztaty uczą współdziałania, z drugiej podali kolejny raz przykład testów, egzaminów, do których sprowadza się nauka i nie ma nic wspólnego z pracą zespołową.
W innej pierwszej klasie zaproponowałam uczniom robienie lapbooków. Pomysł się przyjął, spodobał (o efektach pewnie w następnym wpisie), ale wśród komentarzy usłyszałam: „pani to proponuje nam tyle różnych metod uczenia się, że już nie wiemy co wybrać”. Odpowiedziałam im, że mają wybrać, to, co ich zdaniem jest dla nich najefektywniejsze i najlepsze. Znowu pokazuje to, że tkwimy w schemacie: wszyscy tak samo, pod linijkę i w tym samym kolorze… Przecież lekcje mogłyby wyglądać w ten sposób, że każdy wybiera swój model uczenia się. Jeden zrobi lapbooka, inny mapę myśli, trzeci tradycyjne notatki. Ważne, żeby uczniowie znali różne metody, potrafili z nich korzystać i byli świadomi, która jest najlepsza dla nich.
Wszystkie te przykłady pokazują, że uczniowie są dość niesamodzielni i przyzwyczajeni do kierowania i wskazywania im, jak mają działać, jak się uczyć. Oczywiście wynika to nie z ich bezradności, ale z systemu, który tę bezradność potęguje i nie pozwala z nią zerwać. Tu potrzebna jest największa zmiana – pozwolić dzieciom decydować i budować w nich poczucie samodzielności.
Wczoraj, na konferencji, widziałam wokół siebie spore grono pasjonatów, którzy podobnie jak ja, widzą szkołę inaczej niż tradycyjna, chcą zmian. Skoro rodzina budzących się nauczycieli, ale także wspierających rodziców, zaangażowanych działaczy stale rośnie efekty będą. Trzymam za to kciuki!

Post comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

© 2015 Sofarider Inc. All rights reserved. WordPress theme by Dameer DJ.